Jakub Frank jest postacią historyczną, która wciąż inspiruje naukowców, historyków, pisarzy i reżyserów. W tak zwanej sprawie Jakuba Franka nadal jednak pozostaje wiele pytań i kwestii, do których warto wracać i które warto badać. Z Olgą Tokarczuk – autorką Ksiąg Jakubowych, Pawłem Maciejką – autorem Wieloplemiennego tłumu, oraz z Adrianem Pankiem – reżyserem filmu Daas, rozmawiają Maja Garlińska i Mariusz Koryciński.

Czy Jakub Frank był oszustem, człowiekiem z charyzmą, czy może dobrym strategiem, który czerpał z tego, co robił, profity?

OLGA TOKARCZUK: Jakub Frank to bardzo złożona postać. Z pewnością miał charyzmę i pociągał za sobą tłumy. Wiadomo z dokumentów, a zwłaszcza z Księgi Słów Pańskich (powstałego około 1784 roku zbioru wykładów Franka wygłoszonych w Brnie – przyp. red.), że budził naturalny respekt wśród ludzi, zarówno swoich bliskich, jak i wyznawców. Zbierając materiały do Ksiąg Jakubowych, zauważyłam, że istnieje wiele sprzecznych opisów jego osoby, wyglądu, zachowania. Byli ludzie, którzy uważali go za niezwykle przystojnego, pięknego mężczyznę, i byli również tacy, którzy uważali go wręcz za potwora. Frank bardzo się zmieniał – z więzienia w Częstochowie wyszedł jako zupełnie inny człowiek. Przedtem wydawał się barwny, natchniony swoją misją, potem stał się strategiem i cynikiem, nastawionym na realizację swoich celów. Nie potrafię jednoznacznie ocenić Jakuba Franka, próbowałam go tak opisać, żeby czytelnik sam zmierzył się z tą kameleonowatą osobowością.

ADRIAN PANEK: Trudności w jednoznacznej ocenie Jakuba Franka rzeczywiście wynikają stąd, że znamy go przede wszystkim z opisów innych ludzi. Jedni postrzegali Franka jako reformatora religijnego, inni jako cynika, który rozumiał mechanizmy rządzące polityką i religią, a jeszcze inni widzieli w nim rewolucjonistę. Bez względu na wielość głosów wspólnym mianownikiem w tym wypadku jest enigmatyczność tej osoby. I rzeczywiście, także jej życie jest niejednorodne: przed uwięzieniem na Jasnej Górze Frank jawił się jako człowiek religijny i charyzmatyczny, co zmieniło się, gdy został uwolniony. Wtedy to, podczas rokowań – najpierw z dworem carskim, później habsburskim – na pierwszy plan wysunęły się jego talenty polityczne.

OLGA TOKARCZUK: Czyli Frank jest bohaterem otwartym na wszystkie nasze projekcje, prawda?

ADRIAN PANEK: Tak. Daas skoncentrowałem się na wrażeniu, jakie wywiera on na ludziach, z którymi się spotyka. I na tym, co się później w tych ludziach dzieje, jak jego obraz w nich funkcjonuje. Dlatego perspektywę Galińskiego (który w filmie nosi nazwisko Goliński), a więc kogoś, kto był frankistą, postanowiłem zestawić ze spojrzeniem urzędnika, próbującego dowiedzieć się o Franku czegoś więcej. Innymi słowy: chciałem opowiedzieć o figurze mesjasza okrężną drogą, a nie wprost.

PAWEŁ MACIEJKO: Ja nie widzę we Franku sprzeczności. Oszust może być strategiem, strateg może być liderem religijnym, lider religijny może być oszustem. Jest prawdą, że wszystko, co o nim wiemy, wiemy z ust innych. W tych świadectwach Frank jest postacią bardzo niejednoznaczną: we wszystkich aspektach, włącznie z wyglądem zewnętrznym. Jedne świadectwa mówią, że był wysoki i przystojny, a inne – że niski i brzydki. Jedne świadectwa opisują jego elokwencję językową, a inne bełkotliwość. Tym, co mnie zawsze fascynowało we Franku – i jeśli mam coś ciekawego i nowego do powiedzenia o nim, to właśnie w tej kwestii – była jego świadoma gra swoją wieloznacznością. On był kimś, kto umie być wszystkim dla wszystkich. Kościołowi katolickiemu potrafił zaprezentować się jako apostoł wśród Żydów, Żydom jako mesjasz, kabalistom jako ekspert od kabały, ludziom prostym jako ktoś, kto mówi ich językiem – itd., itd. Mnie się wydaje, że to była i jest tajemnica sukcesu Franka.

Czy spod tej wieloznaczności jesteśmy w stanie wydobyć jakąś prawdę o nim?

PAWEŁ MACIEJKO: Fakt, że Frank był świetnym graczem – który zmieniał osobowości i persony jak rękawiczki po to, by wspinać się po drabinie społecznej – nie wykluczał istnienia jakiejś wewnętrznej prawdy, którą przez całą swoją drogę próbował krzewić. Jego celem nie było jedynie „zrobienie kariery”. Chciał być wszystkim dla wszystkich, nikomu i niczemu nie był wierny, właśnie dlatego, iż uważał, że w świecie, który wygląda tak, jak wygląda (bo jest dziełem złego Stwórcy), jedyna droga do zbawienia jest pokrętna, wiedzie przez nieustanną grę, manipulację i kłamstwo.

Do tej pory promowało się w Polsce raczej filmy o tematyce współczesnej. Pan postanowił zrobić debiut osadzony w XVIII wieku. Skąd taka decyzja? Skąd zainteresowanie Jakubem Frankiem?

ADRIAN PANEK: Frankiem zainteresowałem się już w liceum po lekturze Historii literatury polskiej Miłosza. Postanowiłem, że spróbuję o nim napisać scenariusz, który miał być jednocześnie moją pracą dyplomową. I pomyślałem, że nawet jeśli nie uda mi się zrobić filmu, to nikt nie odbierze mi przyjemności z badania losów Franka i epoki, w której żył. Bo już samo zbieranie materiałów do scenariusza było niezwykle interesującym doświadczeniem: pamiętam liczne wycieczki do Ossolineum we Wrocławiu; dużo dała mi lektura Aleksandra Kraushara, znanego historyka i publicysty z przełomu XIX i XX wieku. Wtedy także natknąłem się na list od Jakuba Galińskiego.

OLGA TOKARCZUK: Mnie również zaciekawił list Galińskiego, jednak porzuciłam pomysł z nim związany, gdy dowiedziałam się, że jest prawdopodobnie fałszywką. Niemniej rzeczywiście stanowi on doskonały punkt wyjścia do snucia opowieści, zwłaszcza że postać autora listu, rabina Galińskiego, wydaje się bardzo koherentna, a jego emocje – ból, rozczarowanie, poczucie bycia oszukanym – brzmią niezwykle autentycznie.

PAWEŁ MACIEJKO: List Galińskiego nie jest fałszywką. Nie mam pojęcia, skąd wziął się ten pomysł. W Daas mówi się nawet, że on zaginął. Otóż w habsburskiej biurokracji dokumenty raczej nie ginęły. List, wraz z podpisem Galińskiego, jest w archiwum w Brnie Morawskim. W ogóle o Galińskim jest sporo informacji w źródłach hebrajskich.

Galiński jest za to głównym bohaterem filmu „Daas”. Czy podczas realizacji myślał pan o polskiej tradycji kina historycznego, o Polskiej Szkole Filmowej?

ADRIAN PANEK: Sposób, w jaki formułujemy zdania, w jaki myślimy o świecie – to wszystko wynika z tego, co było wcześniej, czego doświadczyliśmy, co przeczytaliśmy, zobaczyliśmy. Tkwimy w kontekście i tylko od nas zależy, czy wykorzystamy go dla swoich celów, czy zignorujemy. Ja zawsze lubiłem rodzime kino historyczne. W tym względzie Polska jest światową potęgą. Jest się czemu przeciwstawić i jest się czym inspirować; mam tu na myśli Wajdę, Munka, Hasa, Bajona i Marczewskiego.

Nasza historia ma wiele wyjątkowych kontekstów, postaci, ruchów. Często wiążą się z nimi kameralne opowieści, które nie zostały opowiedziane, bo nie dotyczyły bezpośrednio najważniejszych wydarzeń, o których możemy przeczytać w szkolnych podręcznikach. Mimo to powstało sporo filmów idących pod prąd, wbrew głównemu nurtowi kina, jak choćby Rękopis znaleziony w Saragossie Hasa czy Aria dla atlety Bajona, które są dla mnie wyjątkowe i inspirujące.

Choć Księgi JakuboweDaas osadzone są w minionym czasie, to jednak próbują jakoś komentować współczesność.

ADRIAN PANEK: Już samo zestawienie – w kontekście historii Żydów polskich – oświecenia z pojawieniem się Mesjasza wydało mi się bardzo współczesne. Tak naprawdę Daas jest opowieścią o naszych czasach, w których racjonalne wytłumaczenie świata przenika się z potrzebą transcendencji, a polityka z religią, co prowadzi niejednokrotnie do kryzysu czy erozji wyobraźni religijnej, o czym pisał właśnie Miłosz.

Zależało mi na tym, aby Daas nie był kinem koturnowym, w którym udajemy, że zanurzamy się w XVIII wieku, jakbyśmy podróżowali wehikułem czasu. To nie mogła być druga Hrabina Cosel! (śmiech). Gdybym chciał być wierny tamtym czasom, to większa część filmu działaby się po niemiecku, część po polsku, część w jidysz… i to byłoby po prostu nie do zrobienia. Uznałem, że skoro nie możemy odtworzyć pewnych realiów, to powinniśmy pójść radykalnie w drugą stronę i uczciwie powiedzieć, że stwarzamy miniony czas, sięgając po współczesne środki. I to starałem się robić, nawet jeśli chodzi o uwspółcześnianie języka, na przykład o obecność współczesnych przekleństw w tym filmie.

OLGA TOKARCZUK: Mnie najbardziej pociągało zetknięcie dwóch obcych sobie kultur i nieudana próba negocjowania własnego miejsca pomiędzy nimi. Zwłaszcza że teraźniejszość zaczęła tworzyć nowy kontekst dla tej historii i znowu pojawiły się pytania o obcość, asymilację i ksenofobię w kontekście uchodźców. W jakimś sensie to bardzo współczesna opowieść. Miałam też poczucie, że wokół niej nagromadziło się przez lata wiele tajemnic i niedomówień, że historia ta jest jak trup ukryty w szafie, o którym najpierw nie mówiono, a dzisiaj o jego obecności już zapomniano. Żadna ze stron uczestniczących w tej historii nie chciała do niej wracać. Pisząc powieść, przeczuwałam, że przywracam zbiorowej pamięci ważną kartę w polsko-żydowskiej historii.

Zastanawia nas to, jakie źródła legły u podstaw Ksiąg Jakubowych? Czy udało się dotrzeć do rachunków z epoki, na przykład za „ciepłe papucie”, w których chodził ksiądz?

OLGA TOKARCZUK: Już na początku mojej pracy znalazłam metodę, która uratowała mi życie – koniekturę. To termin archiwistyczny, który oznacza wypełnianie luk, ubytków w uszkodzonym tekście. Tak traktowałam swoją opowieść – jako niekompletny tekst. Cerowałam te dziury, łatałam…

Mam poczucie, że ilość źródeł, z którymi zapoznałam się, pisząc Księgi Jakubowe, jest naprawdę ogromna. To były źródła związane nie tylko z samym tematem, ale również z epoką, jej życiem codziennym, detalami. Ta praca z detalami była i przyjemna, i benedyktyńska. Oto na przykład scena, w której kobiety szyją, a blask świec gra na igłach w ich dłoniach – coś mnie tknęło i szybko sprawdziłam: nie było wtedy metalowych igieł, a więc i światło nie miało jak na nich grać.

Popełniałam błędy, anachronizmy, to jasne – na przykład już przy składaniu książki okazało się, że wszystkie sceny, w których na stole pojawiają się ziemniaki, trzeba przerobić, bo ziemniaków w tamtym czasie nie było jeszcze na Podolu. Miałam ogromne kłopoty ze zrekonstruowaniem życia codziennego tamtejszych Żydów. W mojej książce język momentami jest lekko archaizowany; uczyłam się tego tonu, innej składni w dużej mierze na listach z epoki, choć zdawałam sobie sprawę, że autentyczny język z drugiej połowy XVIII wieku jest dla współczesnego czytelnika zupełnie niezrozumiały. Mniej więcej w połowie książki znajduje się list żelazny króla polskiego chroniący frankistów. Ten dokument postanowiłam zacytować, żeby dać znak, jak bardzo zmieniła się polszczyzna w ciągu tych dwustu pięćdziesięciu lat.

Zapewne historyczne wątpliwości rozwiewał Paweł Maciejko, który był konsultantem Ksiąg Jakubowych.

OLGA TOKARCZUK: Paweł zwrócił mi uwagę na te dokumenty, sprawy i zjawiska, do których nie dotarłam, o których nie wiedziałam. Wielką pomocą okazało się amerykańskie wydanie jego książki Wieloplemienny tłum. Gdybym miała tę książkę od początku mojej pracy nad powieścią, być może Księgi Jakubowe wyglądałyby inaczej. Przy czym cały czas starałam się pamiętać, że choć opowiadam pewną historię opartą na faktach, to i tak w dużym stopniu buduję ją z wyobraźni. Tworzę literaturę.

A czy pan poświęciłby ciekawy pomysł fabularny na rzecz wierności źródłom? Innymi słowy: ważniejsza jest dla pana prawda archiwów czy „prawda” ekranu?

ADRIAN PANEK: Łatwo jest napisać, że wielotysięczny tłum witał Franka, jednak trudniej jest przedstawić taką scenę w filmie. Nie zawsze mamy wystarczające zaplecze finansowe, by akcja toczyła się tam, gdzie byśmy chcieli. I tak, wiedziałem, że przedstawiony w Daas urząd będę musiał kręcić na uniwersytecie we Wrocławiu, a pałac Franka w Mosznie i w Książu. Przeczytałem wiele książek z epoki, konsultowałem się także z prof. Janem Doktórem. Źródła mnie nie paraliżowały, przeciwnie – zachęcały do skorzystania z wyobraźni. Dzięki niej wymyśliłem na przykład sposób, w jaki funkcjonowała kancelaria dworu w Wiedniu, oraz to, jak wyglądał przebieg święta poczty.

Wątki kobiece we frankizmie zajmują ważne miejsce, a mimo to wciąż nie są należycie opracowane.

PAWEŁ MACIEJKO: Problem polega na tym, że najpełniejszy opis kobiet i kobiecości pojawia się w rękopisach, które zostały napisane w Pradze na początku XIX wieku. To nie są teksty samego Franka, to nie są nawet teksty jemu przypisywane; zostały spisane po jego śmierci przez ludzi, którzy nie mieli z nim nigdy kontaktu. Może przekazywano je wcześniej w formie ustnej, a w Pradze dopiero spisano? Albo było tak, że ktoś przejął pomysły – istniejące w nauczaniach Franka w formie zalążkowej – i później je rozwinął? W tej chwili publikuję fragmenty tych rękopisów: liczą one tysiące stron i są bardzo trudne językowo, bo stanowią dziwną mieszaninę aramejskiego, niemieckiego i hebrajskiego.

Jeśli zaś chodzi o Księgę Słów Pańskich: idee Franka dotyczące kobiet pojawiają się w niej, ale w formie aluzji, metafor, sugestii otwartych na różne interpretacje. Interpretacje te trzeba dopasować do tego, co wiemy z innych źródeł. Nie ma wątpliwości, że u Franka pojawia się wątek kobiecego mesjasza. Ale wątek kobiecego – albo czasem androgynicznego – mesjasza pojawia się już we wcześniejszych tekstach sabatejskich. Innowacja Franka polega na połączeniu żydowskich idei o żeńskim aspekcie Boga z chrześcijańską mariologią: chodziło o to, że kobiecy aspekt Boga Izraela „wcielił się” w ikonę Czarnej Madonny z Częstochowy. Frank wydaje się także sugerować, że jego córka Ewa jest kobiecym mesjaszem. Co ciekawe, Ewa to jedna z głównych postaci Księgi słów pańskich; o synach Franka nie ma tam nic, poza półzdaniowymi wzmiankami, że się urodzili. Frank wyraźnie chciał, aby to ona, a nie synowie, przejęła przywództwo sekty.

Księgach Jakubowych pojawiają się przedstawicielki dwóch kultur – żydowskiej i chrześcijańskiej. Co w XVIII wieku łączyło, a co dzieliło kobiety tych tradycji?

OLGA TOKARCZUK: Łączyło je z pewnością większe lub mniejsze wykluczenie. Dzielił status społeczny, pochodzenie, przynależność do klasy społecznej. Katarzyna Kossakowska jako wysoko urodzona arystokratka mogła pozwolić sobie na aktywność polityczną, ale politykę uprawiała nie w sejmie – jako że kobiety nie miały żadnych praw wyborczych, nawet wysoko urodzone – ale w salonie. Poetka Elżbieta Drużbacka utrzymywała się zaś z pisania.

Dużo mniej wiedziałam na temat sytuacji kobiety żydowskiej w tamtym czasie. Uważnie czytałam źródła i próbowałam odtworzyć (a może wyobrazić sobie), jaką rolę w grupie pełniły wyznawczynie Franka. Z pewnością ich rola wzrosła w tym alternatywnym minispołeczeństwie, jakim był Iwań. Ale tak to już jest: w czasach rewolucyjnych rola kobiet wzrasta, a potem, gdy rewolucja dogasa albo przekształca się w system, ich znaczenie maleje. W dokumentach, do których dotarłam, kobiety pojawiają się dużo rzadziej i w mniej wyrazisty sposób; historia „zapisuje” raczej mężczyzn. Starałam się więc jakoś przywracać równowagę między nimi – stąd tyle silnych postaci kobiecych w mojej książce.

W judaizmie normatywnym kobieta odgrywa mniejszą rolę niż mężczyzna, frankizm zaś zdaje się zrównywać status obu płci.

PAWEŁ MACIEJKO: Hebrajski jest – o ile wiem – jednym z dwóch języków (drugim jest islandzki), w którym istnieją nazwiska utworzone od imion matek. Jest mnóstwo języków, w których nazwiska tworzy się od imion ojców (np. Johnson, czyli „syn Jana”), natomiast w hebrajskim można mieć nazwisko Riwkes, czyli „syn Rywki” (Rebeki), albo Etkes, czyli „syn Estery”.

W przednowożytnej kulturze żydowskiej kobiety są niesłychanie ważne w sferze życia codziennego – trudno znaleźć żydowski biznes, którego nie prowadzi kobieta – co nie ma przełożenia na ważność kobiety w sferze uczonych ksiąg lub teologii, w sferze „kultury wysokiej”. Hebrajski – język modlitwy i nauki, nieużywany w życiu codziennym – jest męskim językiem. Kobiety go nie znają, oprócz kilku bardzo nielicznych wyjątków, na przykład wśród Żydów aszkenazyjskich mówią w jidisz, sefardyjskich w ladino itd. Istnieje więc cała sfera kultury, która pozostaje dla kobiet zamknięta.

Frankizm natomiast włączał kobiety w sferę kultury uczonej i elitarnej – co było absolutnym novum. I to zarówno jeśli chodzi o praktykę – bo kobiety mogły studiować księgi, w tym kabalistyczne, razem z mężczyznami; jak i teorię – bo stworzono doktrynę, która określone praktyki uzasadniała.

Daas kobiety są bohaterkami drugoplanowymi. Nie należą także do postaci pozytywnych: żona Galińskiego go zdradza, żona Kleina jest chora, a księżna wrogo nastawiona do głównego bohatera…

ADRIAN PANEK: Film jest w porównaniu z literaturą ograniczony czasowo do na przykład dwóch godzin projekcji, dlatego liczy się pewna jasność przekazu. Skoncentrowałem się przede wszystkim na śledztwie, a jako że osiemnastowieczna Europa to świat przede wszystkim mężczyzn, trudno by mi było znaleźć urzędniczkę, która poprowadziłaby w Wiedniu sprawę Franka (śmiech). Pod tym względem czuję się trochę zakładnikiem tamtych czasów.

No i jest jeszcze jeden aspekt tego problemu, aby dobrze go zobrazować, posłużę się anegdotą. Otóż kiedyś Edmunda Niziurskiego zaczepiły dziewczynki i zapytały, dlaczego nie pisze dla nich książek. Kiedy to zrobił, te same dziewczynki przyszły do niego i powiedziały, że w jego książce ich rówieśniczki mówią zupełnie jak chłopcy i że to jest nieciekawe. Nie chcąc popełnić błędu Niziurskiego, ograniczyłem się więc do bohaterów męskich (śmiech).

Jak ocenia pani odbiór Ksiąg Jakubowych?

OLGA TOKARCZUK: Książkę tę pisałam ze świadomością, że przeczyta ją wąskie grono czytelników zainteresowanych tym tematem. Jej sukces, rozumiany jako ilość sprzedanych egzemplarzy, jest zaskakujący. I dla mnie, i dla wydawcy. Wygląda na to, że ludzie w Polsce interesują się historią – i to niekoniecznie tą bohaterską, patetyczną. I że szukają odpowiedzi na pytanie o naszą wspólną tożsamość: kim są Polacy, jak budowała się wspólnota w środkowej Europie, którą dzisiaj nazywamy Polską.

Za Daas otrzymał pan nominacje między innymi do Paszportu Polityki i Orła.

ADRIAN PANEK: Nie spodziewałem się, że film będzie tak dobrze przyjęty przez krytykę. Tym bardziej, że jest to mój debiut fabularny, a nakłady na produkcję i dystrybucję były bardzo skromne. Z przyjemnością uczestniczyłem w festiwalach żydowskich, na przykład festiwalu żydowskim w Nowym Jorku, który jest chyba największym po Jerozolimie. Ważne przy tym były spotkania z polskimi Żydami, którzy od kilku pokoleń mieszkają w Stanach. Jeden z moich koproducentów miał firmę w Nowym Jorku i tam jego młodzi przyjaciele Żydzi się pytali, co on robi. Mówił, zgodnie z prawdą, że film o Jakubie Franku. Zazwyczaj słyszał w odpowiedzi mniej więcej te słowa: „To świetnie! To jest nasza ulubiona postać z jesziwy. On jeździł karocą, miał swój dwór, miał swoją armię. To był jedyny Żyd, który żył jak prawdziwy Pan”.

Rozmowa jest fragmentem panelu Współczesna recepcja i adaptacja źródeł historycznych, który był częścią konferencji XVIII-wieczni mistycy żydowscy. Jaką rolę odegrali w swoim czasie, a jaką odgrywają dziś?, zorganizowanej przez Koło Literatury XX wieku przy Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego 17 maja 2015 roku.

***

W roku 2015 Olga Tokarczuk otrzymała za Księgi Jakubowe Nagrodę Literacką Nike. W kwietniu 2016 roku odbyła się premiera inscenizacji Ksiąg Jakubowych w Teatrze Powszechnym w reżyserii Eweliny Marciniak.

Daas otrzymał nagrody podczas Koszalińskiego Festiwalu Debiutów Filmowych „Młodzi i Film” w 2011 roku za najlepsze zdjęcia, najlepszy dźwięk oraz najlepszą rolę męską. Adrian Panek był nominowany do Polskiej Nagrody Filmowej oraz Paszportu „Polityki”; otrzymał Nagrodę im. Janusza Morgensterna oraz nagrody podczas festiwali filmowych w Tarnowie i Świdnicy.

Książka The Mixed Multitude: Jacob Frank and the Frankist Movement 1755–1816 Pawła Maciejki została wydana w USA w 2011 roku. Otrzymała Salo Baron Prize przyznawaną przez American Academy of Jewish Research oraz Jordan Schnitzer Book Prize przyznawaną przez Association for Jewish Studies. Jak dotąd przetłumaczono ją na hebrajski, rosyjski, i włoski. Polskie wydanie pod tytułem Wieloplemienny tłum: Jakub Frank i ruch frankistowski ukazało się w 2014 roku nakładem Wydawnictwa W Podwórku.

Notki o gościach:

Olga Tokarczuk – pisarka i eseistka. Uhonorowana wieloma nagrodami, m.in. nagrodą Polskiego Towarzystwa Wydawców Książek, nagrodą Fundacji im. Kościelskich; w 2013 roku otrzymała międzynarodową nagrodę Vilenica, przyznawaną pisarzom z Europy Środkowej. Dwukrotnie otrzymała Nagrodę Literacką Nike (Bieguni, Księgi Jakubowe). Do znanych i cenionych książek autorki należą m.in: Prawiek i inne czasy, Dom dzienny, dom nocny, Gra na wielu bębenkach czy Prowadź swój pług przez kości umarłych.

Paweł Maciejko – profesor na Wydziale Myśli Żydowskiej Uniwersyetetu Hebrajskiego w Jerozolimie, kierownik Centrum Badań nad Historią i Kulturą Żydów Polskich na tymże uniwersytecie. Doktoryzował się w 2004 roku na Uniwersytecie Oksfordzkim, był wykładowcą na University of Chicago, Harvard University i w École des hautes études et sciences sociales. Zajmuje się historią kabały w epoce wczesnonowożytnej oraz problematyką herezji w judaizmie. Ostatnio opublikował Va-Avo ha-Yom el ha-Ayyin: Kuntes be-Kabbalah le-Rabbi Jonatan Eibeschütz (Jerusalem and Los Angeles 2014).

Adrian Panek – reżyser; absolwent reżyserii na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach; członek Polskiej Akademii Filmowej. Tworzył teledyski dla m.in. Lady Pank, Anny Marii Jopek i T. Love oraz reklamy dla Danone, Samsung i Frugo. Reżyser krótkometrażowych filmów Chodźcie, chodźcie (2003), Męczeństwo Mariana (2006) oraz Moja biedna głowa (2009; nagrody na Filmfest Dresden oraz podczas Festiwalu Filmów Krótkometrażowych w Brukseli). Ma na koncie pełnometrażowy film Daas (2011), obecnie pracuje nad kolejnym filmem pt. Wilkołak.

Napisz komentarz


+ pięć = 14