Już po raz czwarty Opera i Filharmonia Podlaska w Białymstoku podjęła się organizacji niezwykle wartościowego, wyróżniającego się na muzycznej mapie Polski wydarzenia — Halfway Festival. Wiele — na czele z tegorocznym line-​upem — wskazuje na to, że inicjatorom tej dźwiękowej uczty skutecznie udaje się wyprowadzić przedsięwzięcie z kolein lokalności (w negatywnym rozumieniu tego słowa) i stworzyć festiwal na naprawdę wysokim poziomie, nie pozbawiony jednocześnie kameralnego uroku. Przystań dla Halfwayowego święta muzyki folkowej i songwriterskiej stanowi mieszczący się przy gmachu Opery Amfiteatr — trudno chyba wyobrazić sobie lepsze miejsce do wykonywania piosenek oddających klimat północnych bezbrzeży… Z nimi to bowiem — genetycznie bądź emocjonalnie — związana jest znaczna część zaproszonych w tym roku artystów. Taki rozkład akcentów podyktowała poszerzona formuła festiwalu, w ramach której podjęto projekt Nordic Wind, zrealizowany dzięki dotacji Nordic Culture Fund. Za sprawą tej inicjatywy szczególną przestrzeń podczas tegorocznej edycji poświęcono kulturze i sztuce krajów nordyckich, przybliżanych zarówno poprzez koncerty (Maggie Björklund, VÖK, Moddie), projekcje filmów (Heima reż. Dean DeBlois, Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął reż. Felix Herngren), jak i prezentacje wystaw fotograficznych (Islandia okiem Gosi Żuk, Grenlandia w obiektywie Carstena Egevanga). Jeśli dodać do tego znakomitą organizację festiwalu i działające kojąco tereny zielone wokół Amfiteatru, otrzymamy przepis na niezbędny element wakacyjnych ekspedycji.

Artyści Halfway Festival 2015, OiFP ECS w Białymstoku, fot. Michał Heller

Spektrum muzycznych estetyk, z jakimi identyfikują się zaproszeni do Białegostoku artyści, jest doprawdy imponujące. Wielu z nich to debiutanci bądź twórcy działający w obrębie pewnej „niszyˮ, jednak niemalże każdy zdołał juz wypracować tylko jemu właściwą aurę, niepowtarzalny rodzaj przekazu. Organizatorzy nie zapomnieli o rodzimych wykonawcach, spośród których jako pierwsza zaprezentowała się białostoczanka Natalia Fiedorczuk, znana z projektu Nathalie and the Loners. Jej przesycone kobiecą delikatnością i melancholijną nutą kompozycje, które rozbrzmiewały już między innymi na katowickim Off Festival, świetnie sprawdziły się w charakterze „poruszycieliˮ serc słuchaczy. Wiele pozytywnych wrażeń zapewnił także koncert bardzo młodej wokalistki — Oly. wraz z zespołem. Muzycy wytworzyli na scenie magię znaną chociażby z występów Fismolla (z którym Oly. nagrała piosenkę The Healing) czy Kari Amirian (której stałym współpracownikiem jest Robert Amirian, towarzyszący na scenie Oly.). Do wykreowania tego klimatu przyczyniły się niebanalne teksty, subtelny i zdradzający ogromną wrażliwość głos artystki oraz wdzięczne tony kalimby i ukulele, na których Oly. sobie akompaniowała. W programie festiwalu znalazły się ponadto dwa intrygujące projekty zza wschodniej granicy: .K, czyli białoruski bard Jauhien Kuczmiejna, wprowadził słuchaczy do swojego niepokojącego, ale też niezwykle pociągającego muzycznego świata, przesyconego skrajnymi emocjami. Dużym zaskoczeniem był dla mnie występ litewskiego zespołu Garbanotas Bosistas, którego piosenki tchnęły prawdziwie hippisowską energią, przyprawioną o mocną rockandrollową nutę i funkową lekkość. Wykorzystanie tej mieszanki wybuchowej świetnie sprawdziło się w nawiązaniu kontaktu z publicznością.

Jak już wspominałam, silną reprezentację na Halfway Festival stanowiła grupa wykonawców z krajów nordyckich, w tym duńska mistrzyni gry na pedal steel – instrumencie o bardzo ciekawym brzmieniu – Maggie Björklund. Artystka, mająca już na swoim koncie współpracę między innymi z Jackiem White’em czy Jimem Barrem z Portishead, umiejętnie łączy w swoich utworach elementy folku, country, indie rocka czy charakterystycznego dla muzyki skandynawskiej chłodnego popu. Jak przyznaje, wiele jej kompozycji powstaje jako tło do filmu zrodzonego z wyobraźni — w trakcie koncertu mieliśmy więc okazję, poprzez próby rekonstrukcji wizji, które zainspirowały Dunkę, poznać jej bardzo intymny świat. Równie silne emocje wywołało pojawienie się na scenie norweskiego muzyka — Moddiego. Wykonawca — poza solowymi kompozycjami, także tymi najnowszymi, mającymi się znaleźć na jego kolejnym krążku — zagrał kilka utworów z towarzyszeniem Orkiestry OiFP. Zderzenie klasycznego instrumentarium z rytmicznymi piosenkami o popowym charakterze wywołało ciekawy efekt i spotkało się z żywiołowymi reakcjami publiczności. Jeszcze więcej doznań przyniósł koncert islandzkiego zespołu VÖK, który czarował dźwiękami pochodzącymi niemalże z innej czasoprzestrzeni. Hipnotyczny głos wokalistki, któremu wtórowały saksofon o emocjonalnym brzmieniu, gitara i elektronika, podziałał kojąco chyba na każdego z uczestników tego spotkania, co znalazło przełożenie w prośbach o bisy.

Sharon Van Etten, OiFP ECS w Białymstoku, fot. Michał Heller, materiały organizatora

Największe zainteresowanie wśród białostockiej publiczności wzbudziły jednak, jak sądzę, posiadaczki znakomitych głosów rodem z USA: Jessica Larrabee z zespołu She Keeps Bees oraz Sharon Van Etten. Ta pierwsza — niezwykle ekspresywna zarówno w trakcie śpiewania, jak i pomiędzy piosenkami — dysponuje silnym wokalem o głębokim brzmieniu i wyraźnie bluesowym zabarwieniu, dobrze komponującym się z gitarą i perkusją. Druga zaś ujmuje urokiem, delikatnością w sposobie bycia i sposobie artykułowania dźwięków. Z entuzjastycznym przyjęciem spotkał się także występ Williama Fitzsimmonsa — amerykańskiego songwritera obdarzonego ogromnym poczuciem humoru (wystarczy wspomnieć rewelacyjny aranż piosenki I want it that way zespołu Backstreet Boys, zaprezentowany przez artystę w trakcie koncertu), któremu towarzyszyło dwóch innych instrumentalistów. Jego intymne, bardzo emocjonalne piosenki mają — jak przystało na kompozycje autorstwa psychoterapeuty — relaksujący charakter, a ich wykonywanie stanowi kurację również dla samego songwritera. Niekwestionowaną gwiazdą ostatniego dnia festiwalowego był zespół The Antlers — znany fanom muzyki alternatywnej chociażby za sprawą występu w ramach Off Festival w 2012 roku. Dogłębnie poruszające utwory tego tria bardzo dobrze wybrzmiały w kameralnym wnętrzu Amfiteatru. Silne wrażenie wywarły zarówno te o mocniejszym rockowym zacięciu (np. I don’t want love), jak i skrajnie wyciszone, niemalże pastoralne ballady, z których jedna, Bear, zamknęła tegoroczną edycję festiwalu.

Starania organizatorów Halfway Festival, by z roku na rok udoskonalać to nietuzinkowe spotkanie „w połowie drogiˮ i czynić je coraz bardziej atrakcyjnym także dla melomanów spoza Podlasia, przynoszą oczekiwane efekty. Program koncertowy jest bogaty i wszechstronny (mówienie o Halfway jako o święcie muzyki folkowej i songwriterskiej zakrawa już o grube uproszczenie), poszerzeniu ulega również oferta wydarzeń towarzyszących. Nic dziwnego, że publiczność — znudzona festiwalami o wybitnie masowym charakterze — oddaje artystom dobrą energię i traktuje Halfway przede wszystkim jako okazję do posłuchania dobrej muzyki.

Halfway Festival/​W połowie drogi, 26–28 czerwca 2015 r.
Organizator: Opera i Filharmonia Podlaska – Europejskie Centrum Sztuki w Białymstoku oraz Komitet Kultury Takk

Moddi, OiFP ECS w Białymstoku, fot. Michał Heller, materiały organizatora
Anna Al-Araj - rocznik 88, absolwentka krakowskiej muzykologii oraz studentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Związana z portalem internetowym poświęconym muzyce klasycznej - PolskaMuza.eu. Miłośniczka kultury skandynawskiej i włoskiej kuchni. Lubi śpiewać, nie tylko włoskie arie.

Napisz komentarz