Chociaż Dorota Masłowska jeszcze do niedawna wylewała się z prasy, wyskakiwała z YouTube jako Mister D., w znanym czasopiśmie pokazywała czytelniczkom, że za pomocą niekonwencjonalnych przepisów kulinarnych można rozbić bardzo konwencjonalną kulturę konsumpcyjną, a filmy na podstawie jej książek – jak na realia polskie – odnosiły niezły sukces, ostatnio jakby brakuje jej w mediach. Uwagę zwracają co najwyżej kolejne spektakle inspirowane jej tekstami, cieszące się niesłabnącą popularnością w teatrach. To niewiele. Można odczuć pewien niedosyt. Być może to tylko cisza przed burzą. Oby! Póki co na temat jej twórczości artystycznej powstają nowe opracowania krytycznoliterackie, których – Bogiem a prawdą – i tak jest wciąż niewiele.

Nic dziwnego, że twórczość artystyczna autorki Pawia królowej, jako jedno z najgłośniejszych zjawisk polskiej kultury kilku ostatnich lat, staje się przedmiotem badań naukowych. Opisująca newralgiczne aspekty współczesnego życia społecznego w sposób kampowy, lecz zaskakująco trafny, literatura i publicystyka wychodząca spod pióra Masłowskiej domaga się krytycznych analiz. Narzędzia, które dają nam współczesne teorie antropologiczno-​kulturowe, w interesujący sposób otwierają jej teksty, choć mowa o interpretacji tego, co – paradoksalnie – nazwane zostało w jej twórczości bezpośrednio i dosłownie. Powszechnie rozpoznawalny, specyficzny idiom autorki, składający się z kalk i cytatów, bazujący na językowym „recyklingu” utartych fraz i powiedzeń, medialnego bełkotu oraz reklamowych haseł, oparty na języku tak potocznym, że boleśnie prawdziwym, początkowo może zaskakiwać. Jednak po dłuższym obcowaniu z dziełami Masłowskiej przyzwyczajamy się do niego, automatycznie bawiąc się w przeszukiwanie katalogów pamięci i przypominanie sobie oryginalnych kontekstów cytatów wykorzystywanych przez autorkę. Sytuacje komunikacyjne, w których odnajdujemy stworzonych przez nią bohaterów nigdy nie są jednak oczywiste, a realizowane przez nich role społeczne są podszyte osobistymi, społecznymi i narodowymi traumami. Nieprzepracowanymi i nie do przepracowania.

Modne w ostatnim czasie badania poświęcone afektom uwrażliwiają krytyków na jakości nie eksponowane wcześniej podczas badań nad recepcją sztuki. Właśnie teorie afektywne, jak się wydaje, zainspirowały Łukasza Wróblewskiego do napisania książki Masłowska: opowieść o wstręcie.

Teza autora nie jest skomplikowana – u Masłowskiej wszystko jest obrzydliwe, wszystko budzi wstręt. Ludzie i społeczeństwo, ekonomiczny brak i komercyjny nadmiar, fizjonomia i psychika opisywanych bohaterów. Obronienie tych założeń nie sprawia problemów. Życie codzienne przedstawiane przez autorkę jest bowiem – jakkolwiek naiwnie zabrzmi to stwierdzenie – do bólu fizjologiczne. Świat opisywany przez Masłowską skażony jest nie tylko wydzielinami ludzkich ciał, ale również ludzką głupotą i egoizmem, infantylizmem i pazernością. Wróblewski podporządkowuje przedstawieniu tego problemu niemal całą pracę i udowadnia, że nawet tam, gdzie nie jest to powiedziane dosłownie, wstręt staje się u Masłowskiej tematem nadrzędnym, porządkującym jej twórczość. To, co odrzucone, wydalone, abiektalne zastępuje w jej tekstach zarówno podmiot, jak i przedmiot, naruszając tradycyjne, ustanowione kategorie i „skażając”, czy też może raczej redefiniując, relacje między nimi.

Wróblewski konsekwentnie udowadnia, że wstręt to kategoria spajająca wszystkie teksty artystyczne tworzone przez Masłowską. To jakość estetyczna, która pojawia się w jej powieściach, dramatach, felietonach, publicystyce oraz tekstach piosenek. Na samym początku książki pisze: „W mojej pracy chciałbym dokonać swego rodzaju przeglądu prezentowanych w kolejnych utworach opowieści o wstręcie, ale i opowieści epatujących wstrętem, by pokazać, jak to, co wstrętne, określa miejsce podmiotu w świecie oraz zawiaduje jego stosunkiem do otaczającej rzeczywistości[1]” i dalej:„Przyglądając się poszczególnym opowieściom, pokażę, jak wstręt wpływa na sposób myślenia bohaterów o otaczającej ich rzeczywistości. Spróbuję odpowiedzieć na pytanie o to, co uruchamia narrację o wstręcie i zmusza bohaterów do obsesyjnego skupienia się na przedmiotach i osobach wzmagających abominację[2]” – zapowiada i zamierzenie to konsekwentnie realizuje. W krótkich rozdziałach bardzo mocno skupia się na elementarnej analizie, a mniej na teoriach afektywnych, z których zaczerpnął jedynie kilka kluczowych założeń i pojęć. Jego wywód jest zaskakująco uporządkowany. Klarowna argumentacja przywodzi na myśl rozprawki w typie anglosaskim, w których brak miejsca na dygresje, pytania retoryczne i badawcze wątpliwości. Oczywiście, ma to swoje dobre i złe strony, ale czytelnikom może brakować w książce panoramicznego spojrzenia na twórczość Masłowskiej i dotychczasową jej krytykę oraz pogłębionego teoretycznego kontekstu.

Wróblewski przygląda się po kolei wybranym utworom Masłowskiej, prezentując na ich przykładach różne literackie realizacje kategorii wstrętu. I tak, rozpoczynając od Wojny polsko-​ruskiej pod flagą biało-​czerwoną, pokazuje złożone zależności między narcystycznymi osobowościami bohaterów a wstrętem, który determinuje ich zachowania wobec partnerów, w Pawiu królowej doszukuje się budzącego lęk uwznioślenia wstrętu, a w dramatach społecznych: Dwojgu biednych Rumunów mówiących po polsku oraz Między nami dobrze jest opisuje wstręt z jednej strony jako mistyfikację prowadzącą do faktycznych afektów, a z drugiej – symulację wykreowaną przez klasę dominującą, w rzeczywistości utrwalająca podziały społeczne. Śledząc przemiany w twórczości Masłowskiej, Wróblewski traktuje powieść Kochanie, zabiłam nasze koty jako jej pisarskie i estetyczne credo, w ciekawy sposób analizuje również wybrane teksty piosenek, które wykonywała jako Mister D. oraz felietony. Funkcjonujący w nich wstręt zinterpretowany został tutaj jako immanentny element codzienności, afekt generowany przez nie tylko konsumpcyjne praktyki społeczne, ale również utrwalone przez tradycję rytuały.

Dla autora opracowania utwory tworzone przez Masłowską to laboratoria, w których autorka przeprowadza swoisty eksperyment, gromadząc na przestrzeni jednego tekstu symboliczne odpady, które ewokują wstręt. Zebrane i splecione ze sobą tworzą nową jakość wykraczającą poza literaturę. Poprzez ustanowienie wstrętu nadrzędnym afektem porządkującym zarówno temat, jak i odbiór dzieła, mamy do czynienia z faktycznym przekroczeniem wstrętu w literaturze. Jak podsumowuje swoje badania autor: „Pisanie Masłowskiej to przeciwdziałanie momentom krytycznym, jak również przejaw (roz)(o)czarowania wstrętem, tudzież jego wszechmocą. Masłowska, mówiąc wszak przeciw czemuś, zarazem mówi tym czymś – odpycha i przyciąga – czyniąc swoje teksty nierzadko trudnymi w odbiorze. Opowieść o wstręcie jest opowieścią nie tylko o Polsce trawionej patologicznym wstrętem, to także opowieść o tym, co wymyka się kontroli, kontestując przemoc rozumu. To opowieść przełamująca nasz język, opowieść wyrywająca nas z niezdrowego świata zastoju, wyzwalająca od wstrętu w imię konstruktywnych afektów[3]”.

Pozycja Masłowska: opowieść o wstręcie częściowo uzupełnia sporą lukę w dotychczasowym omówieniu jej twórczości. To praca potrzebna, ciekawa próba zastosowania pojęć znanych z teorii afektywnych do badań nad współczesna polską literaturą.

Łukasz Wróblewski, Masłowska: opowieść o wstręcie, Zakład Wydawniczy „NOMOS”, Kraków 2016.

Przypisy:

[1] Ł. Wróblewski, Masłowska: opowieść o wstręcie, wyd NOMOS, Kraków 2016, s. 13.
[2] Tamże, s. 15.
[3] Tamże, s. 165.

Marta Anna Zabłocka - ur. 1990, absolwentka komparatystyki literackiej oraz kulturoznawstwa, doktorantka w Katedrze Antropologii Literatury i Badań Kulturowych na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Napisz komentarz