Język całkiem dziki. O ekokrytyce z Gregiem Garrardem rozmawiała Julia Fiedorczuk

0
252

 

Julia Fiedorczuk: Czym jest ekokrytyka?

Greg Garrard: Ekokrytyka to dział badań literackich i kulturowych czerpiących inspirację, a w przypadku niektórych krytyków także orientację ideologiczną, z ekologii. Podobnie jak w przypadku krytyki marksistowskiej i feministycznej, mających na celu doprowadzenie do przemian społecznych, ekokrytycy chcieliby sprowokować namysł nad wartościami kulturowymi, który przyczyniłby się do ich zreformowania. Niektórzy krytycy – określmy ich jako typ „celebrujący” – poszukują w literaturze wzorców ekologicznego współistnienia ludzi i środowiska naturalnego. Może to oznaczać zwrócenie się ku zielonym utopiom, jak te przedstawione w News from Nowhere Williama Morrisa lub Woman at the Edge of Time Marge Piercy, częściej jednak chodzi o zainteresowanie literaturą romantyczną lub indiańską, przedstawiającą wizję harmonijnego współżycia istot ludzkich i natury. Pierwsi ekokrytycy koncentrowali się na twórczości takich pisarzy jak Thoreau czy Wordsworth, którzy w istocie próbowali wyobrazić sobie, a do pewnego stopnia także przeżywali, głęboką więź z ziemią. Inni badacze – skrzydło bardziej „krytyczne” – interesują się tymi aspektami naszego kulturowego dziedzictwa, które pozostają w sprzeczności z możliwością ekologicznie zrównoważonych sposobów na życie. Ekokrytycy tej orientacji badają, na przykład, w jaki sposób światopogląd umieszczający człowieka w centrum natury (określany jako „antropocentryzm”, „speciesism” – czyli dyskryminacja innych gatunków albo „ludzki rasizm”) zaczyna dominować w danej kulturze, albo starają się poddać krytyce te formy kultury, które napędzają konsumpcjonizm. Niektóre z tych form, na przykład reklama, działają w sposób dość przewidywalny i oczywisty, powiedzmy zawstydzając widzów, przekonując, że ich „stary” samochód albo telefon komórkowy jest już obciachowy. Inne z tych form mogą oddziaływać bardziej subtelnie i zaskakująco, jak na przykład kampanie rządowe promujące „ekologiczne” zachowania obywateli, które są, obiektywnie rzecz biorąc, niemal pozbawione znaczenia (recykling albo oszczędzanie energii na małą skalę), a jednocześnie przemilczające kwestie najwyższej wagi, takie jak przyrost naturalny albo masowy transport lotniczy. W praktyce te dwa modele – „celebrujący” i „krytyczny” – mogą oczywiście nakładać się na siebie, na przykład w takim dyskursie krytycznym, który kwestionuje jakiekolwiek realne znaczenie, powiedzmy, poezji romantycznej, dla ochrony środowiska.

W jaki sposób opisałbyś cele i ambicje ekokrytyki? Czy ekokrytyka, jako praktyka tekstualna, przekłada się na jakieś formy politycznego aktywizmu? Czy ekokrytyka może kiedykolwiek być czymś więcej niż tylko zjawiskiem żartobliwie opisanym przez Williama Slaymakera jako „art d’eco”?

Celem ekokrytyki jest promowanie idei zrównoważonego rozwoju wśród czytelników i studentów. Ale takie działanie zawsze jest problematyczne i niejednoznaczne: studentów spotykamy najwyżej kilka razy w tygodniu, istnieją inne presje kulturowe, które działają na nich w sposób bardziej przekonujący. Co więcej, myśl, że edukacji mogłaby przyświecać jakaś szczególna moralna agenda pozostaje w sprzeczności z liberalną ideą nauczania. Czy to sukces, czy porażka, jeśli student o silnych przekonaniach ekologicznych po zajęciach z ekokrytyki będzie mniej przekonany co do słuszności swoich poglądów? Większość akademików twierdzi, że powinniśmy promować umiejętność dyskutowania, a nie konkretne światopoglądy. Ale są też tacy, którzy uważają, że sytuacja jest zbyt poważna, żeby móc pozwolić sobie na taką intelektualną frywolność.

Niemniej jednak, krytyka literacka nie jest formą aktywności politycznej i możliwe, że nie ma zbyt wielkiego wpływu na politykę. Jonathan Bates, w swojej przełomowej pracy The Song of the Earth przekonuje, że ekokrytyka powinna trzymać się z dala od polityki, nawet jeśli niemożliwe jest pełne odseparowanie tych dyscyplin. Być może sfera wyobraźni powinna pozostać oddzielona od sfery pragmatycznej. Jednak dla innych autorów aktywizm i pisanie ściśle się ze sobą wiążą. Naiwnością byłoby twierdzić, że „zielone odczytanie”, powiedzmy, Szekspira, albo nawet filmów hollywoodzkich, może naprawdę „uratować planetę”, ale z drugiej strony przemiany polityczne, które mogłyby być skuteczne zdarzą się dopiero wtedy, kiedy zażąda tego odpowiednio wykształcony i umotywowany elektorat.

Cały artykuł dostępny w wersji papierowej „Fragile” nr 3/2010 (9).

Dodaj odpowiedź