Warszawski Och-Teatr wystawia aktualnie sztukę Olega i Władimira Presniakow pt. Udając ofiarę. Prezes Fundacji Krystyny Jandy na Rzecz Kultury (jednocześnie reżyser wielu prezentowanych tam przedstawień), chcąc zapewnić płynność finansową placówki, a zarazem schlebić wyrafinowanym gustom krytyki, zręcznie dobiera repertuar, lawirując pomiędzy klasyką, propozycjami komercyjnymi oraz twórczością nowej, często eksperymentującej dramaturgii. Sztuka braci Presniakow klasyką jeszcze nie jest, a aspiracji komercyjnych raczej nie zgłasza. Stanowi zaś chyba istotny głos w aktualnych rozważaniach nad ewenementem Nowej Rosji zakorzenionej ciągle w starych czasach.

 

„Udając ofiarę”, reż. Krystyna Janda, Och-Teatr w Warszawie, fot. Aleksandra Grochowska

 

„Ludzie, co się z wami dzieje!? Pracujecie w elektrowniach jądrowych, a rypiecie do kumpli z pistoletów!!!” – krzyczy podczas wizji lokalnej poirytowany kapitan moskiewskiej milicji. Nie wiadomo, skąd w śledczym tyle zdumienia wobec otaczającej go brutalnej rosyjskiej rzeczywistości. Wszelako kapitan zna ją nie od dziś. I poniekąd firmuje własną postawą. Moskiewski ład przełomu wieków XX i XXI nie jest zbyt odległy mentalnie od epoki Kraju Rad. Może i nie ma w nim jaskrawego bezprawia, ale bajzel pozostał. A już na pewno dominuje zjawisko tak zwanego nachuizmu. Znaczy ono dla nowych Rosjan tyle, co na przykład dla Amerykanów paradygmat kariery osobistej, tylko rozumiany à rebours. Po co się wysilać, osiągając ambitne cele życiowe, skoro można w tym czasie napić się wódki i powspominać dawno minioną wielkość sowieckiego imperium? Kapitan nadzoruje więc kolejne wizje lokalne, prowadząc je na odczepnego, dowody winy „dopychając kolanem” pod wygodnie z góry założone tezy. Prokurator czy sędzia nie będą wnikali w szczegóły postępowania przygotowawczego. Im także nie jest obca idea nachuizmu. Podwładnym kapitana jest Wala, były student uniwersytetu. Mógł wybrać drogę zgodną z wykształceniem. Ale widać i jemu znane są wzorce kapitana, prokuratora, sędziego. Wala bierze więc udział jako figurant, czyli ktoś pozorujący ofiarę przestępstwa, w wizjach lokalnych, które bardziej przypominają amatorskie happeningi niż profesjonalne dochodzenia. Młody partner Wali z zespołu śledczego przejawia większe ambicje życiowe. Wyraża je w następujących wątpliwościach: „Mam się całe życie ganiać się z żulernią po bramach?”. Współpracownikowi Wala przytoczy cyniczną radę zaczerpniętą z myśli Maksyma Gorkiego: „Po co studiować, skoro uniwersytetem jest samo życie?”. Proste? Wala już jest ofiarą osaczającego nachuizmu, choć jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. Tradycyjnie pojęte życie rodzinne nie absorbuje chłopaka zanadto. Prymitywna kandydatka na żonę, apodyktyczny ojczym, rozchwiana emocjonalnie matka to nie są postaci gotowe natchnąć zblazowanego młodzieńca. Spoza sceny Duch Jego Ojca zbolałym głosem przestrzega syna przed pułapkami, których sam bodaj także nie ominął za życia. To jest monotonna prywatność Wali. Nie potrafi się on zdecydować na jakikolwiek wybór. Pracę traktuje niczym przygodę. Twierdzi, że życie nie może być zbyt łatwe. To prawda, w zajęciu, jakie wykonuje Wala, o rutynie i uciążliwej powtarzalności nie ma mowy. Tu nic nie jest takie samo. Raz podejrzany wyrzuca oknem swoją żonę, kiedy indziej ktoś topi ofiarę w basenie miejskim. Przytrafiają się czasem sceny jak z restauracji japońskiej, gdzie niczym w dowcipie o tygrysie bengalskim będzie i śmiesznie, i strasznie. Tam właśnie wizja lokalna w sprawie „rypania” z pistoletu ukaże w pełnej krasie absurd rosyjskiej rzeczywistości. Pijana kelnerka w przebraniu gejszy (tę rolę świetnie zagra Izabela Dąbrowska, zdradzając niemały kunszt komiczny podparty sporą dozą brawury scenicznej) jako świadek zbrodni mimowolnie zdefiniuje realność postsowiecką następującą historią z własnego życia. „Wczoraj jechałam, panie kapitanie, tramwajem linii 26. W pewnym momencie pytam motorniczego, czy ten tramwaj jedzie ulicą Małyszewa. Pan wie, co on mi odpowiedział? A chuj wie!” – oburzy się kelnerka. W tak groteskowych okolicznościach nie zdziwi więc, gdy Wala sam w końcu stanie się ofiarą wizji lokalnej. Tym razem już rzeczywistej, skierowanej przeciw sobie. Przedtem przebąkiwał, że bierze udział w wizjach, „bo się boi śmierci”. Gdy zabije własną żonę, dowiedzie, że zobojętniał na strach.

 

„Udając ofiarę”, reż. Krystyna Janda, Och-Teatr w Warszawie, fot. Aleksandra Grochowska

 

Sztuka braci Presniakow Udając ofiarę nie jest łatwa w adaptacji teatralnej. Wystawiając ją na deskach Och-Teatru, Krystyna Janda wybrnęła z zadania jednak dosyć zręcznie. Reżyserka sprawiła, iż na scenie dzieje się tak dużo, że oszołomiony widz nie musi dostrzec ewidentnych niedociągnięć i niekonsekwencji. Przez gąszcz rekwizytów, kakofonię skocznych melodii radzieckich, plątaninę wygibasów aktorskich przebije się jednak kilka refleksji. Na przykład taka, że mnogość postaci grających w przedstawieniu nie kreuje jakiejś synergii. Niektórzy z bohaterów sztuki nie zostali obdarowani przez dramaturgów przesadnie obfitym materiałem mówionym. Chcąc zostać zauważonymi, drugoplanowi aktorzy nadrabiają więc gestykulacją, co wzmaga efekt tragikomiczny, ale niczemu istotnemu nie służy. Nie jest też do końca jasne, komu Janda przyznała w spektaklu rolę wiodącą. Ekstrawaganckiemu Wali czy może cynicznemu pierwotnie kapitanowi, który wraz z nabywanym doświadczeniem zawodowym odzyskuje szlachetną naiwność dziecka? Przeciw temu drugiemu wariantowi przemawiać by mogła mnogość przekleństw, jakimi śledczy zapalczywie miota w swoim iście hamletowskim monologu. Takimi prostymi środkami można podkoloryzować każdą postać. Ale czy aby na pewno kogoś o wrażliwości dziecka? A może wszystkiemu winien ten wszechogarniający rosyjski nachuizm. Polskiemu widzowi, który podobne zjawisko zna zaledwie ze sztuki braci Presniakow, wyrwą się tylko westchnienia zażenowania i ulgi. Och…

 

 

Udając ofiarę, reż. Krystyna Janda
Data premiery: 8 stycznia 2016
Tłumaczenie: Agnieszka Lubomira Piotrowska
Obsada: Izabela Dąbrowska, Elżbieta Jarosik, Elżbieta Romanowska, Agata Sasinowska, Bilguun Ariunbaatar, Piotr Borowski, Mirosław Kropielnicki, Sylwester Maciejewski, Adam Serowaniec, Jędrzej Taranek, Michał Żurawski, Stanisław Brudny (głos)

 

 

„Udając ofiarę”, reż. Krystyna Janda, Och-Teatr w Warszawie, fot. Aleksandra Grochowska
Tomasz Misiewicz - urodzony w 1966 roku Warszawiak, członek Związku Autorów i Kompozytorów (ZAKR). Autor felietonów, opowiadań, recenzji teatralnych, filmowych książkowych opublikowanych w rozmaitych pismach o charakterze kulturalnym, jak na przykład: „Twórczość”, „Kresy”, „Borussia”, „Topos”, „Akcent”, „Odra”, „Opcje”, „FA-ART.”, „Tygiel Kultury”. Nakładem wydawnictwa Goneta ukazał się zbiór jego wierszy dla dzieci pt. Wierszyki z dreszczykiem. Autor pięćdziesięciu polskich tekstów do słów barda francuskiej pieśni Georgesa Brassensa.

Napisz komentarz


+ trzy = 11