W trzechsetną rocznicę urodzin Christopha Willibalda Glucka wenecki Teatr La Fenice, we współpracy z działającą przy Operze Florenckiej Fundacją Maggio Musicale Florentino, zaproponował melomanom wystawienie dzieła Alceste niemieckiego kompozytora. Ten utwór-manifest, syntetyzujący główne założenia „zreformowanej operyˮ, wybrzmiał 26 marca 2015 roku w XVIII-wiecznym gmachu – wyjątkowo podatnego na ogień, który kilkukrotnie strawił wnętrze budynku „Feniksaˮ. Poruszająca historia oddanej Alcesty zaprezentowana została oczywiście w oryginalnej włoskiej wersji z 1767 roku (wersja francuska powstała 9 lat później), do której libretto napisał stały współpracownik Glucka – Ranieri de’ Calzabigi. Mimo wszystko, trudno było uniknąć skojarzeń z utrzymanymi w podniosłym charakterze tragediami lirycznymi spod znaku Jeana-Baptisty Lully’ego. Stosunkowa prostota warstwy muzycznej, ograniczenie do minimum wokalnej wirtuozerii i chęć sportretowania bohaterów przede wszystkim w kontekście targających nimi emocji umożliwiły niemieckiemu twórcy wyeksponowanie dramaturgicznej strony przedstawienia, napędzanej przez niezrozumiałe kaprysy bogów.

Przyjęcie takiej koncepcji dzieła operowego – traktowanego w głównej mierze jako rezerwuar prawdy o ludzkiej kondycji, której zilustrowanie ma dogłębnie poruszyć odbiorcę – może okazać się dość wymagające dla współczesnego melomana, przyzwyczajonego do szybkich zwrotów akcji i intryg fabularnych. W Alceste bowiem niewiele się „dziejeˮ – ukarany za nieposłuszeństwo wobec Artemidy Admet musi umrzeć, jeżeli nie znajdzie się osoba gotowa poświęcić za niego swoje życie. Ten heroiczny czyn staje się udziałem jego wiernej małżonki – Alcesty, która w pełnej dramatyzmu scenie z II aktu oddaje się w ręce bogów. Radosne chwile związane z powrotem króla do zdrowia muszą zatem zostać niezwłocznie zakłócone przez widmo śmierci cnotliwej kobiety – obiektu podziwu Tesalczyków. Jej okupione bólem najbliższych odejście okazuje się jednak tymczasowe, gdyż wzruszeni siłą miłości małżeńskiej bogowie dają się przebłagać i przywracają Alcestę do życia. Trudno oprzeć się wrażeniu, że ta mitologiczna historia, przybierająca formę laudacji ku czci uczuciowej stałości i zdolności do poświęceń, mimo całej swojej szlachetności ma umiarkowaną moc oddziaływania. Jak zazwyczaj bywa w takich przypadkach, istnieją dwa sposoby „oswojeniaˮ libretta: wierne podążanie za intencjami kompozytora – w celu uzyskania efektu jak najbliższego jego wizji i zrozumienia przyświecającej mu idei – oraz tak zwane uwspółcześnianie. Twórcy spektaklu zaprezentowanego wLa Fenice (reż. Pier Luigi Pizzi) wybrali pierwsze rozwiązanie.

Źródło: Teatr La Fenice, Wenecja (www.teatrolafenice.it)

Oszczędność wykorzystanych przez Glucka środków muzycznych, korespondujących z rozwojem akcji dramatycznej i pomagających wyeksponować znaczenie słów (dominacja recytatywu accompagnato, deklamacyjne traktowanie głosów wokalnych, unikanie melizmatów, prostota linii melodycznych), została dobrze zinterpretowana przez wykonawców – stroniących od okazywania nadmiernego pobudzenia, dążących do zachowania równowagi nawet w najtrudniejszych dla bohaterów momentach. Na szczególne wyróżnienie zasługują, moim zdaniem, sopranistki Carmela Remigio (Alceste) i Zuzana Marková (Ismene), które w niewymuszony, subtelny – w przypadku Remigio może aż nazbyt subtelny – sposób zrealizowały swoje partie. Z zadania dobrze wywiązał się także Marlin Miller (Admeto), jednak jego tenorowi, znacznie rozwibrowanemu, brakowało nierzadko stabilności, zwłaszcza w wysokim rejestrze. „Zaświatowymiˮ odpowiednikami tych lirycznych partii były nośne, napawające strachem głosy Vincenza Nizzarda (Apolla) i Armanda Gabby (Wyroczni). Problem całkowitej nieprzystawalności porządku ludzkiego i boskiego – symbolizowanej przez taki, a nie inny podział ról – pozwalał zniuansować chór, nie tylko komentujący rozgrywające się na scenie wydarzenia, ale także pośredniczący w pertraktacjach z pozaziemskimi siłami. Zarówno on jak i Orkiestra TeatruLa Fenice pod dyrekcją Guillaume’a Tourniaire’a w znacznym stopniu przysłużyły się ożywieniu tej dość statycznej akcji i pomogły – niestety, tylko do pewnego stopnia – uniknąć monotonii.

Źródło: Teatr La Fenice, Wenecja (www.teatrolafenice.it)

Prostotę i wyważenie warstwy muzycznej podkreślały także pomysły scenograficzne, stanowiące mieszankę szczegółów inspirowanych architekturą Starożytnej Grecji z osiągnięciami epoki renesansu. O wpływie stylu klasycznego świadczy chociażby obecność na scenie charakterystycznych elementów, to jest kolumn czy łuków, jak również próba imitacji słynnego przedstawienia Apolla Licio, dzierżącego w dłoni łuk. Dorobek XV wieku został zaś przywołany za sprawą nawiązania do anonimowego obrazu La città ideale. W wytworzeniu ascetycznej atmosfery pomagały również oszczędne stroje-tuniki oraz ograniczenie palety kolorystycznej do bieli i czerni – odsyłających do najbardziej oczywistych pól semantycznych.

Jak łatwo się zorientować na podstawie tej krótkiej charakterystyki, twórcom spektaklu Alceste zależało przede wszystkim na pozostaniu w zgodzie z dość restrykcyjnymi wytycznymi tandemu Gluck-Calzabigi. I trudno brać im to za złe – prawdopodobnie poznaliśmy tę operę w wersji, która zadowoliłaby XVIII-wiecznych artystów. Przyjęcie takiej koncepcji niesie jednak ze sobą pewne niebezpieczeństwa, łatwo bowiem w ten sposób pozbawić dzieło jakiegokolwiek indywidualnego rysu i – tym samym – autentyczności. Mimo dążeń wykonawców do podtrzymania naturalności w prezentowaniu treści i okazywaniu emocji, słuchaczowi (a przynamniej mnie) towarzyszyło nieustanne poczucie obcości, nieprzyswajalności tej mitologicznej historii. Być może wiąże się to zresztą nie tyle z nieprzemyślaną i dość przewidywalną realizacją, co z charakterem idei Glucka, które – mając w pierwotnym założeniu pomóc w ograniczeniu konwencjonalnych chwytów operowych – przyczyniły się ostatecznie do ich ugruntowania.

Źródło: Teatr La Fenice, Wenecja (www.teatrolafenice.it)

Anna Al-Araj - rocznik 88, absolwentka krakowskiej muzykologii oraz studentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Związana z portalem internetowym poświęconym muzyce klasycznej - PolskaMuza.eu. Miłośniczka kultury skandynawskiej i włoskiej kuchni. Lubi śpiewać, nie tylko włoskie arie.

Napisz komentarz


trzy × 2 =