Bibliofil a Biblioman

Patrząc na zamiłowanie i pomysłowość człowieka do zbierania i kolekcjonowania różnorakich rzeczy, chcia­łoby się powiedzieć: człowiek jest istotą zbieraczą. Kolekcjonujemy rzeczy dziwne, unikatowe, czasem po­spolite. Z tej różnorodności zrodziło się wiele odrębnych dyscyplin, których celem jest opisywanie danej odmiany kolekcjonerstwa; dla przykładu: birofilistyka (hobby, którego przedmiotem zainteresowania są ak­cesoria związane z piwem), numizmatyka, filatelistyka, falerystyka (zbieranie orderów i odznaczeń), filobu­tonistyka (zbieranie guzików), a nawet swoją dyscyplinę wykształciło zbieranie przedmiotów związanych z goleniem (żyletki, maszynki do golenia, brzytwy, itp.), jest to ksyrofilistyka. W tym tekście chciałabym skupić się na pasji – nie umniejszając doniosłości wyżej wymienionym – bardziej klasycznej. Bibliofilstwo, to ono bę­dzie stanowić przedmiot dalszych rozważań, jak podają wysłużone słowniki i encyklopedie, to: „miłośnictwo, znawstwo, zbieractwo”[1], oczywiście – dodajmy – książek.

Cenną charakterystykę bibliofila przedstawia Andrzej Kempa, opierając się na Wielkiej Encyklopedii powszech­nej ilustrowanej Saturnina Sikorskiego wydawanej latach 1892–1914:

Cechy główne bibliofila są: lubi całość samych książek i zupełność dzieł i zbiorów wie­lotomowych, stara się więc jak najusilniej dokompletować braki, z pomocą poszukiwań, wypytywań, ogłoszeń; lubi czystość jak największą w książkach i strzeże się ją czym bądź skazić i jeżeli nie jest zbieraczem autografów, to książka, w której znajduje się czy to pod­pis właściciela, czy notatki na marginesie, wiele traci w jego oczach; lubi duże marginesy; dolny margines powinien mieć o 13 więcej szerokości niż górny, podobnież zewnętrz­ny w stosunku do wewnętrznego; w skutek tego upodobania zaczęły się pojawiać książ­ki oprawne bez obcinania kartek; lubi trwałą, a zarazem piękną oprawę, zastosowana do formatu i objętości książki; wymagania pod tym względem bywają tak znaczne, że niejeden bibliofil sam się introligatorstwa uczy, ażeby nie powierzyć książki w niezgrab­ne ręce. Są bibliofile powierzchowni, płytcy, którzy poprzestają na zdobywaniu samych tylko ozdobnych wydań, ciekawostek lub rzadkości, tzw. białych kruków, bez względu na wartość ich wewnętrzną (…). Prawdziwy bibliofil nie tylko dba o przechowywanie w dobrym stanie książek własnych, lecz boleje także, widząc zaniedbanie, lekkomyślne psucie i niszczenie książek obcych[2].”

Możemy wyróżnić pewne odmiany czy gałęzie pokrewne bibliofilii. Bibliomania, to: „chorobliwa, wynatu­rzona miłość do książek; zbieractwo książek rzadkich lub efektownych”[3]. Bibliomania prowadzi w skrajnych odmianach do oszustw, kradzieży, a nawet zbrodni, wszystko w celu uzyskania upragnionej książki. Termin „bibliolatra” oznacza człowieka oddającego nadmierną cześć Biblii, zaś termin „bibliotafia” oznacza dziwactwo polegające na: zbieraniu książek wyłącznie dla siebie, w myśl zasady: sibi, non Amicis (sobie, nie przyjaciołom). Książka w posiadaniu bibliotafa jest jakby złożona do grobu (z greckiego biblios – książka i tafos – grób)[4].

Aby zachować równowagę w tych naukowych, encyklopedycznych przywołaniach, powołam się jeszcze na jedną definicję, tym razem z przymrużeniem oka:

Bibliofil – kolekcjoner zakurzonych i pleśniejących, ale dla niego samego pięknych i uni­katowych woluminów. Bibliofil dąży do klaustrofobicznego ścieśnienia swojej przestrze­ni życiowej przez zajęcie wszystkich ścian swojego domu półkami z książkami. Bibliofil, miłośnik białych kruków, często za jedyny cel stawia sobie nabycie upragnionej pozy­cji, zachłyśnięcie się jej kurzem i odstawienie na półkę, aby brylować nią przy najbliższej wizycie innego bibliofila. Piękno bibliofilstwa, podobnie jak piękno filatelistyki, zawiera się w niepowtarzalności każdej kolekcji, to znaczy w takiej segregacji i kolejności książek na półkach, regałach, szafeczkach i stoliczkach, aby drugiemu bibliofilowi nie udało się powtórzyć podobnego układu i sąsiedztwa woluminów. Wiąże się to z faktem, że zanim sklerotyczny kompan wycieczek antykwarycznych zdąży dojść do własnego domu z zamiarem zazdrosnego sko­piowania bibliofilskiej norki swojego przyjaciela, zapomina większość z tego, co zobaczył, a reszta miesza mu się miejscami z tym, co właśnie zapomniał. Bibliofile częstokroć prze­żywają smutne momenty kolekcjonerskiej kariery, kiedy przytłoczeni ogromem książek, których kupują nawet 10 dziennie, zdają sobie nagle sprawę, że nigdy już nie przeczytają wszystkich, smutno spozierających z ciasnych, ogołacających z nadziei półek…[5].”

Kolekcjonerzy i ich zbiory

Książka od zawsze była kojarzona z dociekaniem prawdy i wiedzą, jest symbolem całości Wszechświata. W hi­storię losów świata wpisane są tak ważne księgi jak: Księga Zmarłych, „księga ksiąg” – Biblia, Księga Zakonu, Księga Losów, Księga Proroctwa, Księga Życia… Chęć posiadania w swojej bibliotece białych kruków, wydań niezwykłych, oryginalnych, rzad­kich dotykała wielu ludzi. Richard de Bury, autor słynnej pracy Phi­lobiblon, przetłumaczonej przez Jana Kasprowicza O miłości do ksiąg, był przykładem wielkiego bibliofila. Zgromadził on spo­ry księgozbiór, który miał być przekazany po jego śmierci na rzecz Durham Collage w Oks­fordzie. Jednak ze względu na jego długi, księgozbiór uległ rozproszeniu.

Antykwariat Rara Avis ul. Szpitalna, Kraków, fot. M. Lebda

Ruchy bibliofilskie były bardzo popularne w czasach odro­dzenia. We Włoszech znany ze swojego zamiłowania do książek był Poggio Bracciolini – ten włoski historyk i huma­nista był sekretarzem papie­ża Bonifacego IX, zapalonym poszukiwaczem zaginionych tekstów; podróżował po Fran­cji, Niemczech i Szwajcarii; w czasie tych podróży odnalazł w bibliotekach klasz­tornych zapomniane teksty autorów rzymskich, m.in. Cycerona, Lukrecjusza, Kwintyliana, Tacyta, Witruwiusza. Wyprawy w celu poszukiwania dzieł starożytnych pisarzy podejmowali i polscy magnaci: biskup poznański Jan Lubrański, Jan Łaski, Andrzej Frycz-​Modrzewski, kanclerz Jan Zamojski.

Wspaniałe biblioteki dworskie i królewskie zaczęły powstawać w Europie; począwszy od Filipa Augusta, aż po Karola V wszyscy królowie Francji wykazywali zamiłowania bibliofilskie. Założycielem królewskiej bibliote­ki był w XIV wieku Karol V, który zgromadził w Luwrze ponad 1000 rękopisów. Jego prawnuk Ludwik XII przy­czynił się do znacznego powiększenia księgozbioru m.in. o bibliotekę Sforzów. W 1537 roku wprowadzono we Francji instytucję obowiązkowego egzemplarza bibliotecznego.

Namiętnym bibliofilem był również król pruski Fryderyk Wielki II. Ojciec, Fryderyk Wilhelm, nie pochwalał zamiłowań syna. Sprzedał bibliotekę, a w zamian przysłał mu mundur i szablę. Księgozbiór zakupił handlarz Haude i przechował u siebie, aby po wstąpieniu Fryderyka na tron podarować mu jego utracony skarb. Wojna o książki trwała przez całe życie Fryderyka Wilhelma, który drugi, skrycie gromadzony, księgozbiór syna kazał sprzedać na aukcji w Holandii. Fryderyk Wielki II powetował sobie te straty po śmierci ojca, gromadząc wspaniałe księgozbiory w Poczdamie, Berlinie, Wrocławiu, Charlottenburgu i Sanssousi.

Zapalonymi bibliofilami byli też polscy humaniści. Biskup płocki, Erazm Ciołek, posiadał aż trzy księgozbiory – w Płocku, Krakowie i Rzymie. Równie zapalonym kolekcjonerem książek był biskup krakowski, Piotr Tomicki. Zgromadził on około 500 dzieł. Do legendy przeszła opowieść o śmierci Tomickiego, który leżąc na łożu śmierci prosił przyjaciół, żeby odczytywali mu strofy z jego ulubionych dzieł. Księgozbiór Tomickiego trafił do biblioteki Akademii Krakowskiej.

Z niezwykłej pasji bibliofilskiej znani byli również: „J.A Załuski, A.K Czartoryski, T. Czacki, E. Raczyński, A.T Dzia­łyński, J.M. Ossoliński, J. Lelewel, K. Świdziński”[6]. Przed II wojną światową bibliofile zaczęli zrzeszać się w or­ganizacje, byli skupieni m.in. wokół Towarzystwa Miłośników Książki, które wydawało czasopisma „Ex Libris” i „Silva Rerum”, obecnie podobny charakter ma istniejące od 1958 roku Towarzystwo Przyjaciół Książki, które kontynuuje działania pierwszego polskiego towarzystwa bibliofilskiego założonego w 1921 roku – Towarzy­stwa Bibliofilów Polskich w Warszawie.

Bibliofile słynący z zamiłowania do książek przyczynili się do powstania wielu unikatowych kolekcji i biblio­tek. Zapewne postrzegali oni miejsce „spoczywania” książek podobnie jak Jorge Luis Borges:

Wszechświat (który inni nazywają Biblioteką) składa się z nieokreślonej i, być może, nieskończonej liczby sześciobocznych galerii, z obszernymi studniami wentylacyjnymi w środku, ogrodzonymi bardzo niskimi balustradami. Z każdej galerii widać piętra niższe i wyższe: nieskończenie[7].”

Biblioteka jako Wszechświat! W efekcie tej miłości do książek, postrzegania biblioteki jako miejsca szcze­gólnego, ważnego, powstało w Polsce wiele bibliotek rodowych, tworzonych przez zapalonych bibliofilów. Na tę chlubną kartę polskiego bibliotekarstwa wpisały się następujące rodziny: Branickich, Czartoryskich, Dzieduszyckich, Hutten-​Czapskich, Lubomirskich, Pawlikowskich, Potockich, Radziwiłłów, Tarnowskich, Tysz­kiewiczów. Jednak po utracie niepodległości Polski, musieli oni swe cenne zbiory zabezpieczyć przed roz­proszeniem i udostępnić szerszym kręgom użytkowników. Tak zaczęły powstawać biblioteki fundacyjne, ist­niejące w oparciu o określone i wyodrębnione podstawy finansowe, zagwarantowane aktem fundacyjnym. Powstały wówczas biblioteki fundacyjne Baworowskich, Ordynacji Krasińskich, Ordynacji Przeździeckich, Ra­czyńskich, Wróblewskich, Ordynacji Zamojskiej.

Książka w dobie kryzysu

Rynek antykwaryczny i bibliofilski, jak wynika z obserwacji, był odporny na kryzys. Białe kruki wystawiane na aukcjach niejednokrotnie osiągały ceny kilkakrotnie większe od ceny wywoławczej. Jak podaje Andrzej Osełko z warszawskiego antykwariatu Lamus: „Rekordowe ceny uzyskały wyjątkowo rzadkie, w doskonałym stanie. Gdyby tych pozycji nie było, nie byłoby też walki, rekordów i emocji. Na przykład »Zielnik« Breyniusa z 1678 roku kupiony został za 180 tys. zł przy cenie wywoławczej 70 tys. zł. »Zbiór rysunków« Magdaleny Morskiej kupiono za 150 tys. zł, licytując od 30 tys zł. Tekę z superekslibrisem króla Stanisława Augusta Po­niatowskiego kupiono za 55 tys. zł przy względnie niskiej cenie wywoławczej 6 tys. zł (…). Kryzys, moim zdaniem, nie miał i nie ma wpływu na rynek bibliofilski w Polsce. Obroty na tym rynku wyraźnie rosły nawet w latach kryzysu 2008–2009. Wielcy kolekcjonerzy zabytkowych książek to elita kilkunastu osób w kraju. Dla nich właściwie nie ma granicy cenowej, choć przy cenie 100 tys. zł możemy mówić o pewnej barierze psychologicznej”[8].

Antykwariat Rara Avis ul. Szpitalna, Kraków, fot. M. Lebda

Czy mitologia książki ulega w dzisiejszej dobie erozji, czy słabnie w polifonii innych sztuk, a zwłaszcza w post­modernistycznym jazgocie kultury masowej? Odnosi się coraz częściej takie wrażenie, ale śmierć książki i Księgi wydaje się daleka i nierealna. Zmieniają się nośniki tekstu, jednak biblioteki, księgarnie i kolekcje nadal istnieją i są niezbędne. Hobby bibliofilskie także wydaje się nieśmiertelne. Wciąż rodzą się ludzie, którzy poświęcają swoje życie książce. Wystarczy zobaczyć księgozbiory wielu profesorów, intelektualistów, ludzi sztuki czy kolekcje takich osób, jak Juliusz Wiktor Gomulicki, Janusz Odrowąż-​Pieniążek czy zbiór Juliana Tuwima przechowywany w warszawskim Muzeum Literatury, by zrozumieć, że pasja kolekcjonerska dotrwała do naszych czasów. Warto wspomnieć postać niedawno zmarłego Tadeusza Niewodniczańskiego (1933−2010), który zgromadził największy na świecie prywatny zbiór kartograficzny, a wspomnianemu powyżej muzeum przekazał bezcenne rękopisy Mickiewicza i Tuwima. Czy postać Franciszka Moskwy (1901−1981), bibliofila rzeszowskiego, kontynuującego przez całe swe życie pasję wielkich poprzed­ników. Wciąż także funkcjonują znakomici antykwariusze, którzy podtrzymują najlepsze tradycje bibliofil­stwa. Takie antykwariaty, jak krakowski Antykwariat Wójtowiczów czy Rara Avis lub warszawskie antykwariaty Macieja Bakuły to nic innego, jak wspaniała służba książce pozostającej najważniejszym budulcem kultury.

W poszukiwaniu Księgi

Charles Dickens powiedział: „Są książki, których grzbiety i okładki stanowią najlepszą ich część.” Na szczęście są też książki, które mają wartościowe wnętrza. Czasem bezcenne, wyzwalające w ludziach chęć posiadania, rządzę odkrycia tajemnic w nich zapisanych. Chcia­łabym przytoczyć tu kilka książek, gdzie motyw poszukiwania księgi – z różnych względów bezcennej – stał się kluczowym wątkiem opo­wieści. Objawia się nam w nich ten „kolekcjonerski” szał, pasja po­siadania, ale posiadania nie po to aby dane książki zdobiły dębowe regały domowej biblioteki, w każ­dej z tych opowieści chęć zdo­bycia księgi ma drugie, głębsze dno…Motyw poszukiwania zagi­nionej czy upragnionej księgi jest popularnym literackim motywem. Tematem tym zajęła się Olga Tokarczuk w książce Podróż ludzi księgi. Akcja książki Tokarczuk rozgrywa się w XVII-​wiecznej Francji i Hiszpanii, opowia­da o tajnym stowarzyszeniu tzw. kręgu Ludzi Księgi:

Było to sekretne towarzystwo wysoko postawionych ludzi; jed­noczyła ich idea czy przeczucie, że świat, w którym żyją i działają jako politycy czy uczeni, w którym kochają się i toczą małe prywatne boje, jest tylko namiastką prawdziwego. Tylko powierzchnią, pustym miejscem między literami na zapisanej karcie[9].”

Postanawiają oni odnaleźć zaginioną Księgę, którą Bóg miał dać Adamowi: „A iżby Adam nie zapomniał o słowie i sile, dał mu Bóg Księgę, w której zapisał swą doskonałość, swój bezpoczątek i swoją nieskończoność”[10]. Splot okoliczności sprawia, że do kresu podróży docierają charakterystyczni i unikatowi bohaterowie książki; Gauche niepotrafiący mówić, sierota, Weronika – paryska kurtyzana i Markiz – pewny siebie, mocno stojący na nogach dyplomata. Ta trójka przemierza nieznane sobie dotąd tereny. Przeżywają przygody pełne tajemniczych wpły­wów, pojawiają się na ich drogach rzesze Hugenotów, którzy udają się do swojej ziemi obiecanej – Holandii. Między Markizem a Weroniką wybucha namiętne uczucie, które jednak niepokoi Markiza, odbiera mu moc, siłę. Ich największym pragnieniem jest nieustannie odnalezienie księgi. Księgi, która jest dziełem boskim:

Jeżeli wiec Bóg napisał Księgę, to także przekroczył w niej sam siebie i swoje dzieło stwo­rzenia. Zawierając w księdze całą swoją mądrość, swój brak początku i końca, prawa świata – opisał sam siebie. Odbił się w niej jak w lustrze i zobaczył, kim jest. Księga stano­wi więc rozszerzenie boskiej świadomości i jest bardziej boska niż sam Bóg[11].”

Księga bardziej boska niż sam Bóg! To był cel podróży. Cel podróży nie został jednak osiągnięty. Niedaleko celu – klasztoru ukrytego w górach – umiera na nieznaną choro­bę najpierw Weronika, następnie Markiz. Do celu dociera Gauche, odnajduje księgę, ale znajduje z niej tylko miliony niezrozumiałych dla niego cyferek. Czuje rozczarowanie. Pozostawia księgę tam, gdzie ją odnalazł:

Księga wciąż jeszcze leży tam, gdzie zostawił ją Gauche. Zawsze więc może się zdarzyć, że ktoś ją wreszcie znajdzie i przyniesie światu, a wtedy na pewno nie zostanie nic do napisania[12].”

Inne dzieło warte odnotowania to powieść autorstwa Arturo Pérez-Reverte’a Klub Dumas, która doczekała się filmowej realizacji w Dziewiątych wrotach Romana Polańskiego. To historia Lucasa Corso, który dostaje zlecenie od bogatego Varo Borjy, dysponującego rękopisem tajemniczej księgi o przywoływaniu Szatana Dziewięcioro Wrót do Królestwa Cieni, chce mieć jednak pewność, że jest ona autentyczna – w tym celu zleca odnalezienie pozostałych dwóch egzemplarzy i potwierdzenie autentyczności księgi. Wokół ksiąg dzieją się tajemnicze zdarzenia. Właściciele pozostałych dwóch egzemplarzy giną w niewyjaśnionych okolicznościach, a sam Corso coraz wyraźniej odczuwa grożące mu niebezpieczeństwo.

Trudno w kilku słowach streścić dzieło Arturo Pérez-Reverte’a, wydaje się jednak, że obok znakomicie od­malowanych bohaterów, głównym jest Księga. To ona jest centrum, ona generuje wydarzenia, ona jest siłą napędową tej historii. W odróżnieniu od opowieści Tokarczuk, tutaj współtwórcą księgi nie jest Bóg. Tutaj ryciny tworzył Lucyfer. W tej powieści inne prawa, inne pobudki wyznaczają kolejne karty. Aż chce się tu zacytować zakończenie Klubu Dumas: „Książki lubią takie żarty (…). A każdy czytelnik ma takiego diabła na jakiego zasłużył”[13].

Warto przypomnieć na zakończenie sławną powieść Umberto Eco Imię róży. Cała intryga tego działa, tocząca się w oddalonym od świata klasztorze, pasmo intryg i zbrodni, dzieje się wokół ukrytej tu, domniemanej pią­tej księgi Poetyki Arystotelesa – Księgi poświęconej potędze śmiechu. Kościół jest od wieków zainteresowany zatajeniem mocy śmiechu przed ludźmi i broni tej „hedonistycznej tajemnicy” za wszelką cenę. A więc jesz­cze raz Księga okazuje się siłą sprawczą, pępkiem świata i „kodem genetycznym” ludzkiej aksjologii; kierunko­wskazem Drogi. Niczym Stary Testament, który – pamiętajmy o tym – był i pozostaje, obok Talmudu i Koranu, największą i najważniejszą księgą ludzkości. Wszakże Bóg mieszka w tej Trójcy Ksiąg od wieków…

***

Książka potrafi wyzwolić wiele emocji, jak pokazała historia, bywała powodem sporów i rodzinnych zatargów. Jak pokazała literatura, była siłą napędową dla szalonych podróży, powodowała gorączkę, porównywalną z gorączką jaką wyzwalała żądza złota. Kolekcjonowanie książek, a co za tym idzie – mam taka nadzieję – czy­tanie ich, jest szczególne ważne wobec informacji, jakie płyną z wyników badań czytelnictwa za rok 2010, przeprowadzonych przez Bibliotekę Narodową i TNS OBOP: „Aż 56% Polaków nie zagląda do żadnych książek, nawet kucharskich czy słowników. 46% nie czyta choćby krótszych tekstów, artykułów lub opowiadań. Książek nie czytają nawet najlepiej wykształceni”[14]. Dlatego kolekcjonujmy, czytajmy, pożyczajmy i rozmawiajmy o książkach.

Artykuł ukazał się w piśmie kulturalnym „Fragile” nr 1 (11) 2011.



[1] Encyklopedia powszechna PWN, Warszawa 1983, s. 287.

[2] A. Kempa, Bibliofilskie silva rerum, Warszawa 2002, s. 8–9.

[3] Encyklopedia wiedzy o książce, Kraków 1971, s. 179.

[4] A. Kempa, Bibliofilskie silva rerum… dz. cyt., s. 9.

[5] http://​nonsensopedia​.wikia​.com/​w​i​k​i​/​B​i​b​l​iofil

[6] Encyklopedia Powszechna PWN, Warszawa 1983, s. 287.

[7] Biblioteka Babel, [w:] Jorge Luis Borges: Fikcje. Warszawa 1972, s.65.

[8] http://​www​.lamus​.pl/​w​w​w​/​_​p​h​p​/​i​n​d​e​x​_​b​a​s​e​.​p​h​p​?​S​c​reen_ Option=3&Page_ID=4&Page_Owner_ID=&News_ID=149.

[9] O. Tokarczuk, Podróż Ludzi Księgi, Warszawa 1996, s. 14.

[10] Tenże, s.18.

[11] Tenże, s. 102.

[12] Tenże, s. 215.

[13] A. Pérez-​Reverte, Klub Dumas, Warszawa 1998, s. 457.

[14] http://www.bn.org.pl/aktualnosci/230-z-czytelnictwem-na­dal-zle—raport-z-badan-biblioteki-narodowej.html.

Małgorzata Lebda - doktor nauk humanistycznych, wyróżniona Stypendium Twórczym Miasta Krakowa (2006), Stypendium Grazelli (2006), Stypendium MKiDN (2012). Autorka tomów poetyckich „Otwarta na 77 stronie” (2006) i „Tropy” (2009), Granica Lasu (2013). Mieszka w Krakowie. Fotografuje i pracuje naukowo (interesuje się relacjami pomiędzy literaturą i sztukami wizualnymi).

Napisz komentarz