Ujęcie pierwsze. Poranek. Służący w wirze przygotowań. Kąpiel, depilacja, pudrowanie. Przebieranie, wy­bieranie, układanie. Wiązanie, przyszywanie, przyszpilanie. Ujęcie drugie. Koronki, atłasy i brokaty. Klamry, frędzle i guzły. Wachlarz, szpada, maska. Ujęcie trzecie. Drzwi salonu otwierają się. Machina zostaje pusz­czona w ruch.

Oto Valmont. Oto markiza de Meurteil[1]. Żywa glossa na cześć libertynizmu. Jednak jest to inny liberty­nizm, niż w przypadku Don Juana. Don Juan uwodząc, przeciwstawia się moralnemu porządkowi. Bun­tuje się przeciwko społecznej chwalbie monogamii i cnoty. Jego afirmacja wolności osobistej przeciwko społecznej ustawia go poza grupą. Natomiast bohaterowie Niebezpiecznych związków Choderlosa de Laclosa nie mają takich ambicji. Ich wolność jest wolnością w gorsecie. Utrzymują wręcz pozory życia zgodnego z powszechnie przyjętym zbiorem norm (nawiązują kontakty ze środowiskiem katolickim, biorą udział w akcjach dobroczynnych, urządzają wspólne przyjęcia). Ich opozycja jest dla świata ze­wnętrznego niezauważalna.

Prowadzą podwójne życie. Z jednej strony dbają o reputację niebezpiecznych uwodzicieli (zwłaszcza Val­mont), a z drugiej utrzymują się w najwyższych arystokratycznych sferach. Wręcz ta druga dyrektywa jest najważniejszym imperatywem ich działania, co dobrze widać w zakończeniu utworu. Valmont w akcie zemsty na Markizie upublicznia listowny zapis ich wspólnej intrygi, wiedząc, że tym samym skazuje byłą kochankę na społeczne wykluczenie.

Powieściowi bohaterowie przyjmują narzucone im role społeczne, ale na własnych warunkach. Życie dworskie obfituje w intrygi, a knucie własnych daje władzę nad sekretnym światem kuluarów. Opozycja rzeczywistości jawnej i ukrytej zostaje wzmocniona przez obecność luster. Udekorowane nimi ściany salonów i sal balowych dają pewien pozór jawności. Mogę obserwować, ale i ja jestem obserwowany. Każdy ma możliwość zostania szpiegiem, łudzenia się, że podpatrzył czyjś wstydliwy sekret… A jednak tajemne przejścia często kryją się właśnie za lustrzanymi drzwiami. Rozjaśniając pomieszczenie, ujawniają dodatko­we szczegóły. Nie można się odwrócić, aby ukryć wzrusze­nie, zmieszanie czy niepewność. Tym samym zwierciadła zwracają uwagę na akcję wewnątrz pomieszczenia i odwra­cają ją od wszystkiego, co dzieje się poza nim, a tam właś­nie dochodzi do tajemnych spotkań nocą. I mimo iż istnieje funkcja oficjalnej kochanki/​kochanka – to nie na spotkania z nimi chadza się przez lustrzane drzwi.

aut. Elżbieta Prokopowicz

Oczywiście lustra zdobią nie tylko salonowe ściany. Nie­zbędne jest też garderobiane lustro Narcyza, lustro Królew­ny Śnieżki, które niezmiennie odpowiada „Ty jesteś najpięk­niejsza na świecie”. Kontakt z nim wykracza poza społeczny obowiązek uczynienia swojego wyglądu przyjemnym, przyjaznym dla otoczenia. Staje się sekretną bronią, dzię­ki której powierzchowność jest narzędziem przyszłych zbrodni miłosnych. „Nie patrzymy na siebie w lustrze, ale ono nam się przygląda, ono dyktuje swe prawa i jest instrumentem normatywnym”[2]. Poranny rytuał samouwielbienia to codzienny filo­zoficzny trening, dzięki któremu pakt z niemoralnością jest regularnie odnawiany. Odbicie nie jest bowiem sokratejskim obrazem duszy, chociaż posiada w sobie pierwiastek doskonałości. Odbija się w nim wyobrażenie ideału (w tym wypadku ideału kusiciela), do którego uwodziciel nie tylko chce, ale musi się zbliżać, aby móc uwodzić. I w swoim doborze środków nie pozostaje arbitralny. Wręcz przeciwnie – podlega wyraźnym restrykcjom. Paradoksalnie – chrześcijańskie społeczeństwo wy­pierając atrakcyjność seksualną – dokładnie wskazuje te elementy, w które musi wyposażyć się Valmont, aby być skutecznym w swej roli. Lustro jest sprzymierzeńcem w walce o władzę. Oczywiście atrakcyjność nie sprowadza się do wyglądu zewnętrznego, natomiast jest jej najważniejszym atutem. W lustrze odbija się przecież nie tylko zewnętrzny obraz, a może właśnie ten wewnętrzny fantazmat jest najsilniejszy…

Garderobiany atrybut posiada swoją głębię, w której czają się obietnice przyszłych wydarzeń. O ile samo lustro jest neutralne, o tyle spojrzenie w nie zyskuje cech konkretnej płci. Markiza przeglądając się co rano w zwierciadle, patrzy na siebie wzrokiem tych, których uwiedzie, podobnie Valmont. Apoteoza wy­glądu opiera się na fantazmatach, wkrótce mających się urzeczywistnić.

To właśnie w osiemnastowiecznej Francji sztuka uwodzenia zyskała wymiar całego przemysłu. Uwodze­nie przestało być kwestią wyłącznie naturalnego daru czy wyćwiczoną umiejętnością, a stało się sposo­bem na życie, a nawet – profesją. „Losem naszym jest zdobywać (…) może kiedyś, na schyłku naszego za­wodu, spotkamy się jeszcze”[3]. Co najważniejsze – przestaje iść w parze z uczuciem. Nie zdobi miłości, nie podsyca jej, ani nie ubarwia, znajduje się na jej antypodach. Jest elementem rywalizacji, jaka odbywa się między płciami w sekretnej walce o władzę. „Wygraj albo zgiń” – oto przesłanie, które odbija się w lustrze. Nie gdzie indziej, jak tylko w zwierciadle dochodzi do transformacji człowieka w maszynę do uwodzenia. W odróżnieniu od kreacji świata do­njuanowskiego – tu dominować mogą również kobiety. I jest to bardzo nowoczesna koncepcja kobiety u władzy, a jedno­cześnie bardzo konserwatywna wizja damsko-​męskiego współ­istnienia. Według zwierzeń Markizy – kobiety nawet powinny używać swojej seksualności, budując swoją społeczną pozycję, ponieważ jest to ich jedyna broń przed byciem zdominowaną. Model miłości opartej na poczuciu bezpieczeństwa i wzajemności zostaje wykluczony. Potwierdza to nie tylko zachowanie, ale również język bohaterów, w którym roi się od batalistycznych porównań: „w kam­panii miłosnej najwyżej cenię żywy i dobrze przeprowadzony atak”[4]. Miłość jest zatem albo dosłownie polem bitwy, albo chorobą, czyli metaforycznym polem bitwy. Zawsze oznacza przejęcie nad kimś wła­dzy. Człowiek zakochany, to człowiek tracący umiejętność przeżycia w świecie. Zwyciężają bowiem ci, co najlepiej obliczyli atak.

Okrucieństwo tej perspektywy polega na rozdzieleniu potrzeby bycia kochanym i poczucia zagrożenia, jakie niesie za sobą bliski związek. Owo rozdarcie najlepiej egzemplifikuje rozpacz Markizy po śmierci jedynego mężczyzny, którego kochała i przez którego chciała być kochaną. Owego rozdarcia nie maskuje nawet lustro…

Prywatne lustro pełni też zupełnie osobną rolę. Jest powiernikiem najsekretniejszych zamiarów. Za­nim Markiza wyjawi Wicehrabie­mu swój plan intrygi – zwierza się zwierciadłu, bezpiecznemu przyjacielowi, którego dyskrecji nie sposób przecenić. Bierny, ni­gdy nie sprzeciwiający się zausznik. Najsurowszy sędzia wdzięku. W tej ambiwalencji pojawia się jednak harmonia – każda ze stron jest jednocześnie dominująca i dominowa­na. Lustro nie zdradza nigdy. I choć zdrada jest ulubioną formą zemsty nad zaangażowaną emocjonalnie ofiarą (ulubioną antykatolicką zaba­wą) – to jej bohaterowie boją się naj­bardziej. Dlatego tak silny i intymny związek z lustrem jest możliwy. Ono nie może być niewierne. Chociaż wierność lustra jest podejrzana. Bo­wiem spojrzenie w zwierciadło to kontakt z najbardziej idealną wer­sją siebie. Łudzimy się, że srebrem pokryte szkło pokazuje nam obraz, odsłania nam nas samych. Jednak jako narzędzie kreacji – pomaga też ukryć to, co ma pozostać nie­widoczne dla świata. Nie tylko zdradzający roztargnienie lok, ale przede wszystkim najdrobniejszy grymas odsłaniający prawdziwy stan emocjonalny. Właśnie przed nim niebezpieczna maszyna uzbraja się. Cel, aby mógł zostać osiągnięty – nie może być wyja­wiony.

aut. Elżbieta Prokopowicz

A to wymaga wielu starań. Nie­zbędne są codzienne ćwiczenia dyscypliny. Jedynie dystans do siebie zewnętrznego i absolutna kontrola własnego wnętrza po­zwalają na zapanowanie nad sy­tuacją. A przecież uwodziciel jest wielkim reżyserem w swoim nie­ustannym przedstawieniu. Choć on sam jako aktor ma w nim najmniejszą swobodę działania – jako autor jest wszechmocny. Wszystko, co się wydarzy – musi zostać najpierw wymarzone, wyśnione, ale i skalkulowane (i tej kalkulacji musi być nieustannie poddawane na bieżąco).

Włos, uśmiech, cień – wszystko może zdradzić. U Szekspira dramat zacząłby się w pierwszym akcie, kiedy Markiza Tourvel znalazłaby „przypadkiem” list intrygantów. U Laclosa – tajemne listy napędzają intrygę, a dramat polega na swobodnym, ale i pozornym triumfie zdrady, dopóki nie zostanie ogłoszona w końcu powieści.

Oczywiście zwierciadło jest zdecydowanie efektowniejszym środkiem wizualnym, niż tekstowym, co do­skonale widać zestawiając ze sobą Niebezpieczne związki Laclosa z ekranizacją Rogera Vadima. Reżyser wykorzystuje metaforyczną nośność zwierciadła na wiele sposobów. W scenach zbiorowych w lustrze zawsze odbija się uczestnik intrygi nie biorący udziału w rozmowie (spotkanie Valmonta i Danceney’a w sypialni Markizy). Tak uwydatniona głębia potęguje napięcie wynikające z współistnienia świata uta­jonego i jawnego. Innym razem odbicia w zwierciadle wzmagają dynamikę rozgrywających się scen (markiza po rozmowie z Valmontem wychodząc, odbija się wielokrotnie w lustrzanych drzwiach, które dodatkowo są w ruchu). W lustrze uśmiech zamienia się w grymas, a śmiech w szyderstwo. Lustro prze­staje wiernie oddawać rzeczywistość.

aut. Elżbieta Prokopowicz

W obrazie literackim dużo trudniej wydobyć niezwykłe właściwości lustra, zwłasz­cza w powieści epistolarnej, w której opisy przestrzeni zewnętrznej sprowadzone są do minimum. Tam lustra pojawiają się w bardziej symbolicznej postaci. Szeroko rzecz ujmując, można powiedzieć, że listy wymieniane między Markizą i Wicehrabią są zwierciadłami, w których odbija się aktualny obraz sytuacji. Fabułę rozpoznajemy w kawałkach listów. I choć fabuła rozwija się liniowo – nie ma narratora wszechwie­dzącego, który uzupełniałby naszą wiedzę o świecie przedstawionym, to jednak do­piero po złożeniu wszystkich fragmentów otrzymujemy pełen obraz, jakże inny od początkowego, danego tylko w kawałkach. Takim podstawowym wątkiem jest oczywiście miłość Marki­zy do Wicehrabiego, od pierwszego listu zarysowywana jako perwersyjna przyjaźń oparta na wspólnocie interesów. Zawężając sprawę, oboje bohaterowie są swoimi odbiciami. Każde z nich w drugiej postaci adoruje własne podobieństwo. Jest to jedyny przypadek, kiedy lustro w powieści posiada właściwości mimetyczne. Postacie stają się symetryczne, a zatem bliskie sobie nawzajem. Istnienie „drugiej strony” (dla Markizy – Hrabiego, dla Hrabiego – Markizy) wzmacnia sens ich wspólnej filozofii. O ileż mniej sa­tysfakcjonujące byłyby zwycięstwa, gdyby nie można ich było z triumfem ogłosić, a nawet szczegółowo opisać, innej osobie! Razem – są przedstawicielami tego samego gatunku, który walczy o przetrwanie. Samotni drapieżcy. Wiecznie zagrożeni wymarciem.

Powieść epistolarna, poprzez swą formę, daje szczególne możliwości przedstawienia samego aktu uwo­dzenia. Dyskurs listów i dyskurs uwodzenia prowadzony jest na dwóch osobnych płaszczyznach. Węzłem łączącym oba poziomy jest… sekret. Podstawowy element uwodzenia i zasada konstrukcji utworu. Cała powieść oparta jest na „mówieniu sobie rzeczy w sekrecie”, a jednocześnie jawnie. Istnieją oczywiście różne głębie tajemnic. Pierwszą, nadrzędną, tajemnicą jest pakt między Wicehrabią i Markizą. Drugą jest teatr reżyserowany w oparciu o romans z Prezydentową Tourvel, intryga z Cécile i młodym Danencey’em oraz ich opiekunami. Trzecią, najistotniejszą tajemnicą jest „akcja”, która rozgrywa się w głównych bohate­rach pojedynczo, kiedy nie piszą listów i nie patrzą w lustra.

Rzecz o podświadomości, wypartych pragnieniach i autentycznych namiętnościach. Lustro nie może zdradzić… ale może pęknąć. Jak w wypadku Valmonta. Ani my – czytelnicy, ani sam bohater, nie widzimy momentu pojawienia się rysy, ale przychodzi taki moment, kiedy nagle ją dostrzegamy. Oto niezwyciężo­ny Wicehrabia „pada ofiarą” swojej „ofiary”, zakochując się w niej. Markiza wyznaczając wartość Valmonta liczbą miłosnych okrucieństw dokonanych na płci przeciwnej, zachęca go do podbojów, a jednocześnie pragnie mieć go tylko dla siebie. Obserwuje stopniowe odejście „ukochanego”, a jednak w decydują­cym akcie powieści – po rozstaniu Wicehrabiego z Prezydentową – decyduje się na racjonalną ucieczkę. Mając do wyboru: ulec czy uciec – wypowiada wojnę. Oczywiście wojna ta ma dodać pikanterii ich relacji, ale wypadki potoczą się inaczej… Markiza rozbije wszystkie lustra dopiero później. Już po śmierci Valmonta.

Artykuł ukazał się w piśmie kulturalnym „Fragile” nr 4 (6) 2009.

[1] Chociaż postacie te pochodzą z konkretnego utworu – moim zdaniem są bohaterami mitu, który narodził się wokół tematu. Liczne ekranizacje (Rogera Vadima, Stephena Frearsa, Miloša Formana, Rogera Kumble’a, Lee Je Yong’a) i koncepcje przedstawienia nie pozwalają mówić tylko o boha­terach książki.

[2] S. Melchior-​Bonnet, Narzędzie magii. Historia luster i zwierciadeł. Warszawa 2007, str. 129.

[3] P. Choderlos de Laclos, Niebezpieczne związki, Warszawa 1956, str. 23.

[4] Tamże, s. 38.

Elżbieta Prokopowicz - absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego (literatura porównawcza), współpracuje z prasą, fotografuje. Podróże to nie tylko jej pasja, ale i praca.

Napisz komentarz