Small is the new big” – w taki, nieco przekorny, może nawet prowokujący, sposób Frances McNaughton zaczyna jedną z wielu swoich książek poświęconych ozdobom cukierniczym. Decorated Cup Cakes (Londyn 2009, seria Twenty to Make) nie jest książką kucharską, bo choć zawiera ścisłe instrukcje postępowania, stosując się do nich, nie upieczemy cupcake’a. Przestrzeń, w którą wprowadza nas mistrzyni słodkiego rzemiosła, to świat ozdób cukierniczych cieszących bardziej oko niż podniebienie. Zaś na cieszeniu oczu Frances McNaughton zna się doskonale – brytyjska cukiernik odpowiadała za udekorowanie piętrowego tortu w finałowej scenie Notting Hill, to dzięki jej umiejętnościom ciekła ślinka widzom podczas oglądania zmysłowej Czekolady, w której gra aktorska Juliette Binoche i Johnny’ego Deppa walczyła o pierwszy plan z „grą” słodyczy, to jej dzieła oszałamiają feerią barw i smaków widza w Charliem i fabryce czekolady. Dzieła słodyczy, bo o pewnego rodzaju artyzmie można mówić w przypadku McNaughton, sprawiają, że wymienione filmy są odbierane niemalże w wyczekiwanej przez widzów technice czterowymiarowej – przedstawienie, które tworzy brytyjska cukiernik, oddziałuje na wszystkie zmysły, także smaku i zapachu. McNaughton nie mogła więc przeoczyć okazji do pokazania, jak zrobić jadalne dzieło sztuki w formie mikro – dekorując coraz popularniejsze cupcake’i. Bum cupcake’owy, jaki ogarnął USA i zachód Europy w ciągu ostatnich lat, sprawił, że babeczka musi być już nie tylko smaczna, ale – podobnie jak w filmach, na którymi pieczę sprawowała McNaughton, ma być przedstawieniem, reprezentacją smaku; ta mała babeczka mieszcząca się w dłoni ma prowadzić narrację, w niebanalny sposób opowiadać swoją historię, by przyciągnąć uwagę konsumenta.

fot. Monika Kozera

(…)

Cupcake’i nie tylko dają namiastkę domowego ciepła, ale także osładzają trudne czasy. Popularność tych babeczek wzrosła wraz z początkiem kryzysu w USA. Andrea Adleman z „Washington Post” doszukuje się wręcz efektu „psychologii cupcake’ów”, która łagodzi napięcia w społeczeństwie. Cupcake’i są częścią kultury amerykańskiej (dlatego też trzymam się tej nazwy mimo deklinacyjnych utrudnień i często spotykanych protestów, by zastąpić ją po prostu słowem „babeczka”) od prawie dwóch stuleci, podczas których rywalizowały z mniej ozdobnymi muffinami, jednak dopiero ostatnia dekada pokazała, jak silnym znakiem kulturowym są dla Ameryki. Popularne od kilku ostatnich lat babeczki nie mają już wiele wspólnego z tymi z końca XVIII wieku, dorobiły się nawet określenia „modern cupcakes”, nie tylko ze względu na ich „wielki powrót” po roku 2000, ale także dlatego, że do tradycyjnego przepisu dodano barwniki, aromaty, a coraz bardziej oryginalne kompilacje smaków – od powszechnych waniliowych i czekoladowych, aż po piwne i bekonowe, wykańczane są tworami z masy cukrowej, które chociaż chrzęszczą w zębach, to śmiało je można nazwać miniaturowymi rzeźbami. Cupcake’i osładzają lata kryzysu, ponieważ są źródłem dochodu – nie tylko podnoszą sprzedaż piekarni, które je wprowadziły do swojego asortymentu, ale najczęściej stają się towarem monopolowym w powstających w wielu częściach miast cupcake stores – od października 2010 do października 2011 w USA sprzedano ponad 600 milionów tych babeczek. Pieczenie cupcake’ów to pomysł na przedsięwzięcie, który się wręcz propaguje, o czym może świadczyć popularność takich reality show jak DC Cupcakes czy serialu 2 Broke Girls, w którym oprócz fabuły związanej z perypetiami głównych bohaterek, „cupcake business” zajmuje istotne miejsce, a każdy odcinek kończy się podsumowaniem zarobionych na babeczkach dolarów.

Cały artykuł dostępny jest w wersji papierowej „Fragile. Jedzenie” nr 1 (19) 2013 »

Marzena Kotyczka - literaturoznawca i kulturoznawca, kończy doktorat w zakresie antropologii w Instytucie Nauk o Kulturze Uniwersytetu Śląskiego. Pieczeniem ciast i cukiernictwem interesuje się od strony praktycznej, jak i teoretycznej.

Napisz komentarz