W ramach tegorocznej edycji Festiwalu Sacrum Profanum koncerty z udziałem Mike’a Pattona — artysty kojarzonego m.in. z takimi legendarnymi formacjami, jak Faith No More, Mr. Bungle czy Fantômas — cieszyły się bodaj największym zainteresowaniem publiczności. Nie ulega wątpliwości, że to w głównej mierze postać charyzmatycznego wokalisty, ze swobodą poruszającego się w rozmaitych muzycznych stylach i gatunkach (od pieśni neapolitańskiej po death metal), przyciągnęła do Centrum Kongresowego ICE Kraków wielbicieli muzyki współczesnej. Warto jednak zaznaczyć, iż także repertuar wydarzeń, jakie zaplanowano na 7 i 8 października, obfitował w atrakcje dla melomanów: Patton zaangażował się w wykonanie materiału z albumu Virginal Co Ordinates Eyvinda Kanga oraz — dużo starszego — utworu Laborintus II Luciana Beria i Edoarda Sanguinetiego. Zwłaszcza pierwsze dzieło, w moim odczuciu, urzekało prostotą i sugestywnością wyrazu, stając się doskonałym polem do zaprezentowania pełni umiejętności wokalnych amerykańskiego muzyka.

Virginal Co Ordinates Eyvinda Kanga — skrzypka i kompozytora silnie zainspirowanego osiągnięciami minimalizmu spod znaku Terry’ego Rileya czy Tony’ego Conrada — wydaje się swoistą podróżą do źródeł życia, próbą zilustrowania (lub odnalezienia) pierwotnego ładu i harmonii. Za taką interpretacją przemawiają zarówno tytuły poszczególnych części (m.in. Occultum Lapidem; Virginal Co-​Ordinates; Innocent Eye, Crystal See), jak i charakter muzyki, której krystaliczną „czystośćˮ przybliżają akustyczne i elektroniczne dźwięki. Elementem konstytuującym tkankę dzieła Kanga jest z pewnością płynność, trudna do zdefiniowania transowość przebiegu muzycznego, warunkowana przez obecność stałej pulsacji — jakby obrazu wewnętrznego rytmu wszechświata. Ową jednorodność dodatkowo uwypuklają liczne powtórzenia: czy to w partii głosu wokalnego (repetycje dwóch dźwięków w Doorway to the Sun), czy to w partii instrumentów (kwintowe ostinato w Harbour of the NADE). Na tle tych „nieruchomychˮ płaszczyzn brzmieniowych rozwijane są jednak w Virginal Co Ordinates fragmenty o improwizacyjnym charakterze, nierzadko nawiązujące do idiomu muzyki arabskiej (Sidi Bou Said), silnie zakorzenionej w tradycji swobodnego muzykowania. Zestawienie uporządkowanych i niedookreślonych w partyturze przebiegów pozwala uniknąć całkowitej dowolności, daje możliwość sprawowania kontroli nad ostatecznym kształtem dzieła. A taka postawa zdaje się bliska Pattonowi, który wyznaje: „Nie jestem fanem improwizacji. Nie wiem nawet, czy w ogóle się jej nauczyłem. Mówiąc szczerze, unikam jej za wszelką cenę, wolę wiedzieć, dokąd zmierzam i jak się tam dostać. […] niewiele jest gorszych rzeczy od zarozumiałego, bełkotliwego improwizowania, które wymyka się spod kontroliˮ[1].

Bijące z tej wypowiedzi dojrzałość, skłonność do perfekcjonizmu i nieufność wobec nonszalancji w silnym stopniu determinują artystyczne wybory wokalisty, dla którego nadrzędnym celem jest możliwość podjęcia współpracy ze świetnymi muzykami. Patton w pełni akceptuje więc fakt, iż w kompozycji Kanga jego głos traktowany bywa na równi z innymi instrumentami, tylko pomaga w kreowaniu unikalnej, przesyconej łagodnością aury brzmieniowej. Muzyk konkluduje: „Chcę po prostu dopasować się do nich, uzupełnić ich grę najlepiej, jak potrafię. W tych występach nie chodzi o mnie, ale o bycie częścią całości. O idealne wtopienie się w ich gręˮ[2]. I taka pełna szacunku postawa, w połączeniu z umiejętnością współpracy wokalisty z dyrygentem i skrzypkiem (Eyvind Kang), instrumentalistami z orkiestry Sinfonietta Cracovia oraz pozostałymi wykonawcami (Tomek Mirt: syntezator modularny, Anna Mamińska i Hubert Połoniewicz: tambury), szczególnie silnie doszła do głosu w trakcie koncertu odbywającego się 7 października. Skuteczna komunikacja, oparta na zaufaniu, umożliwiła artystom powołanie do życia dzieła będącego swoistą apoteozą świata, jego piękna i obfitości, do których — pod wpływem szkodliwej ingerencji człowieka — mamy utrudniony dostęp. Domykająca utwór część Marriage of Days jawi się w tym kontekście jako wyraz nadziei na rychły powrót do niezmąconego stanu pierwotnej harmonii i niewinności.



Przypisy:

[1] Mike Patton: ufam swojemu instynktowi, http://​muzyka​.onet​.pl/​a​l​t​e​r​n​a​t​y​w​a​/​m​i​k​e​-​p​a​t​t​o​n​-​u​f​a​m​-​s​w​o​j​e​m​u​-​i​n​s​t​y​n​k​t​o​w​i​-​w​y​w​i​a​d​/​y​qw3l7.
[2] Tamże.

Anna Al-Araj - rocznik 88, absolwentka krakowskiej muzykologii oraz studentka polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Związana z portalem internetowym poświęconym muzyce klasycznej - PolskaMuza.eu. Miłośniczka kultury skandynawskiej i włoskiej kuchni. Lubi śpiewać, nie tylko włoskie arie.

Napisz komentarz