Czy rzeczywiście posthumanizm przyczynił się do większego namysłu nad zwierzętami? Czy nie stał się przypadkiem wyrazem egoistycznego niepokoju związanego z gwałtownie umierającym środowiskiem naturalnym, co zagraża ludzkiemu istnieniu? Michel Houellebecq stwierdził, że „ludzkość powinna czuć się zaszczycona, jest bowiem pierwszym w całym znanym nam wszechświecie gatunkiem zwierzęcym, który sam stwarza warunki do powstania swojego zastępcy”[1]. Słuszna uwaga francuskiego pisarza dotyczy także silnie obecnego w dyskursach naukowych transhumanizmu, który jak zauważa Monika Bakke: „nie oznacza rezygnacji z antropocentrycznego – hierarchicznego sposobu myślenia, a raczej, że antropocentryzm wchodzi (…) w swoją nową fazę wynikającą z chęci modyfikowania człowieka w celu stworzenia superczłowieka”[2]. Innymi słowy, transhumanizm, przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii, będzie starał się maksymalnie wydłużać życie ludzkiej jednostki. Jak można zauważyć, niewiele jest w tej idei miejsca dla zwierząt.

 

Natalia Bażowska, Luna, video, 2014

 

Dzisiaj artyści coraz częściej poddają analizie to, co ludzkie i nie-ludzkie. Relację człowieka z naturą bada Natalia Bażowska, bardzo mocno podkreślając wspomniany egoizm człowieka, eksplorujący świat w taki sposób, jakby otaczające środowisko było jedynie dodatkiem do jego ekspansji. W swoim niezwykłym projekcie Luna (2014) artystka otwiera się na międzygatunkowość, stawiając znak równości pomiędzy tym, co ludzkie, a tym, co zwierzęce. Bohaterką jej projektu jest samotna wilczyca, która oddaliła się od stada. Wilki są gatunkiem silnie uspołecznionym, w którym rządzą określone hierarchie. Jednakże wśród watahy mogą się znaleźć osobniki, które nie chcą się podporządkować. Są niezależne na tyle, że zostają wykluczone ze stada. Od tego momentu wędrują samotnie, wręcz niezauważalnie przez leśne gęstwiny, nie starając się podkreślać swojej obecności czy to charakterystycznym wyciem, czy zostawianiem zapachowych śladów[3]. Ma to uchronić zwierzę przed wejściem w otwarty konflikt z innymi watahami. Luna przebywa na terenie Wilczego Parku w Stobnicy. Mając kontakt z ludźmi, staje się integralną częścią ich życia. Realizacja artystki jest wizualnym zapisem jej relacji z wilczycą, stopniowego oswajania i rodzenia się bliskości. W jednym z wywiadów Bażowska mówi:

„wilki zawsze mnie interesowały jako gatunek, ale najsilniejszym impulsem do rozpoczęcia projektu był pierwszy, bezpośredni kontakt z nimi w ogrodzie przyrodniczym w Hiszpanii. Były przyzwyczajone do ludzi, ale ich próba nawiązania kontaktu absolutnie fascynowała. Wbrew obiegowej opinii, która na całe szczęście ulega z czasem zmianie, wilki to jedne z najbardziej towarzyskich, sprawiedliwych i zabawowych leśnych zwierząt. Są niezwykle inteligentne i w porównaniu z niedźwiedziami praktycznie nie stanowią zagrożenia dla ludzi”[4].

Dla artystki życie w symbiozie z naturą jest czymś oczywistym i właściwym. Nie sprowadza swojej egzystencji tylko do relacji i bliskości z człowiekiem. Jej tożsamość ukształtowana jest przez silną świadomość własnych korzeni, którymi jest środowisko. Bażowska nie personifikuje Luny, która stanowi dla niej osobną egzystencję. Szuka porozumienia, wypracowania języka komunikacji pomiędzy sobą i zwierzęciem, a nośnikiem wszelkiego rodzaju relacji jest ciało – żywe, oddychające, o różnych formach i kształtach.

 

Krzysztof Maniak, fotografia z cyklu Trudny teren, 2012–2016

 

„Mimo że ma ono różną wrażliwość, plastyczność czy zmienność, dzięki niemu można przekraczać, uelastyczniać i na nowo ustawiać granice światów różnych gatunków. Porozumienie międzygatunkowe może odbywać się przez kontakt fizyczny, gesty i spojrzenia, wydzielanie zapachów czy obserwację ciała „rozmówcy”. Ciało umożliwia przekazanie informacji, może więc też być sposobem na stworzenie bliskości, budowanie wzajemnej emocjonalnej akceptacji i wykształcenie się więzi. Dla obu stron najważniejsze jest nauczenie się właściwej interpretacji tego języka”[5]

– opowiada Bażowska, której realizacja staje się także poszukiwaniem cech wspólnych pomiędzy człowiekiem a zwierzęciem. Okazuje się, że jest ich bardzo wiele – wilki podobnie jak człowiek odczuwają silny lęk przed obcymi jednostkami.

Innym artystą, który z wielkomiejskiego świata ucieka w przestrzeń natury, jest Krzysztof Maniak. Uwielbia samotne wędrówki po lesie i obserwacje soczystej zieleni drzew oraz zwierząt. Nie stara się podkreślać swojej obecności. Wtapia się w leśne tło, próbując oswajać przestrzeń. Wędrówka po lesie wydaje się nie lada przedsięwzięciem, arcytrudnym torem z przeszkodami. Przytępione przez miasto zmysły gubią się w leśnej przestrzeni, nie pracując na sto procent swoich możliwości. Maniak swoje długie spacery rejestruje za pomocą kamery. Chowa się w trawach, leży bezwładnie pośród rozkładających się, wysuszonych, martwych roślin. Wykorzystując naturalny mechanizm ochronny zwierząt, jakim jest mimikra, upodabnia się do otaczającej przestrzeni, identyfikuje się z nią, w ten sposób demonstrując podobieństwo człowieka do zwierzęcia.

W podobnym tonie utrzymane są prace Daniela Lee, którego interesuje przede wszystkim płynność ewolucyjnych zmian. W fotograficznym cyklu Origin (1999–2003), który wyrażał niepokój w związku ze zbliżającym się wtedy millennium, artysta stwarza kadry, które stały się jego prywatną interpretacją ewolucji, choć jednocześnie wprost nawiązującą do teorii Karola Darwina. Lee pragnął zademonstrować nierozerwalny związek człowieka ze światem owadów, płazów i przede wszystkim ssaków. Artysta, podobnie jak Fatboy Slim w teledysku Right, here, right now (1998), kadruje naturalny rozwój, przeobrażanie się ryby w człowieka, choć oczywiście nie w tak spektakularny sposób, jak zrobił to muzyk. Realizacja Lee pozbawiona jest jakichkolwiek wizualnych fajerwerków – artysta zwraca przede wszystkim uwagę na to, że człowiek wypiera się własnych, zwierzęcych korzeni, arogancko wywyższając się ponad wszelkie gatunki. Jak zauważyła Mary Migdley, ludzie wcale nie są podobni do zwierząt – po prostu nimi są. Monika Bakke, analizując filozoficzny dorobek Donny Haraway, autorki słynnego The Companion Species Manifesto: Dogs, People, and Significant Otherness, zauważa, że badaczka w swoich rozważaniach dąży przede wszystkim do tego, aby „transgatunkowe relacje opierały się na wzajemności, gdyż nie tylko człowiek żywi liczące się oczekiwania wobec zwierzęcia, ale i zwierzę ma takie wobec człowieka, choć relacje te nigdy nie są symetryczne”[6].

 

Krzysztof Maniak, fotografia z cyklu Wargi zbyt zziębnięte / Żeby paplać – / Wiatr jesienny, 2015

 

Działania współczesnych artystów często akcentują wyraźny odwrót od uprzedmiotowienia zwierząt, które niejednokrotnie w imię sztuki
ginęły okrutną śmiercią. Czy posthumanizm rzeczywiście będzie w stanie zmienić sposób myślenia o zwierzętach, czy przestaną być one w końcu kłopotliwym ontologicznie tworem, utożsamianym jedynie z pokarmem, ładnie zapakowanym w supermarkecie, co sprawia, że w ten sposób zostaje zniesiona jakakolwiek refleksja na temat ich niewyobrażalnego cierpienia zafundowanego przez koncerny żywieniowe? A co najważniejsze, czy w posthumanizmie rzeczywiście chodzi o godność i szacunek dla zwierząt i natury? Można odnieść wrażenie, że posthumanizm staje się wbrew pozorom nową definicją lęku przed utratą stabilności środowiska naturalnego, co jest podparte jedynie instynktownym pragnieniem ludzkiego przetrwania. Artyści, analizując związek człowieka i natury, kreują nowy język sztuki, który bacznie przygląda się zbliżającej się nieuchronnie naturalnej katastrofie, alarmując widzów, by zaczęli doceniać powoli ginący świat. Na realne, nie tylko dyskursywne efekty nowego sposobu myślenia o człowieku należy jeszcze jednak poczekać. Trzeba też w tym miejscu dodać, że inteligencja nie powinna stanowić wartości najwyższej, która zawsze staje się główną kartą przetargową we wszelkich dyskusjach odnoszących się do zwierząt i hierarchii gatunkowej. To po prostu życie w każdej jego formie powinno stanowić sedno i refleksję wszelkich działań człowieka.

Codzienność to niekończący się spektakl życia i śmierci, powstawania i ginięcia. Człowiek jest tylko trybikiem w olbrzymim systemie zmiennej natury, która nigdy nie będzie ostatecznie podlegać woli ludzkości. Dziś ona także walczy o przetrwanie, tym razem kosztem życia ludzi, którym nie udało się jej w żaden sposób przechytrzyć.

 

Przypisy

[1] Cyt. za M. Bakke, Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, Poznań 2010, s. 32.
[2] Tamże.
[3] http://www.kronika.org.pl/wystawy/wystawy–bie%C5%BC%C %85ce/item/877-natalia-bazowska-luna.
[4] http://magazynszum.pl/rozmowy/relacja-na-granicy–komfortu-rozmowa-z-natalia-bazowska.
[5] http://www.kronika.org.pl/wystawy/wystawy–bie%C5%BC%C4%85ce/item/877-natalia-bazowska-luna.
[6] M. Bakke, Bio-transfiguracje. Sztuka i estetyka posthumanizmu, Poznań 2010, s. 55.

 

Artykuł ukazał się w wersji papierowej “Fragile” nr 2  (32) 2016.

Zuzanna Sokołowska - (ur. 1982), historyczka i filozofka.

1 komentarz

  1. Katarzyna napisał(a):

    Ciekawy artykuł w kontekście tego co piszę

Napisz komentarz


1 − jeden =