Tak naprawdę tekst ten równie dobrze zatytułowany mógł być Sposoby patrzenia[1], (stanowiąc, podobnie jak tytuł wybrany ostatecznie, mało zgrabne nawiązanie do „klasyki”, może lepiej oddawałby to, o czym jest wystawa) bowiem Drobne nieobecności Tomasza Dobiszewskiego to opowieść nie tyle o śladach jako takich, ile o tym, jak i jakie ślady pozostają w oku patrzącego. Przywołany przeze mnie w tytule słynny postulat Gertrudy Stein, by rzeczy postrzegać nie jako znaki czegoś innego, ile jako to, czym są, i nic więcej, jest być może jednak adekwatny, ponieważ właśnie w taki sposób, według mojego odczytania, Dobiszewski odnosi się do tego, co nam przedstawia, i w taki sposób informuje o tym widza. Zatem, choć jego opowieść w dużej mierze zasadza się na anegdocie i historii (miejsca, obiektów, słów), na śladach i na tym-co-pozostaje, jej sednem wydaje się być komentarz na temat samego sposobu funkcjonowania tych zjawisk, bardziej niż na jakichkolwiek symboliczno-poetycko-osobistych konotacjach. Nie chodzi o to, do jakiej przeszłości ślady mogą nas odnieść, ale raczej, jak to się dzieje, że ślad może w ogóle do czegoś nas odnosić, zatem: ślad jest śladem, jest śladem, jest śladem…

Wystawa w Bunkrze Sztuki, zaaranżowana na trzech poziomach galerii, składa się z kilku powiązanych ze sobą zestawów prac, krążących wokół problemu wpływu przyzwyczajenia i wiedzy na sposoby percypowania świata. Dobiszewski podejmował to zagadnienie już wcześniej (m.in. na wystawie Fiksacje w Bydgoskim BWA, 2012), jednak nie ma na wystawie w Bunkrze żadnych powtórzeń wcześniejszych wniosków, a praca z przestrzenią i historią galerii przyniosła efekt w postaci prac site-specific, stanowiących jednocześnie trafne ujęcie ogólnych sposobów funkcjonowania dzieł sztuki w galerii jako zwykłych obiektów w przestrzeni, zajmujących określone miejsce, posiadających konkretny kształt i w określony sposób postrzeganych przez publiczność. Mam tu przede wszystkim na myśli przestrzeń, którą (za namową oprowadzającego kuratora) oglądałam jako pierwszą: proste białe wnętrze pokryte czarną wykładziną, w której wycięto kształty wyznaczające miejsce styku podłogi z obiektami artystycznymi. Selected Works to między innymi Wielka szyba Duchampa czy ślady stóp Mariny Abramovic i Ulaya, stojących naprzeciw siebie w trakcie słynnego performensu. Samych prac nie widzimy, ale przecież nie musimy (widzimy je w głowie), to co natomiast pokazuje nam artysta, jest zwykle niezauważalne. Sposób zajmowania przestrzeni umyka nam, a nasz wzrok zazwyczaj zahacza jedynie o wybrane elementy dzieła sztuki, co Dobiszewski dobitnie wykazał na wspomnianej wystawie w Bydgoszczy, gdzie badania okulograficzne (czy inaczej eyetracking) ukazały kilka punktów dzieła sztuki, na których skupia się nasz wzrok, pomijając inne.

Tomasz Dobiszewski, Drobne nieobecności, fot. Studio Filmlove

W kolejnym pomieszczeniu, całkowicie zaciemnionym, ustawiono kilka aparatów fotograficznych z lampami błyskowymi i czujnikami ruchu (Memorabilia – Bunkier). Poruszając się, widzowie uruchamiają spust migawki na moment rozświetlającej wnętrze: to, co widzimy przez chwilę, jest powidokiem nigdy nie istniejącego zdjęcia. Podobnie oddalone od rzeczywistości obrazy, znajdujemy w przestrzeni na parterze, gdzie jednak widziany cień sfotografowanych obiektów i scen, który przyjął materialny kształt: formy wyciętej w połaci trawy, usypanej z piasku czy wyciętej z fragmentu podłogi (Anegdoty). Kształty te umieszczone zostały obok wykonanych techniką otworkową fotografii, ukazujących drzewo na polanie czy wnętrze budynku: to widok cieni znajdujących się na poszczególnych fotografiach elementów stanowił model ułożonych na podłodze kształtów. Tytuł serii wydaje się oddawać ów stan oddalenia od prawdziwej historii ukazanej na fotografii, po której zostaje nawet nie cień, ale widok cienia, nie relacja, ale anegdota. „Aparat fotograficzny – jak pisał John Berger – pokazywał, że pojęcie mijającego czasu było nieodłączne od doświadczenia tego, co wizualne (z wyjątkiem obrazów malarskich). To, co obserwator widział, zależne było od miejsca, jakie zajmował w czasie i przestrzeni”[2]. Anegdoty wyraźnie wskazują na ulotność tego, co wizualne w nowoczesnym doświadczeniu (po wynalazku fotografii), dystans, jaki dzieli to-co-pozostaje od tego-co-widziane.

Tomasz Dobiszewski, Drobne nieobecności, fot. Studio Filmlove

W kolejnej sali na parterze znajdujemy fotografie wykonane techniką otworkową, przedstawiające widoki miasta, a także – umieszczone w gablotach – płytki z otworami w kształcie znanych (do znudzenia powtarzanych w najróżniejszych tekstach o sztuce i mediach) cytatów z klasyków takich jak Ludwig Wittgenstein („znaczeniem słowa jest sposób użycia go w języku”) czy Marshall McLuhan („medium is a message”). Zastosowanie ich jako przesłon w trakcie wykonywania zdjęć skutkuje nałożeniem słowa na obraz. Postrzeganie tego, co się widzi przez pryzmat (mniej lub bardziej) znanych teorii zyskuje tu nowy wymiar: wymiar dosłowności. W słynnym Świetle obrazu Roland Barthes analizował fotografie, stosując pojęcia studium punctum, gdzie to ostatnie stanowiło skrajnie subiektywnie odczuwany punkt, który niejako wciąga patrzącego, nie pozwalając mu oderwać wzroku. Za pomocą techniki okulografii na wystawie Fiksacje Dobiszewski pokazywał, że – przeciwnie do tego, co pisał i widział Barthes (nie tyle będąc w błędzie, ile demonstrując wyjątkowość swego oglądu) – wszyscy patrzymy w te same miejsca (bynajmniej nie w Barthesiańskie puncta). Cykl Desygnaty natomiast wskazuje na dominację tekstu nad obrazem, jego uparte trwanie w oku patrzącego, determinujące nie tylko to, jak, ale i co widzimy. Walter Benjamin wskazywał na to, jak fotografia po raz pierwszy ujawnia „optyczną nieświadomość”[3]. Desygnaty ujawniają natomiast coś, co określić możemy jako tekstualną czy teoretyczną nieświadomość percypowanego.

Tomasz Dobiszewski, Drobne nieobecności, fot. Studio Filmlove

Nie-modernistyczna, starsza przestrzeń Bunkra znajdująca się w piwnicy, potraktowana została przez artystę w sposób przywodzący na myśl interwencje w przestrzeń muzealną klasyków krytyki instytucjonalnej. To znaczy, podkreślona została jej pozornie neutralna funkcja ramy. Dobiszewski nie pozwolił jej na spełnianie swojej roli: zamiast umieścić obiekty w zacierającej podziały architektoniczne wnętrza, neutralnej, galeryjnej bieli, wykonał interwencję na samej strukturze. Prosty zabieg zaznaczenia czarnym konturem wszystkich krawędzi wnętrza galerii zaowocował załamaniem białej, rozpływającej się zazwyczaj w świetle pustki, wywołując wrażenie znajdowania się w kartonowym modelu. W tym sensie działanie to – podobnie jak inne prace na wystawie Drobne nieobecności – z mocą konfrontuje widza z tym, co uprzednio nieświadome.

Tomasz Dobiszewski, Drobne nieobecności, fot. Studio Filmlove

Wracając do kwestii śladów: na wystawie Dobiszewskiego śladów tych nie trzeba bardzo intensywnie szukać, nie ma momentu bezsilnego wypatrywania ani owych nieuchwytnych, nieobecnych już fragmentów rzeczywistości, o których mówi wystawa. Komunikat sformułowany jest precyzyjnie, a zarówno aranżacja, jak i obiekty mówią o kondycji postrzegania (rządzących nim schematach, jego nieuniknionym oddaleniu od „prawdziwej” rzeczywistości) bez zbędnego przegadania i wszelkich dygresji. Jest to jeden z głównych atutów tej wystawy. Kolejnym jest harmonijne wyważenie estetycznie wysmakowanych prac z ich intelektualną zawartością, w związku z czym wystawa działa na dwóch poziomach: wizualnym i teoretycznym, przy czym żaden z nich nie dominuje nad drugim. Drobne nieobecności to wystawa oferująca dokładnie to, co zapowiada tytuł: mówi o oddaleniu, nieobecności i śladach, które pozostają, lecz są to nieobecności, które jedynie uruchamiają pracę wyobraźni, zmuszają do poszukiwania tego, co mija i nie napawając widza bezradnością w obliczu dojmującego braku, skłaniają do refleksji nad mechanizmami percypowania rzeczywistości, zapośredniczonego przez sztukę, wiedzę czy nawyki.



[1] A także: „widzieć-wiedzieć”, bowiem – by iść śladami Johna Bergera – „sposób, w jaki postrzegamy rzeczy, zależy od naszej wiedzy bądź wiary”. Por. John Berger, Sposoby widzenia, Warszawa 2008, s. 8.

[2] John Berger, Sposoby widzenia, s. 18.

[3] Por. Walter Benjamin, Mała historia fotografii, w: Tegoż, Twórca jako wytwórca, Poznań 1975.  

 

//

Tomasz Dobiszewski, Drobne nieobecności, kurator: Krzysztof Siatka, Galeria Bunkier Sztuki, Kraków, pl. Szczepański 3a, 17.01–23.02.2014

Karolina Kolenda - ur. 1982 r., historyczka sztuki, anglistka. Doktorantka w Instytucie Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się sztukę i literaturą współczesną, szczególnie brytyjską.

Napisz komentarz


− 1 = dwa