W tworzonej przez Karolinę Brzuzan książce kucharskiej nie odnajdziemy przepisu na babeczki waniliowe czy wołowego burgera. Głodowa książka kucharska to opowieść o egzystencjalnym minimum. W dobie nadkonsumpcji i marnotrawstwa żywności artystka przypomina, co się je, gdy nie ma co jeść. Rozmowa o głodzie, jako zjawisku politycznym, a także o tym, jak talerz staje się polem walki i dowodem zbrodni.

Agata Stronciwilk: Jakie są według Ciebie powody współczesnego wzmożonego zainteresowania żywnością i żywieniem?

Karolina Brzuzan: Biorąc pod uwagę nasze, polskie podwórko, powodem może być fakt, że relatywnie od niedawna zaczęło nas po prostu stać na grymaszenie. Najpierw była wojna. Potem przyszła kuchnia typu sowieckiego, kuchnia zbiorowa oparta na wielkim kotle, obliczona przez fizjologów i organizatorów gospodarczych. No i gospodarka niedoboru. Dopiero kiedy się jest najedzonym, zaczyna się dostrzegać smaki i wartości każdej rzeczy z osobna. Być może dopiero teraz osiągamy ten moment jako społeczeństwo.

A może powód leży gdzie indziej: zmęczyliśmy się kapitalistycznym pędem, mocną kawą na wynos i szukamy raczej czasu na bycie tu i teraz, powrót do ciała, zmysłowości, rzeczy pierwszych – tym przecież jest też kuchnia. Może traktujemy kuchnię jako miejsce ucieczki od rzeczywistości. Taki kulinarny eskapizm.

Z pewnością dla niektórych zainteresowanie kuchnią jest wynikiem utraty zaufania do trustów spożywczych, które przejmują rynek, a potem kierując się logiką maksymalnego zysku, karmią nas chemią zamiast jedzeniem. Staramy się więc wziąć sprawy z powrotem w swoje ręce.

Dlaczego zdecydowałaś się podjąć temat głodu w dobie dobrobytu i nadkonsumpcji?

Jakiego dobrobytu? 925 milionów ludzi nie ma dostępu do takiej ilości pożywienia, aby móc zaspokoić tę najbardziej podstawową potrzebę organizmu. Świat dzieli się na tych, którzy mają za dużo, i tych, którzy nie mają nic lub prawie nic. Proszę w wyszukiwarkę wpisać słowo „NOMA”. To daje jakiś obraz podwójności naszego świata. Pojawią się przede wszystkim zdjęcia potraw proponowanych przez najlepszą restaurację świata (taką nosi ona nazwę) oraz twarze ludzi chorych na nomę. Choroba ta dotyka ludzi poważnie niedożywionych i powoduje niszczenie tkanek jamy ustnej, warg, dziąseł i policzków. Zapada na nią corocznie około 100 000 osób.

Dlaczego się tym zajmuję? Ponieważ świat, wbrew pozorom, niezwykle dokładnie odbija się w pustym talerzu. Z jego geopolitycznymi uwikłaniami oraz ekonomicznymi machinacjami, ale również z losem poszczególnych ludzi, którym zdarzyło się urodzić i starać żyć. Na talerzu odbijają się też zmiany klimatyczne, społeczne i polityczne. Choćby „Arabska Wiosna” – zapoczątkowały ją między innymi rosnące ceny produktów spożywczych. Talerz jest polem walki. Jest też miejscem terroru i kaźni. Przyglądam się więc światu, idąc ścieżką głodowych potraw. Ich smak przybliża mnie bardziej do rozumienia tego, co dzieje się na świecie poza traktami turystycznymi, traktami medialnymi. Dla mnie też te potrawy są specyficznymi dowodami zbrodni, jako że skupiam się przede wszystkim na głodzie spowodowanym sztucznie.

Nasza wizja głodu przeważnie zapośredniczona jest poprzez przekaz medialny – oglądamy go w telewizji, przez co wydaje się czymś odległym (nawet jeśli jest bardzo blisko nas). Wielu z nas nie doświadczyło i być może nie doświadczy nigdy tego zjawiska. Czy Twoje prace są próbą zmiany stereotypów dotyczących głodu?

Klisze dotyczące głodu, typy obrazów, jakimi obracamy nieustannie w kulturze, stały się tak wytarte, że aż przezroczyste. Kiedy nadmiernie powtarzamy słowo lub wyrażenie, czasowo traci ono znaczenie. To zjawisko psychologicznie nazywane satiacją semantyczną. Myślę, że podobnym mechanizmom podlegają obrazy i narracje, jakich używamy do mówienia na przykład o głodującej Afryce. Ponadto kojarzymy te obrazy z suszą, biedą, której nie da się odmienić. To powoduje w nas jedynie poczucie bezsilności. Nie ma co się więc dziwić, że raczej je wypieramy, niż się nad nimi pochylamy. Z badań jednak wynika, że obecnie głód nie jest fatum ciążącym nad przeklętymi ziemiami. Patrzmy na ręce tym, którzy majstrują w biznesie i władzy.

Czym jest tworzona przez Ciebie Głodowa książka kucharska? Traktujesz ją jako projekt artystyczny czy badawczy?

Głodowa książka kucharska ma być zbiorem przepisów kulinarnych, tworzonych i stosowanych przez ludzi skazanych na głód i niedożywienie. Cały proces pracy nad nią jest ściśle badawczy, jednak jej ostateczna forma korzysta z języka sztuki.

Jakie „głodowe” przepisy masz zebrane? Czy ludzie przesyłają Ci swoje własne przepisy? Czy są one powiązane z ich doświadczeniami? Czy poszukujesz przepisów także w inny sposób?

Jestem w trakcie procesu zbierania informacji. Mam już dane na przykład z: Syrii, Ukrainy, oblężonego Leningradu, Korei Północnej, Auschwitz, Chin itd. Ludzie przesyłali mi swoje wspomnienia przede wszystkim z czasów II wojny światowej; z terenów Polski lub zsyłek na Sybir. Do reszty muszę dogrzebać się sama. Oczywiście przepisy te zawsze wiążą się z bardzo silnymi emocjami. Nie znaczy to jednak, że historie te znajdą się w książce. Myślę, że te „dania” mówią same za siebie. Przepisów na nie szukam, jak tylko mogę. Tydzień temu wróciłam z Ukrainy, gdzie rozmawiałam z kobietami pamiętającymi czasy Hołodomoru lat 20. Ten skandaliczny proceder, spowodowany przez przymusową kolektywizację wprowadzoną przez Stalina, pamięta już niewiele osób. Wymierały tam całe wsie, choć ziemia była wyjątkowo płodna, a lata urodzajne. Podczas tego wyjazdu udało się nawet wspólnie ugotować kilka „potraw”. Jednak zwykle nie jest tak dobrze i zdobycie choć jednego przepisu poprzedzają różnego rodzaju trudności w docieraniu do odpowiednich osób, przedzieranie się przez gąszcz informacji, dezinformacji, a także wiele porażek. Kiedy jednak patrzę na szkliste oczy Pani Luby, która przynosi mi zgniłego ziemniaka, rozdziera go na pół, pokazując mi jego pachnącą zepsuciem miazgę, a potem pokazuje, „jakie to za Stalina robiło się placki” – myślę, że warto. Choćby dla tych, którym wydaje się, że polityka to coś, co nas nie dotyczy.

W trakcie Polityki kuchennej w warszawskim Nowym Teatrze zaprezentowałaś Ogród głodowy[1]. Czy zamierzasz go kontynuować? Jakie rośliny zostały w nim zasadzone i dlaczego?

Ogród głodowy jest kompozycją kilku gatunków chwastów, które wchodziły do kuchni w sytuacjach skrajnych niedoborów żywności. Zasadziłam je w betonowej formie tak, by pokazać statystyki dotyczące różnic w występowaniu głodu na różnych kontynentach. Wybrałam tylko kilka gatunków. Jest ich oczywiście o wiele więcej. Między innymi komosa biała, nazywana popularnie lebiodą i konsumowana masowo również w Polsce w czasie II wojny światowej oraz w trudnych czasach powojnia. Pochrzyn, którym karmiono niewolników wywożonych na statkach z Afryki Zachodniej. Łopian, którego korzenie karmiły ludzi w czasie koszmaru polityki Mao Tse Tunga itd. Rzeźbę w Nowym Teatrze traktuję jako swoistego rodzaju szkic i jeśli nadarzy się ku temu odpowiednia okazja, chętnie ją rozwinę. Przy okazji chciałabym podziękować dr. Wojciechowi Szymańskiemu, który pomagał mi rzeczową wiedzą na temat roślin, będących dość opornym materiałem plastycznym.

W trakcie tego samego wydarzenia zaprezentowałaś działanie, które nazwałaś „rzeźbą performatywną” – czy chciałaś tym samym zwrócić uwagę nie tylko na działanie, ale także na jego aspekt formalny? Czy mogłabyś powiedzieć coś więcej o powstających wtedy potrawach?

Często jedzenie, po które sięgają głodujący ludzie, przestaje przypominać to, co zwykliśmy postrzegać jako pożywienie. Same produkty, które stają się w tych sytuacjach ersatzami żywności, nie są jedzeniem sensu stricto. Mówię o materiach takich jak glina, drewno, klej czy przedmiotach takich jak meble albo odzież. W skrajnych sytuacjach zastępują one, czy raczej starają się zastąpić, pokarm. Dlatego „potrawy” te nie przypominają potraw, lecz bardziej „dziwne obiekty”. Gdyby zmienić perspektywę lub kontekst, przypominają bardziej obiekty rzeźbiarskie niż jedzenie. Ich absurd wydaje mi się dość symptomatyczny w kontekście sytuacji, w jakich powstają. Gładko ujawniają absurdy współczesnego świata. Podczas Polityki kuchennej w NT prezentowałam kilka takich „potraw”. Jednocześnie dania te były przygotowywane na żywo, tak aby można było przyjrzeć się metodzie ich obróbki. Takie działanie poniekąd na powrót zwraca te produkty sferze kuchni. Na koniec „widzowie” mogli spróbować wybranej przez siebie potrawy. Zaprzęgnięcie w cały ten proces zmysłu smaku i zapachu wydaje mi się niezwykle istotne. To osobiste doświadczenie rozgrywające się na poziomie ciała sprawia, że poznanie pozostaje z nami na dłużej. Staje się też ono, bardziej czy mniej symbolicznie, częścią nas samych. To trochę jak komunia – rodzaj symbolicznego pojednania. Oczywiście, w tych sztucznie stworzonych warunkach, nie uda nam się zrozumieć głodującego człowieka, który po takie potrawy sięga z przymusu. Wierzę jednak, że może podziałać jak zapalenie światła za drzwiami – byśmy wiedzieli, że coś za nimi jest. Każdy już sam może zdecydować, czy zechce je otworzyć, by dowiedzieć się więcej. Potrawy, jakie się tam pojawiły, to: cukierek z gliny, kisiel z kleju stolarskiego, rozgotowany skórzany pas, chleb z piachem, ale też cebulka tulipana czy smażona szarańcza.

W ramach tego działania przygotowywanym potrawom towarzyszyły rozbudowane opisy, będące fragmentami przekazów historycznych – wszystkie one wskazywały na to, że głód jest zjawiskiem politycznym. Jak postrzegasz relację pomiędzy głodem a systemem reglamentacji żywności?

Interesują mnie te sytuacje, w których do głodu lub niedożywienia dochodzi w sposób sztuczny. Chodzi więc o te miejsca, w których na przykład działania polityczne czy machinacje ekonomiczne powodują problemy z dostępem do żywności. Amartya Sen definiuje „klęskę głodu” jako sytuację, w której niektórzy ludzie nie mają wystarczającej ilości pożywienia, jednakże nie ma żadnych oznak niedoboru żywności. Źródłem problemu nie jest niedostateczna produkcja, ale to, że zakup jedzenia jest poza finansowymi możliwościami ludzi. „Paradoksem głodu” jest to, że produkcja żywności rośnie szybciej niż populacja świata, a jednak również i liczba głodujących wzrasta. W wielu miejscach podczas nasilających się klęsk głodu jednocześnie eksportowało się żywność. Kolejną kwestią jest używanie głodu jako broni, odbieranie dostępu do ziemi uprawnej itd.

Mam wrażenie, że głód jest jednocześnie obecny i nieobecny w świadomości społeczeństwa konsumpcyjnego. Jeśli już się pojawia, to albo w przekazie dotyczącym głodującej Afryki, albo pod zupełnie inną postacią – jako głód z wyboru, w dążeniu do zachowania odpowiedniej sylwetki. W takim ujęciu głodzenie się wydaje się wymogiem, który narzucany jest całemu społeczeństwu. Czy Twoim zdaniem głodzenie się w celu osiągnięcia szczupłej sylwetki jest rodzajem trywializacji tego zjawiska (w tym kontekście przypominają mi się kontrowersje, które niedawno wywołało zestawienie fotografii Anji Rubik ze zdjęciami więźniów obozów koncentracyjnych)?

To są dwie zupełnie różne kwestie, które w ogóle ciężko z sobą porównywać. Czym innym jest, dajmy na to, nastolatka, która zamiast obiadu wybiera dietetyczny napój (choć nie odbieram jej być może realnie przeżywanego przez nią cierpienia, spowodowanego np. przymusem dotrzymania kroku standardom społecznym), a czymś kompletnie innym jest absolutna niemożność zaspokojenia tej najbardziej fundamentalnej potrzeby organizmu, z powiązanym z tym wstydem, poniżeniem, bezsilnością i gniewem, na śmierci kończąc. Inny będzie też dramat matki, która nie ma czym nakarmić swego słabnącego z głodu dziecka. W tym temacie kwestia woli ma znaczenie. Dlatego tak bardzo denerwuje mnie, kiedy ktoś pyta, czy sama poddaję się praktykom niejedzenia przy tym projekcie. Wydaje mi się to bardzo niemądre – taki „eksperyment” byłby raczej kiepską parodią.

Czy Twoje działania mają znaczenie etyczne? Poprzez pokazanie głodu, minimum egzystencjalnego, chcesz wywołać refleksję związaną z marnotrawieniem żywności w społeczeństwach konsumpcyjnych?

Każda nasza osobista decyzja w większej skali ma znaczenie, tak jak kropla drążąca skałę. Jednak obawiam się, że trzeba przebudować cały system, bo to te wielkie tryby napędzają maszyny kryzysów. Nie chcę moralizować – po prostu patrzę. Mimo to moja odpowiedź brzmi: tak – wszelka zmiana ma przecież swoje źródło w świadomości.

Czy uważasz, że refleksja o głodzie, niedostatku, minimum jest istotna dla współczesnego człowieka?

Mamy też inne wyjście – zatracić się w orgii upojenia. W szaleńczym tańcu, niczym arystokracja w czasie rewolucji francuskiej, tuż przed ścinaniem głów. Lub jak ofiary dżumy, możemy pójść w przedśmiertną chuć. Podobno nawet rośliny tuż przed śmiercią generują całą swą energię, by zakwitnąć. Mam jednak nadzieję, że nasza cywilizacja nie jest jeszcze na tym etapie i wciąż możemy snuć refleksje, rozmawiać i działać, aby zbudować systemy wzrostu odmienne od nieustającego wzrostu PKB.

Ogród głodowy, fot. K. Pustoła
Ogród głodowy”, fot. K. Pustoła

Przepis na kleik koreański

Składniki:

— pędy chwastów i traw (mogą być również młode liście niektórych drzew),
— mąka kukurydziana (jeśli nie masz wystarczającej ilości ziaren kukurydzy, możesz również zmielić kolby oraz łodygi i dodać je do mąki; jeśli kukurydzy nie ma w ogóle, uzyskasz ersatz mąki ze zmielonego podkorza niektórych drzew),
— woda,
— sól.

Sposób przygotowania:
Wstań o piątej rano. Zbierz młodziutkie, wypuszczone w nocy pędy chwastów i traw (będą miększe i łatwiej strawne). Siekaj w nieskończoność trawę, by uczynić ją łatwiejszą do strawienia. Posól. Dodaj do tej masy parę łyżek mąki kukurydzianej. W najlepszym razie wyjdzie pozbawiona zapachu bezkształtna papka.

Przypisy:

[1] W dniach 28–29 czerwca 2014 roku w warszawskim Nowym Teatrze odbył się projekt Polityka kuchenna. Był to cykl wydarzeń łączących sztukę, performance i debatę, którego zadaniem było badanie zagadnień związanych z gastronomią i polityką przy pomocy strategii artystycznych i teatralnych. W trakcie jego trwania Karolina Brzuzan zaprezentowała instalację Ogród głodowy, polegającą na zasadzeniu na placu przed Nowym Teatrem roślin, które były spożywane w czasach niedoborów. W ramach tego wydarzenia artystka przyrządzała również potrawy jedzone w różnych okresach i miejscach podczas głodu.

Jeśli ktokolwiek z czytelników zna jakiś przepis, proszę pisać: karolinabrzuzan@​gmail.​com
Agata Stronciwilk - magister kulturoznawstwa, estetyk; studentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych na Uniwersytecie Śląskim oraz Historii Sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim; stypendystka Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego; szczególne miejsce wśród jej zainteresowań zajmuje wstręt w estetyce i sztuce współczesnej.

Napisz komentarz