Wielu mówiło o zgodności albo sympatii łączącej między sobą rzeczy. Agrypa powiada, że chcąc zbudzić moc gwiazdy, trzeba zwrócić się ku rzeczom, które są do niej podobne, a tym samym przyjmują jej wpływ. I to wzajemne przyciąganie rzeczy nazywa sympatią. Jak smoła, siarka i olej pozwalają przygotować drewno do przyjęcia płomienia, tak stosując rzeczy zgodnie z działaniem i z gwiazdą, uzyskamy to, że za pośrednictwem duszy świata osobliwe dobrodziejstwo spłynie na odpowiednio umieszczoną materię. Żeby wpłynąć na Słońce, trzeba więc działać na złoto, słoneczne wszak ze swej natury, i na te rośliny, które zwracają się ku słońcu lub składają i zamykają listki o zachodzie słońca, by znowu otworzyć się, kiedy wstanie, jak lotos, peonia, jaskółcze ziele[1]. 

               

Możliwości potencjalnych zastosowań tego magicznego systemu są nieograniczone, jedynym wyznacznikiem granic jest tutaj wyobraźnia, a reguła podobieństwa często mieści się nie tyle w samej przystawalności elementów, ile w ich emocjonalnym czy instynktownym powinowactwie. Tę paranaukową, z dzisiejszej perspektywy, koncepcję przywołuję na swoją obronę, przystępując do karkołomnej próby zeswatania magii ze sztuką. Pierwszym duchem towarzyszącym nam w podjęciu się tego zadania nie może być nikt inny jak Marcel Duchamp. Przypisywane mu zasługi artystyczne pozostają kwestią bezsporną, jednak mistyczne i gnostyckie korzenie jego koncepcji bywają często pomijane. Analiza z pozoru enigmatycznych tekstów, które Duchamp pozostawił po sobie, wskazuje na jego zainteresowania orfizmem, kabałą, masonerią, tantryzmem czy taoizmem. Wszystkie te odłamy mistycyzmu łączy idea usiłująca w rytuałach, językach sztuki i nauki, tradycji historycznej oraz ahistorycznej odnaleźć uniwersalny porządek[2]. Marshall McLuhan w wywiadzie na łamach „Playboya” określił mistycyzm wyśnioną współcześnie nauką przyszłości[3]. Wydaje się, że wedle tej formuły autor słynnej Fontanny w swoich ezoterycznych zainteresowaniach poszukiwał przede wszystkim dostępu i swego rodzaju klucza do wiedzy, co pozwoliło mu wyrwać się z więzów czasu i niejako wyprzedzić swoją epokę.

Dostatecznie długą już listę interpretacji prac Duchampa ośmielę się poszerzyć o jeszcze jedno, niecodzienne porównanie. Powszechnie znany, najeżony kształt suszarki do butelek można by przyrównać do przedmiotu odkrytego w jednym ze starych domostw w angielskiej wsi Ashbrittle. Zawinięty w flanelowy worek, naznaczony śladami pleśni i zgnilizny, ów przedmiot przeleżał we wnętrzu komina do czasu, gdy został znaleziony w 1882 roku. Okazało się, że w tej enigmatycznej kryjówce znajdował się także inny, równie tajemniczy obiekt – serce świńskie naszpikowane gwoździami i drewnianymi cierniami. Najstarsi mieszkańcy wioski utrzymują, że tak spreparowany organ wrzucano do kominka, gdy zwierzęta dotknięte były chorobą. Podziurawiony mięsień sercowy, pochodzący od zmarłej świni, był magicznym ekwiwalentem serca sprawcy złego uroku – zarazy. Jako taki poddany torturom w postaci nakłuwania ostrymi przedmiotami miał sczeznąć wewnątrz komina, zapewniając tym samym bezpieczeństwo trzodzie[4]. Reguła sympatii pozwala niczym magnes przyciągać skojarzenia i nimi manipulować. Pozwolę sobie zatem kontynuować tę ryzykowną być może dygresję. Intrygujący wydaje się fakt, że pośród sterczących, jak haki suszarki Duchampa, szpilek powbijanych w serce znajduje się odręczna inskrypcja. Są to inicjały – M.D., które najprawdopodobniej pochodzą od imienia wiedźmy odpowiedzialnej za zły urok. Abstrahując od autentycznej, choć stanowiącej jedynie dzieło przypadku, zbieżności inicjałów z imieniem i nazwiskiem Marcela Duchampa, samo ich istnienie przywołuje kolejny z kanonicznych ready-made jego autorstwa. Otóż emblematyczna Fontanna ma nie do końca oczywisty rodowód, za sprawą właśnie enigmatycznego podpisu. Warto tu przytoczyć, funkcjonujący nieco na uboczu dyskursu teoretycznego, mit dotyczący rzekomego autora pisuaru pana R. Mutta. Alternatywna wersja wydarzeń zakłada, że słynny pisuar nie jest przedmiotem znalezionym, ale spreparowanym przez samego Duchampa. Wskazywałaby na to nieudana próba odnalezienia jakiegokolwiek producenta czy innych kopii urynału. Niezależnie od tego, czy ta teoria należy do legend, czy faktów, rzuca ona inne światło na intencje i motywy słynnego szachisty. Być może przypisanie autorstwa pracy Muttowi miało tylko maskować fakt samodzielnego jej wykonania, jeśli tak, byłaby to chyba największa z magicznych sztuczek wielkiego artysty, a współczesny obraz sztuki moglibyśmy nazwać skutkiem tego uroku.

(…)

 

Artykuł ukazał się w aktualnym numerze „Fragile” nr 4 (34) 2016: MAGIA.

 

 


Przypisy: 

[1] U. Eco, Wyspa dnia poprzedniego, przeł. A. Szymanowski, Noir sur Blanc, Warszawa 2004, s. 59–60.
[2] J. Burnham, Great Western Salt Works: Essays on the Meaning of Post-Formalist Art, George Braziller, New York 1974, s. 71.
[3] M. McLuhan, Playboy Interview, „Playboy”, March 1969, s. 45.
[4] F.T. Elsworthy, The Evil Eye: An Account of This Ancient and Widespread Superstition, John Murray, London  1895, s. 53.

 

Szymon Kula - absolwent Wydziału Malarstwa Uniwersytetu Artystycznego w Poznaniu. Obecnie studiuje w Glasgow School of Art w Szkocji. Laureat nagrody Santander Universidades za wszechstronną działalność artystyczną oraz stypendysta Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, Instytutu Adama Mickiewicza i Prezydenta Miasta  Katowice.

Napisz komentarz


pięć + 6 =