Fragment ekspozycji Koji Kamoji. Cisza i wola życia, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, fot. Agnieszka Tes

Koji Kamoji z Japonii, który od sześćdziesięciu lat mieszka w naszym kraju, uważa się za artystę polskiego. Uznany, wiekowy już dziś twórca, który swoją edukację odbył w tokijskiej, a następnie warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, po raz trzeci zdecydował się na rodzaj podsumowania dokonań, jakim jest retrospektywa. Długotrwałe przygotowania do wystawy, będącej zarazem hołdem dla jego wieloletniej aktywności na polu sztuki, zaowocowały dwoma pokazami, zatytułowanymi Cisza i wola życia – w 2018 roku w warszawskiej Zachęcie, a następnie – od kwietnia do końca czerwca bieżącego roku – w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie. Zaprezentowano obrazy, rysunki, obiekty i instalacje, które stanowią zaledwie niewielki wybór prac z okresu od lat 60. do najnowszych, pomijający ich ścisłą chronologię. Wystarcza to jednak by, jak twierdzi kuratorka warszawskiej odsłony – Monika Brewińska, uwidocznić charakter, odrębność i znaczenie myśli twórczej oraz dokonań artysty.

Fragment ekspozycji Koji Kamoji. Cisza i wola życia, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, fot. Agnieszka Tes

Wystawa krakowska nie jest dokładnym powtórzeniem poprzedniej, większej ekspozycji – nie znalazły się bowiem na niej niektóre z wcześniej pokazywanych dzieł, włączono natomiast dodatkowo jedno z nich powstałe w 2019 roku. To właśnie ono – wypełniająca całą salę instalacja Sen, otwiera retrospektywę w Muzeum Manggha przygotowaną przez Annę Król we współpracy z artystą. W tej najnowszej pracy spotykają się elementy i wątki znane już z poprzednich realizacji, które wszak zarówno tytułem, jak i wydźwiękiem wzbogacają warstwę znaczeniową o nowe, nieobecne wcześniej konotacje. Połyskująca płaszczyzna aluminium w wizualnym kodzie twórcy odwołuje do wody, która od czasu morskiej podróży z Japonii, stała się dla niego lejtmotywem. Sztuczna, a jednocześnie przywodząca na myśl naturę tafla, tak tutaj, jak i w wersji warszawskiej, gdzie stanowiła istotny komponent instalacji Cisza i wola życia, stwarza minimalistyczny, medytacyjny efekt o wschodniej proweniencji. Przecinające ją płyty chodnikowe, to z kolei element, które niesie w sobie ciężar egzystencjalnych skojarzeń. Całości dopełnia jak gdyby utworzona z sennej materii, projekcja cieni – kadrów, pochodzących z lokalnego otoczenia muzeum. W tej oczyszczonej, zatrzymanej w innym wymiarze przestrzeni, pojawia się w ten sposób delikatna dynamika ruchu – przemijania, który dodatkowo spaja się z ruchem percepcji odbiorcy. Być może wolno interpretację tej aranżacji powiązać ze spojrzeniem artysty wstecz na swoje życie: od 1959 roku, kiedy przybywając z Japonii drogą morską odbył ważną podróż swojego życia, która zostawiła w nim potężny ślad, aż do tu i teraz… Czy chodzi o sen jako inny stan świadomości doświadczany nocą, czy może o życie jako sen – motyw obecny  zarówno we wschodniej, jak i w zachodniej metaforyce? Być może wolno z tą instalacją zestawić fragment wiersza Okno Czesława Miłosza:

,,Więc dużo lat pewnie minęło ale nic nie pamiętam co zdarzyło się we śnie”.

Fragment ekspozycji Koji Kamoji. Cisza i wola życia, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, fot. Agnieszka Tes

Dzieła zgromadzone w kolejnych salach pozwalają widzowi nie tyle prześledzić całokształt oeuvre Kojiego Kamojiego ile przybliżyć się do specyfiki jego świata. Sztuka ta, nie należy do przystępnych i wydaje się, że od odbiorcy wymaga pewnego obycia z awangardowymi tendencjami, wrażliwości na zgrzebną estetykę, kryjącą w sobie duchowy potencjał. Jednak nawet jeśli warunki te będą spełnione, pojawia się jeszcze bariera trudniejsza do przekroczenia – odrębność myślenia i odczuwania twórcy wynikająca z jego kulturowej tożsamości i buddyjskiego doświadczenia. Spotykają się tu zatem i przenikają  różne wpływy, procesy, których odebranie wiąże się z niemałym wyzwaniem.

Wiele spośród prac, tworzonych w niespiesznym rytmie, wskazuje na połączenie kreacji z duchową koncentracją. O predylekcji do tego typu postawy mówią też znane zdjęcia artysty, na których widzimy go siedzącego w pozie lotosu w czasie procesu tworzenia. W medytacyjne wyciszenie wprowadzają nas m.in. instalacje: Sen czy chronologicznie wcześniejsza Dwa bieguny z 1972 roku, gdzie ascetyczne, białe obrazy z motywem linii tworzą rodzaj environment skupiony wokół kamienia. Z kolei Modlitwa do bytu, cykl prac abstrakcyjnych wykonanych przy pomocy najprostszych materiałów (papieru, tuszu, pędzla) obrazuje swego rodzaju ćwiczenie, w którym gest wyraża pojedyncze przeżycie czy poszukiwanie. W tych pozbawionych perfekcji rysunkach – znakach, obok których niekiedy pojawia się odcisk stopy, pobrzmiewa też echo wczesnej europejskiej abstrakcji, podążającej ku transcendencji. Na krakowskiej wystawie, przed wypełnioną nimi ścianą pozostawione są japońskie buty, niczym przed wejściem do świątyni, przed wejściem do miejsca wyciszenia, czystości, sacrum. ,,…byt w tytule Modlitwa do bytu nie oznacza jednostkowego i określonego bytu, ale byt w ogólnym tego słowa znaczeniu. Byt można nazwać istnieniem. Modlitwa doń może oznaczać rozmowę ze sobą, próbę dotarcia do siebie. Wysiłek ku uchwyceniu czegoś też może być modlitwą. Chciałbym, żeby próba ta była bardziej całościowa. Jednocześnie chciałbym dojść do spokoju i harmonii. Modlitwa, skupienie daje mi spokój, poczucie zjednoczenia się z bytem. To jest dla mnie może najważniejsze”[1].

Fragment ekspozycji Koji Kamoji. Cisza i wola życia, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, fot. Agnieszka Tes

Koji Kamoji tworzy, wykorzystując różnorakie, najczęściej zwykłe, surowe materiały, wykraczając poza tradycyjny warsztat plastyka. Nierzadko używa elementów natury (kamień, woda, drewno, metal, powietrze…), które włącza w kompozycje malarskie lub przestrzenne, w sposób myślenia o nich. Mówi o wadze słuchania rzeczy pozwalającej zbliżyć się do nich pełniej niż poprzez widzenie. Efektem tego podejścia jest wytworzenie się charakterystycznego ,,obszaru milczenia”, które przenosi się z artysty na widza. Niewątpliwie awangardowe tendencje sztuki zachodniej przenikają się tu ze sposobem bycia w świecie znamiennym dla duchowości Wschodu, z nurtem japońskiego zen, z szacunkiem dla bezpośredniości doświadczenia, dla natury zjawisk. Sam artysta podkreśla: ,,Ja chciałbym znaleźć to, co jest wspólne w sztuce zachodniej i wschodniej… Sztuka współczesna znowu tej duchowości szuka. Wschód goniąc Zachód, utracił swą zdolność odczuwania. W tym sensie Wschód i Zachód muszą znaleźć wspólną wrażliwość wzrokową, odczuwanie, a więc odbiór bardziej bezpośredni”[2]. Sztuka ta poszukuje zatem przekazu łączącego różne tradycje, obszary i właściwie w każdej z prac, w różnym stopniu, możemy to dążenie odczytać. Co ważne, odbywa się tu swoisty ruch ku głębi, który ocala przed oczywistością czy eklektyzmem. Wymownym przykładem będą tu realizacje inspirowane europejskim średniowieczem albo tzw. obrazy pruszkowskie z lat sześćdziesiątych, jak ten pt.: Na ścianę świątyni, z wydrążonymi w powierzchni polichromowanej płyty otworami. Jego niepokojąca, abstrakcyjna kompozycja przekracza zagadnienia formalne, penetrując charakterystyczne dla Wschodu pojęcie pustki. Mimo pewnego pokrewieństwa artystycznego myślenia Kojiego Kamojiego z niektórymi awangardowymi artystami, m.in.: Władysławem Strzemińskim, Henrykiem Stażewskim, Edwardem Krasińskim czy Andrzejem Szewczykiem daje się wyraźnie odczuć odrębność jego przekazu. Relacje, które buduje czy też odsłania, relacje w przestrzeni, relacje linii, znaków, figur, elementów wychodzą poza charakter spekulatywny, poza nastawienie na eksperymentowanie, poza zintelektualizowane, awangardowe dążenie do nowości. Sztuka, co poświadcza artysta, jest aktywnością duchową. W kontekście tym znamienna jest wypowiedź autora: ,,Mnie w zasadzie nie interesuje forma (…). Uważam bowiem, że forma jest wynikiem poszukiwania i wyrażania przeze mnie odczucia bytu. W tym sensie mimo zmiany formy mojej wypowiedzi, rdzeń mej pracy jest taki sam. Tyczy to także form mojej pracy, jak malarstwo, instalacje, czy performance itd.[3]. Najnowsza retrospektywa dobrze uświadamia właśnie ten rys twórczości Kamojiego.

Fragment ekspozycji Koji Kamoji. Cisza i wola życia, Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie, fot. Agnieszka Tes

Obok odniesień do obszarów uniwersalnych, natury, nieskończoności, kosmosu… w części z prac uwidacznia się szczególna wrażliwość na wymiar egzystencjalny związany z jednostkowym istnieniem. Inspiracjami bywają wówczas konkretne sytuacje, zdarzenia czy komunikaty. Na przykład – napięcia linii i geometrycznych figur w kompozycjach z cyklu Księżyc Sasakiego odwołują się do długo zachowywanej przez artystę w pamięci samobójczej śmierci przyjaciela. Gdzie indziej, jak w pracach Samotność, Małe bóle, Matka i syn, 80-letni facet punkty czy linie, niekiedy wraz z wkomponowanymi odręcznymi napisami, niezwykle syntetycznie docierają do sedna przejmujących zdarzeń, które Koji wchłania w całokształt swojego twórczego myślenia. Skondensowana emocja przekształca się w skondensowaną formę – znak. Skupienie, odosobnienie artysty otwiera się w ten sposób współczująco na różne przejawy życia innych, ujawniając wrażliwość na ludzkie istnienie.

I wreszcie seria obiektów – instalacji, lakonicznie i zaskakująco operujących konkretem, pospolitymi materiałami, ich ciężarem, jakością, substancją. Formalna asceza działa tu mocno ewokacyjnie, pozwala skupić się na odkrywanych stosunkach, na swoistym wglądzie, który krytycy trafnie porównują z haiku. Wychodzimy poza schemat myślenia o rzeczywistości w zamian za niespodziewaną rewelację spotkania z nią. Ta surowa poezja przesiąknięta jest wyczuciem obecności relacji i napięć utajonych w naturze, w świecie, w człowieku. Drugim, jak się wydaje równie trafnym, skojarzeniem byłby buddyjski koan z jego potencją wyzwalania umysłu z przyzwyczajeń.

Krakowska wystawa to zaledwie częściowy zbiór prac artysty, nie znalazło się na niej kilka ważnych realizacji, co uświadamia między innymi zawartość towarzyszącego retrospektywie katalogu. Rozczarowuje nieco brak takich prac jak Średniowiecze czy Przeciąg albo Człowiek… Z drugiej strony może właśnie dzięki temu, kontakt z kontemplacyjnym nastawieniem poszukiwań Kojiego Kamojiego nie jest zakłócony wielością. Odbiorca porusza się w przestrzeni zarazem intrygującej, obcej, jak i kojącej, medytacyjnie oczyszczonej z krzykliwych bodźców codzienności, stając się współuczestnikiem milczenia.

Koji Kamoji. Cisza i wola życia.

Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej Manggha w Krakowie

12.04 – 30.06 2019

Przypisy:

[1] Cyt. za J. Jedliński, Koji, wspólna droga – spotkania, rozmowy przez lata, w: M. Brewińska (red), Koji Kamoji. Cisza i wola życia, Warszawa – Kraków 2018, s. 71.
[2] Cyt. za A. Król, Koji Kamoji – efekt transkulturowy, w: M. Brewińska (red), Koji Kamoji. Cisza i wola życia, Warszawa – Kraków 2018, s. 44.
[3] Cyt. za J. Jedliński, dz.cyt., s. 71–72.

 

Agnieszka Tes - historyczka i krytyczka sztuki, malarka. Obecnie redaguje dział sztuki we Fragile.

Napisz komentarz


3 × trzy =