Święto „dziadka Bredo”

Na początku marca w stanie w USA odbyły się już po raz szesnasty Dni Zamrożonego Trupa (Frozen Dead Guy Days, FDGD). To bez wątpienia jeden z najniezwyklejszych festiwali świata, który rekontekstualizuje pojęcia „żywy” i „umarły”, a jednocześnie prowadzi do zmiany statusu afektywnego śmierci. W centrum historii znajduje się martwe ciało Norwega Bredo Morstøla, które poddane „amatorskiej” próbie krioprezerwacji stało się nie tylko powodem zmiany prawa w stanie Kolorado, ale również przyczynkiem do corocznej zabawy społeczności miasteczka Nederland. Zamiast tradycji smutnego i poważnego wspominania nieżyjącego „dziadka Bredo” wytworzono nową, wspólnototwórczą praktykę kulturową, która przełamuje konwencje zachowania obowiązujące po śmierci członka społeczności. To, co poważne i oficjalne, zostaje wyparte przez to, co śmieszne, frywolne i pozornie błahe. Zasady decorum ulegają zawieszeniu. Naturalne wydaje się pytanie o profanację czy nadużycie martwego ciała do rozmaitych celów, w tym komercyjnych. Mnie jednak intryguje oświetlenie tego problemu z innej strony, a przez to zadanie być może bardziej otwierającego pytania: czy istnieje kulturowy trop, rama interpretacyjna, która pomogłaby uzasadnić tego rodzaju praktyki i nadać im właściwy sens i znaczenie? Czy może Dni Zamrożonego Trupa są wydarzeniem tak osobnym kulturowo, że nie znajdują żadnego zakotwiczenia w tradycji czy historii?

Proponuję  przyjrzeć się najpierw serii wydarzeń związanych ze śmiercią Bredo Morstøla, a następnie odwołać się do rozpoznań tanatologa Louis-Vincenta Thomasa, który pokazuje miejsce i znaczenie martwego ciała w kulturze. Thomas twierdzi, że biologiczny trup – prawdziwy, przerażający, podlegający procesom biochemicznym – jest w zbiorowym wyobrażeniu całkowicie nieobecny. Jego miejsce zajmuje trup kulturowy – przystosowany do „humanistycznego” dyskursu, a więc zmieniony i pozbawiony grozy. Trup Bredo Morstøla przechodzi jeszcze inną transformację. Jest nie tylko „udomowiony”, mówi się przecież o nim zupełnie swojsko „dziadek Bredo”, ale dzięki rozmaitym decyzjom i działaniom rodziny, a potem społeczności Nederland, trup Morstøla doprowadza do odwrócenia porządku, pokazując niejako rewers rzeczywistości obecnej, choć nie zawsze akceptowanej przez tak zwaną kulturę oficjalną. W ten sposób dochodzimy do pojęcia karnawału i karnawalizacji, które przywołuję jako możliwy i pożyteczny trop interpretacyjny.

 

Trup w… szopie

Historia zaczyna się w 1989 roku, kiedy pochodzący z Norwegii Trygve Bauge postanowił przetransportować zwłoki swojego niespodziewanie zmarłego na atak serca dziadka, Bredo Morstøla, do Stanów Zjednoczonych, by tam w instytucie krionicznym Trans Time w San Leandro w stanie Kalifornia zamrozić jego ciało. Motywacją dla Bauge’a do tak skomplikowanej operacji, jaką jest międzykontynentalna podróż i krioprezerwacja zwłok dziadka, miał być plan Norwega, by w przyszłości otworzyć własny instytut krioniczny[1].  W 1993 roku Bauge osiadł w miasteczku Nederland w Kolorado i tam wraz ze swoją matką Aud rozpoczął przygotowania do podjęcia własnej działalności krioprezerwacyjnej, co przyczyniło się do kolejnej podróży zwłok Bredo Morstøla. Jego ciało zostało zabezpieczone suchym lodem, przetransportowane do Nederland i umieszczone w domowej roboty sarkofagu zbudowanym ze sklejki i grubej warstwy izolacyjnej[2]. Tak zabezpieczona trumna trafiła do szopy za domem Bauge’a[3].

Sytuacja zaczęła komplikować się w roku 1994, kiedy Bauge został deportowany do Norwegii z powodu utraty ważności wizy, zostawiając swoją matkę samą. Po pewnym czasie osamotniona Aud Bauge, regularnie uzupełniająca zapasy suchego lodu, by utrzymać odpowiednio niską temperaturę martwego ciała ojca, została wyeksmitowana z domu w Nederland. Był to moment przełomowy historii, wtedy to bowiem sprawa przechowywania zwłok wyszła na jaw. Reakcja miejscowych władz, jak i przebywającego wtedy w Norwegii Trygve Bauge’a, była natychmiastowa. Do lokalnego prawa weszły poprawki zakazujące przechowywania tak całości, jak i części martwego ciała ludzkiego lub zwierzęcego na terenie własnej posiadłości. Zrobiono jednak wyjątek dla Bredo Morstøla, którego ciało pozostało w szopie.

W 1995 roku Bauge zamieścił w Internecie ogłoszenie o poszukiwaniu ochotnika, który zaopiekowałby się zamrożonym ciałem „dziadka Bredo”. Nietypową pracą zainteresował się Bo Shaffer, dyrektor generalny Delta Tech, lokalnej firmy działającej na rzecz środowiska. Od 1995 roku zaczął on regularnie dostarczać suchy lód do szopy, w której spoczywał Morstøl, co zaowocowało nadaniem mu przydomku The Iceman[4]. W tym samym roku lokalny dostawca spółki Tuff Shed, przy wsparciu stacji radiowej Denver, wybudował dla Morstøla nową szopę, co ostatecznie dało początek nowej drodze „dziadka Bredo”. Drodze do sławy[5].

Od 2002 roku na pamiątkę opisanych wydarzeń co roku w marcu w miejscowości Nederland w Kolorado odbywa się festiwal znany jako Dni Zamrożonego Trupa. Uczestnicy zabawy mogą skorzystać z wielu atrakcji przygotowanych specjalnie na tę wyjątkową okazję. Przez miasto przechodzą wesołe parady pogrzebowe, a chętni biorą udział w konkursie na najlepszy kostium imitujący zmarłego „dziadka Bredo”. Poza tym popularny jest taniec zwany Grandpa’s Blue Ball. Jednym z najbardziej ekscytujących momentów jest wizyta w słynnej szopie, gdzie można obejrzeć sarkofag Morstøla, a nawet zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie, pozując z kawałkiem suchego lodu w ręce.


Trup nieobecny

Dni Zamrożonego Trupa wbrew pozorom bardzo dobitnie potwierdzają rozpoznanie jednego z czołowych tanatologów – Louis-Vincenta Thomasa. W książce Trup pokazuje on, jak głosi podtytuł, przejście od biologicznego do antropologicznego aspektu martwego ciała. Bardzo wyraźnie eksponuje przy tym rozdźwięk, do jakiego dochodzi, gdy łączymy wyobrażenia o nieboszczyku z biologicznymi realiami jego rozkładu. Dlatego właśnie tytułowy trup jest figurą nieobecną, należącą do tabu kulturowego[6]. Thomas pisze, że „trup jest pustym significantem funkcjonującym bez fenomenalnego podmiotu; dlatego właśnie jest obecnością, która odsyła do nieobecności”[7]. Pomiędzy stanem agonii a ostatecznym obróceniem w proch następuje proces tanatomorfozy obejmujący: zgon, przemianę w trupa, gnicie i mineralizację[8]. To stadia, które pozostają kulturowo „niewidoczne”, ponieważ budzą niepokój, obrzydzenie, przerażenie. Lukę wypełniają fantazmaty. Tak dzieje się w przypadku Dni Zamrożonego Trupa, które są tylko pozornym usytuowaniem „prawdziwego” trupa w centrum zdarzeń. Celebruje się bowiem obecność trupa wyobrażonego i kulturowo zneutralizowanego, a nie trupa realnego i poddanego procesom biologicznym. Martwego ciała „dziadka Bredo” nie można oglądać. Jest oczywiście słynna szopa i ujawnione miejsce, gdzie znajduje się sarkofag, okazjonalnie otwierany, ale samo ciało nie jest widoczne. Z pewnością  między innymi dlatego, że zamrożenia dokonano dwa lub trzy dni po śmierci Bredo Morstøla[9]. Jak zauważa Thomas, „gnicie pojawia się, przynajmniej w lecie, 24 godziny po zgonie, w zimie zaś nawet osiem dni później”[10]. Thomas dokładnie opisuje poszczególne reakcje fizykochemiczne ciała odchodzącego człowieka:

„Jego pierwszą oznaką jest pojawienie się na prawym podżebrzu, na wysokości kątnicy, zielonej plamy (…), która powoli ciemnieje, obejmuje brzuch i rozszerza się na całego trupa, zacierając plamy opadowe. Później czarna plama w wewnętrznym kącie spojówki przygotowuje rozkład oka. (…) Brzuch rozdziera się, chrząstki kostne łamią, oddzielone mięso odsłania kostną podporę[11]”.

 

 

W ramach Dni Zamrożonego Trupa zasłonięty zostaje całkowicie aspekt dekompozycji ciała, tego co najbardziej dojmujące i przerażające, a wyidealizowane wyobrażenie o nim staje się przyczynkiem do biesiady i weekendowej zabawy. Jak jednak możliwe jest połączenie kiełbasek, festynu i przebieranek z grozą śmierci i biologicznego przeobrażenia ciała?


Śmiech i karnawał

Kultura, idąc tropem Thomasa, umożliwia zakrycie trupa i jego istnienie w społecznej świadomości na  pozabiologicznych warunkach. Wykorzystuje do tego celu rozmaite narzędzia i narracje – jednym z nich jest karnawał i karnawalizacja[12]. Ta rama interpretacyjna oświetlić może znaczenie i funkcje niezwykłego święta odbywającego się w Kolorado. Jeśli bowiem przyjrzeć się bliżej opisywanym przez antropologów zwyczajom średniowiecznym i renesansowym (z tego czasu pochodzą pierwsze wzmianki o karnawale), to okazuje się, że, mimo oczywistych różnic można też znaleźć sporo zbieżności z Dniami Zamrożonego Trupa.

Karnawał tkwił na pograniczu sztuki i życia. Nie był on tylko zwykłą zabawą, formą teatralno-widowiskową z podziałem na widzów i wykonawców. Chwilowo znosił wszystkie zasady, zakazy i normy. Odsłaniał to, co na co dzień ukryte. Stwarzał też możliwość intensywnego bycia wśród ludzi, bycia we wspólnocie. Karnawał, jak zauważa Michaił Bachtin, „był autentycznym świętem czasu, świętem stawania się, zmian i odnowienia”[13], a u podstaw jego organizacji istniał śmiech[14]. Najczęściej istotę i funkcję społeczne karnawału tłumaczono, posługując się terminami takimi jak: „świat na opak”, „zrytualizowana rebelia”, „wentyl bezpieczeństwa”. Okresowe ustanowienie „świata na opak” oznaczało chwilową instytucjonalizację nieporządku. „Karnawał nie jest jednak tylko nieporządkiem przeciwstawionym porządkowi normalnego życia, ale dopiero z nim stanowi cały porządek”[15]. Dni Zamrożonego Trupa to wydarzenie, które organizuje i łączy wspólnotę w śmiechu, stwarzając tym samym warunki do niezwykłej przemiany martwego ciała i zmiany afektywnego statusu śmierci przy zgodzie uczestników na całkowite odwrócenie porządku.

Program Festiwalu FDGD obfituje w wiele atrakcji. Chętni (a jest ich sporo, w edycji 2011 – dwadzieścia tysięcy osób![16]) mogą wziąć udział w wyścigach trumien (każda drużyna składa się z kilku kolorowych „grabarzy” niosących trumnę oraz „trupa”, czyli osoby znajdującej się w skrzyni). W poszczególnych konkurencjach oceniane są zarówno kostiumy zawodników, jak i wykonane przez nich wehikuły. Wydaje się tutaj obowiązywać jedna zasada: im kreatywniej, barwniej i bardziej szokująco, tym lepiej[17]. Specjalnie dla „krionicznych morsów” przewidziany jest także turniej skoków do lodowatej wody, zawody w jak najszybszym zakładaniu na siebie zamrożonej koszulki (Frozen T-shirt Contests), turniej bowlingowy, gdzie zamiast kulą rzuca się w kręgle zamrożonym w lodzie indykiem (Icy Turkey Bowling), a także konkurencja polegająca na piciu lodowatych napojów na czas (Brain Freeze Contests). W ofercie Festiwalu znajduje się również gra o nazwie The Newly-Dead Game specjalnie dedykowana parom. Zadaniem graczy jest odgadywanie życzeń i wyobrażeń partnera dotyczących jego własnej śmierci i odpowiadanie na pytania typu: „Czy twój partner spisał testament?”, „Jaką piosenkę wybrałby, by uświetnić swój pogrzeb?”, „Czy wolałby być skremowany, czy pochowany tradycyjnie?”. Im większa znajomość partnera, tym większa szansa na zdobycie punktów. Festiwal  FDGD  to także muzyka. W tegorocznej edycji uczestnicy mieli możliwość posłuchać ponad trzydziestu kapel na trzech niezależnych scenach. Sceny umieszczono w namiotach o wyjątkowych nazwach: Namiot Zamrożonego Mózgu (Brain Freeze Tent), Namiot Bekonu, Bourbona i Browaru (Bacon, Bourbon & Brews Tent) oraz Namiot: ZreAnimuj Siebie (ReAnimate Yourself Tent). W specjalnym festiwalowym sklepie działającym online można zamówić gadżety związane ze świętem. Poza czapkami, koszulkami i kubkami z logotypem oraz zabawnym hasłem jak np. I am so dead („Jestem tak bardzo martwy”), można tam dostać płócienne torby, plakaty, a nawet oryginalne pudełko na papierosy z wizerunkiem „dziadka Bredo”. Ceny artykułów mieszczą się w przedziale od 8 do 100 dolarów.

 

 

Dni Zamrożonego Trupa zmieniają sposób mówienia o śmierci i formach pośmiertnego trwania. Z krioniki czynią przedmiot śmiechu, czego wyrazem są rozmaite okołokrioniczne konkurencje festiwalowe. Nie istnieje poważny ton rozprawiania o ciągle udoskonalanych procedurach krioprezerwacji, nad którymi pracują współcześni wizjonerzy pośmiertnych praktyk „zamrażania”[18], tacy jak: Max More czy Martine Rothblatt. To sfera nieobecna i zupełnie niepotrzebna toczącej się własnym rytmem błazeńskiej zabawie. Śmiech i wygłup organizuje wspólnotę Nederland, która przy dźwiękach muzyki tworzy roztańczony korowód krionicznych zabawowiczów.

Średniowieczni i renesansowi karnawałowicze występowali w kostiumach i w maskach, od prostego przebrania do odgrywania pełnej roli. Na początku maskowanie nie było obowiązkowe, z czasem wyrosło na główną atrakcję. Mężczyźni często przebierali się za kobiety i odwrotnie, pojawiały się postaci typowe i indywidualne kreacje. Festiwal FDGD to także przestrzeń do rozmaitych przebieranek i metamorfoz. Najważniejszy konkurs kostiumowy w czasie Festiwalu polega na stworzeniu jak najwierniejszego odwzorowania wyglądu samego „dziadka Bredo”. Fakt, że ciała Morstøla nikt nigdy nie widział, tylko podsyca kreatywność parodystycznych sobowtórów-dublerów. Popularnością cieszą się sztuczne sople lodu zwisające z nosa czy uszu, twarze pomalowane białą lub niebieską farbą mającą imitować wygląd ciała poddanego krioprezerwacji Bredo Morstøla czy długie sztuczne włosy i brody. Kostium i maska, jak wskazują badacze karnawału, wiąże się z chęcią odwrócenia ról społecznych, a jeśli nawet nie całkowitym odwróceniem, to przynajmniej radykalną zmianą polegającą na przeistoczeniu w inną postać. Warto jednak przy tej okazji doprecyzować funkcję owej przemiany. Przebranie umożliwiało ukazanie tego, co wewnętrznie tłumione, tego, co na co dzień skrywane bądź wypierane ze świadomości. Schindler ujmuje rzecz dość paradoksalnie – „Maska nie tylko skrywa, lecz również objawia, czy wręcz demaskuje”[19]. W czasie Dni Zamrożonego Trupa ważne jest nie tyle odwrócenie ról społecznych, ile zatarcie granicy pomiędzy żyjącym i umarłym. Główny bohater zostaje tu niejako „ożywiony”, zapożyczając ciało i kostium od uczestników zabawy. Ci z kolei, którzy się przebierają, zewnętrznie się „uśmiercają”, a wszystko w tonie wesołości i frywolności. Karnawał, jak podkreśla Norbert Schindler, to święto ciała, „punkt kulminacyjny jego zawłaszczania i eksploatowania w mimice i gestykulacji, zabawie i tańcu, jedzeniu i piciu (…)”[20]. Jego tematem jest konflikt ciała „dzikiego” i ciała „cywilizowanego” – w czasie Festiwalu ciała martwego i żywego. To zbiorowy danse macabre, który wyrażając równość wszystkich wobec śmierci, jednocześnie drwi z niej i ośmiesza, paradoksalnie świętując triumf życia i witalności.


Karnawalizacja

Dni Zamrożonego Trupa ukazują jakby rewers rzeczywistości, drugą znacznie mniej poważną możliwość obchodzenia się ze śmiercią. Przełamują oficjalną konwencję i proponują własną – frywolną i groteskową. Kultura oficjalna i kultura nieoficjalna, do jakiej zaliczany był karnawał, są względem siebie antagonistyczne, a jednocześnie także komplementarne. Bez kultury oficjalnej nie istnieje bowiem kultura nieoficjalna. Karnawał przedrzeźniał kulturę oficjalną, ale to ona dostarczała mu do tego materiału. Owo przedrzeźnianie jednak pozwala dostrzec, że każda kultura oficjalna jest tylko interpretacją rzeczywistości. Karnawał pokazuje, że – jak to ujął Norbert Schindler – „wszystko mogłoby być zupełnie inaczej”[21]. Ujawnienie tego należy prawdopodobnie do najważniejszych funkcji karnawału. Gdyby ten świat, który istnieje, był najlepszym z możliwych, ludzie nie potrzebowaliby tworzenia alternatywy. Jedną z alternatyw jest niewątpliwie Święto Zamrożonego Trupa.

Przyjmując za Karlem Braunem trzy główne cechy karnawału[22] – maskowanie i zmianę ról,  „świat na opak”, zabawę tłumu w otwartej przestrzeni – można by (heurystycznie) uznać Dni Zamrożonego Trupa za formę karnawału. Ponadto ze ściśle naukowego punktu widzenia karnawał jest świętem, które poprzedza Wielki Post, czyli czas przygotowania do Wielkanocy – Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa[23]. Tu także nasuwają się wyraźne analogie. Przemysław Czapliński proponuje nawet, by Festiwal traktować jako alternatywę Świąt Wielkanocnych:

„Dni Zamrożonych (…) stopniowo i spontanicznie zamieniają się w alternatywę Świąt Wielkanocnych: urządzane od piątku do niedzieli w pierwszy weekend marca, po karnawałowemu ekscentryczne i ekscesywne (skoki do przerębli, wyścigi z trumną, parada zamrożeńców, jedzenie naleśników), nabierają charakteru radosnej relatywizacji sensu zmartwychwstania Chrystusa; w konkursach, zawodach i pokazach – niczym w kolejnych stacjach nowej karnawałowej pasji – celebruje się możliwość przeczekania śmierci, a eksponując łatwość przechowywania zmarłych (w przydomowych „lodówkach”), ludycznie kwestionuje się sensowność przestrzeni cmentarnej[24].

Wydarzenie z 1989 roku związane z krioprezerwacją „dziadka Bredo” zostało wybrane przez społeczność Nederland jako pretekst to wymyślenia własnej „sytuacji karnawałowej”.  Głównym jej tematem jest radosne oczekiwanie na „zmartwychwstanie” Morstøla, które można potraktować jako „rewitalizację sensu zmartwychwstania Chrystusa”. Nadzieja przywrócenia Bredo Morstøla do życia, jakkolwiek iluzoryczna, wciąż istnieje. Szopa to karnawałowy, a przez to pomysłowy i nietypowy rodzaj grobu, miejsce tymczasowego „składowania”, swojska przestrzeń, a zarazem alternatywa wobec powagi cmentarza. Bredo z kolei to nieumarły zmarły – trup „na wesoło”, który nie przeraża swym wyglądem i nie gnębi żyjących jak upiór, tylko cierpliwie, przy akompaniamencie skocznej muzyki, czeka na przywrócenie go do życia.

Forma święta to klasyczny przykład działania à rebours. W czasie Festiwalu udaje się coś, co na co dzień jest niemożliwe w kulturze zachodniej lub przychodzi z wielką trudnością – akceptacja śmierci i integracja lokalnej społeczności dzięki nadaniu śmierci zupełnie nowego znaczenia. Śmierć staje się tematem „lekkim i przyjemnym”, pretekstem do rozmaitych zabaw i wygłupów. Na czas święta znika kulturowe tabu.  Festiwal, będący niewątpliwie estetycznym fenomenem, zaprasza do podjęcia wesołego dialogu ze śmiercią. Jest to jednak propozycja chwilowego zawieszenia porządku, a nie wprowadzenia trwałych zmian wartości i przekonań. Dochodzi tu do zjawiska, które można by nazwać karnawalizacją[25] martwego ciała – usunięciem szeregu oficjalnych reguł i zakazów w mówieniu o śmierci, dzięki stworzeniu odpowiedniego kontekstu dla groteskowych i parodystycznych praktyk kulturowych. Następuje pełne uwolnienie od powagi życiowej. Nie chodzi o profanację martwego ciała, ale o chwilową zmianę statusu zwłok, tymczasową zgodę na „mówienie z dystansem”, które warunkuje śmiech. Samo realne, biologiczne ciało nie jest przedmiotem drwin. Ono od blisko trzydziestu lat z inicjatywy rodziny spoczywa w sarkofagu pokrytym lodem. To ciało kulturowe, wyobrażone staje się katalizatorem do tworzenia rozmaitych parodystycznych narracji, ujawniając dwoisty aspekt percepcji świata i ludzkiego życia.

I tak w atmosferze swobody i familiarności odbywają się Dni Zamrożonego Trupa – festiwal ironii, uciech i figli, odejmujący powagę śmierci i sankcjonujący chwilowo odwrócony porządek świata.

 

PRZYPISY

[1]  Zob.: Story unearthed about Frozen Dead Guy Days, https://www.youtube.com/watch?v=uabDZ-RTpyY (dostęp: 28.03.2017).

[2] Poza niewątpliwym ewenementem próby „chałupniczej” krioprezerwacji Bredo Morstøla, na świecie istnieje przynajmniej kilka bardzo poważnych organizacji krionicznych, które stosują coraz nowocześniejsze, standaryzowane procedury, odwołując się do stanu aktualnej wiedzy naukowej i dokonań technologicznych, by oferować swoim klientom „przyszłą nieśmiertelność”. Zakres tego tekstu nie pozwala zająć się tym wątkiem, ale zainteresowanych odsyłam m.in. do następujących źródeł: Alcor: Life Extension Foundation, http://alcor.org/ (dostęp: 10.02.2017); Cryopreservation Explained, „National Geographic”, http://channel.nationalgeographic.com/explorer/videos/cryopreservation-explained/ (dostęp: 15.02.2017); K. Nowaczyk-Basińska, Nieśmiertelność – nowy performans kulturowo-technologiczny, w: D. Gałuszka, G. Ptaszek, D. Żuchowska-Skiba (red.), Technokultura: transhumanizm i sztuka cyfrowa, Wydawnictwo LIBRON, Kraków 2016; T. Urban, Why Cryonics Makes Sense, http://waitbutwhy.com/2016/03/cryonics.html (dostęp: 15.02.2017) i in.

[3] Zauważyć trzeba, że krioprezerwacja była znana na długo przed sprawą Bredo Morstøla. W 1962 r. profesor Robert Ettinger wydał książkę The Prospect of Immortality (książka dostępna w wersji online pod linkiem: http://www.cryonics.org/images/uploads/misc/Prospect_Book.pdf),  w której postawił zdumiewającą tezę: jeśli zaraz po śmierci klinicznej zamrozi się ciało, przeciwdziałając rozpadowi tkanek i komórek, to pewnego dnia można będzie je reanimować i  przywrócić do życia. Idea okazała się na tyle magnetyzująca, że zaczęły się wokół niej tworzyć rozmaite środowiska zwolenników, wyznawców i pionierów procedury krioprezerwacji. W 1965 r. Evan Cooper założył Life Extension Society, proponując darmową krioprezerwację jednej osoby i twierdząc, że posiada odpowiednie warunki i technologię, by ten eksperyment przeprowadzić. Na ochotnika zgłosił się w 1967 r. James Bedford, ciężko chory na raka nerki profesor psychologii z University of California. Zmarł 12 stycznia. Po kilku godzinach jego organizm został poddany działaniu pierwszych, prostych środków zapobiegających tworzeniu się kryształków lodu w komórkach i tkankach (krioprotektantów), a następnie ciało zanurzono w ciekłym azocie. Więcej informacji zob. m.in: M. Perry, The First Suspension, http://www.alcor.org/Library/html/BedfordSuspension.html (dostęp: 20.02.2017).

[4] Bo Shaffer, The Iceman,  pracował na swoim stanowisku od 1995 do 2012 r. Później opiekę nad zamrożonym ciałem przejęli Jane Curtis Gazit i Mike Wooten. Obecnie przy szopie Bredo Morstøla pracuje Brad Wickham.

[5] Historię zrekonstruowałam na podstawie następujących źródeł: History of FDGD, http://frozendeadguydays.org/aboutfdgd (dostęp: 28.03.2017); C. Adwar, Meet The Colorado Man Who Got Paid To Look After A Frozen Corpse For 18 Years, „Business Insider”, http://www.businessinsider.com/bo-shaffer-kept-bredo-morstoels-corpse-frozen-for-18-years-2014-3?IR=T (dostęp: 28.03.2017);Colorado’s Frozen Dead Guy Days is a macabre celebration of a “cryogenically” preserved Norwegian Grandpa, „Strange Remains”, https://strangeremains.com/2013/11/13/strange-remains-colorados-frozen-dead-grandpa/ (dostęp: 28.03.2017); Frozen Dead Guy Days An annual festival celebrating Colorado’s most famous frozen corpse, „Atlas Obscura”, http://www.atlasobscura.com/places/frozen-dead-guy-days (dostęp: 28.03.2017); Frozen Dead Guy Days: Colorado’s weirdest festival, „The Guardian”, https://www.theguardian.com/travel/2016/mar/16/frozen-dead-guy-days-fesitval-colorado-mountains (dostęp: 28.03.2017); Frozen Dead Guy Days, https://pl.wikipedia.org/wiki/Frozen_Dead_Guy_Days (dostęp: 30.03.2017).

[6] Za przejaw kulturowego omijania kolejnych stadiów rozkładu można uznać kremację, dzięki której  możliwe staje się wykonywanie np. tzw. diamentów pamięci (biżuterii zawierającej ludzkie prochy). Zob. np. E. Domańska, Diatanaty. Prochy, diamenty i metafizyka obecności,  „Czas Kultury”, nr 3–4, 2005, s. 51–61. W Stanach Zjednoczonych wykonuje się także tatuaże, mieszając ludzkie prochy z tuszem.  Zob. Memorial Tattoos and Human Ashes, http://www.redinctattoo.co.uk/index.php/memorial-tattoos-and-human-ashes (dostęp: 30.03.2017). W San Francisco jedna z firm oferuje  rodzinie ostatnie pożegnanie w formie lotu w kosmos części prochów. Zob. Elysium Space, http://elysiumspace.com/ (dostęp: 20.12.2016).

[7]  L.-V. Thomas, Trup. Od biologii do antropologii, przeł. K. Kocjan, Wydawnictwo Łódzkie, Łódź 1991, s. 43.

[8]  Więcej na temat tanatomorfozy: L.-V. Thomas, dz. cyt., s. 9–27.

[9] S. Pappas, Frozen Dead Guy May Move to Michigan, „Live Science”, http://www.livescience.com/23527-frozen-dead-guy-michigan-cryonics.html (dostęp: 28.03.2017).

[10] L.-V. Thomas, dz. cyt., s. 20.

[11] Tamże, s. 20–21.

[12] O karnawale i karnawalizacji zob. m.in.: W. Dudzik, Karnawały w kulturze, Wydawnictwo Sic!, Warszawa 2005; J. Heeres, Święta głupców i karnawały, przeł. G. Majcher, Oficyna Wydawnicza VOLUMEN, Warszawa 1995; M. Bachtin, O karnawale i karnawalizacji, przeł. N. Modzelewska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970; M. Bachtin, Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu, przeł. A. i A. Goreniowie, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975.

[13] M. Bachtin, Twórczość Franciszka Rabelais’go a kultura ludowa średniowiecza i renesansu, Kraków 1975, s. 67.

[14] M. Bachtin, Ludowe formy świąt karnawałowych, w: L. Kolankiewicz (red.), Antropologia widowisk. Zagadnienia i wybór tekstów, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2005, s. 374.

[15] N. Schindler, Aspekty historyczno-antropologicznej teorii karnawału, w: L. Kolankiewicz (red.), dz. cyt., s. 397.

[16] K. Johnson, Frozen Dead Guy Festival for Sale (the Man Himself Stays on Ice), „The New York Times, http://www.nytimes.com/2011/06/18/us/18frozen.html?_r=1 (dostęp: 30.03.2017).

[17] Zob. 2017 Event Schedule, http://frozendeadguydays.org/event-schedule (dostęp: 28.03.2017); Frozen Dead Guy Days 2016 Official Video, https://www.youtube.com/watch?v=6ld0cH2B5lA (dostęp: 28.03.2017); Frozen Dead Guy Days 2017 Official Video, https://www.youtube.com/watch?v=E1S6NwCcmWU (dostęp: 28.03.2017); Frozen Dead Guy Days in Colorado, „Avax News”, http://avax.news/fact/Frozen_Dead_Guy_Days_in_Colorado.html (dostęp: 28.03.2017).

[18] Określania „zamrożeni” używa się raczej potocznie. W istocie chodzi o ochłodzenie i utwardzanie bez zamrożenia, czyli fizycznego procesu formowania się lodu. Właściwym określeniem jest witryfikacja – termiczna przemiana substancji do szklistej postaci. Procedury krioprezerwacji zostały szczegółowo opisane na stronie: http://www.cryonics.org/ci-landing/guide-to-cryonics-procedures/ (dostęp: 30.03.2016),  a także w artykule M. Powęska, Zamrożeni powstaną z martwych, http://nt.interia.pl/raporty/raport-medycyna-przyszlosci/medycyna/news-zamrozeni-powstana-z-martwych,nId,1014385 (dostęp:30.03.2016).

[19]  N. Schindler, dz. cyt., s. 397.

[20] Tamże, s. 402–403.

[21] Tamże, s. 397.

[22] K. Braun, omawiając m.in. berlińskie Love Parade, przywołuje wymienione cechy karnawału za Hermannem Bausingerem. Zob.  K. Braun, Karnawał? Karnawalizacja!, w: L. Kolankiewicz (red.), dz. cyt., s. 418.

[23] Badacze wskazują na chrześcijaństwo jako zasadnicze źródło pochodzenia karnawału. Z łacińskiego carnelevare oznacza tyle co zabranie, usunięcie mięsa, nazywa więc zasadniczą ideę postu. Post wymagał rezygnacji z jedzenia mięsa, ale także produktów pochodzenia zwierzęcego.  Stąd też właśnie wynikał jeden z najwcześniej znanych obyczajów karnawałowych – folgowanie sobie w jedzeniu i piciu w przededniu rozpoczęcia postu. Zob.: N. Schindler, dz. cyt., s. 386.

[24] Cyt. za P. Czapliński – z niepublikowanego maszynopisu, za zgodą autora.

[25] Terminu karnawalizacja używam w rozumieniu M. Bachtina (Zob. M. Bachtin, Problemy poetyki Dostojewskiego, przeł. M. Modzelewska, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1970).

Katarzyna Nowaczyk-Basińska - doktorantka w Katedrze Dramatu, Teatru i Widowisk Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej, wiedzy o teatrze oraz mediów interaktywnych i widowisk. Jej zainteresowania badawcze związane są z post- i transhumanistycznymi przekształceniami kategorii humanitas oraz współczesnymi koncepcjami technologicznie produkowanej nieśmiertelności. Stypendystka Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Marszałka Województwa Wielkopolskiego w dziedzinie kultury.

Napisz komentarz


− jeden = 4