„Dobre dziecko” Romy Ligockiej. Recenzja

0
669

„Byłam tylko samotną dziewczynką w obcym świecie i chyba ciągle nią jestem. Dopiero jako dorosła kobieta zrozumiałam, że ta dziewczynka nie opuści mnie już nigdy”. Ta refleksja nasuwa się Romie Ligockiej w odległej Argentynie, w miejscu, które jak rama kompozycyjna spina nową książkę autorki Dziewczynki w czerwonym płaszczyku. W Buenos Aires podczas krótkiej chwili oczekiwania na szofera powracają wspomnienia z dzieciństwa, których czytelnicy za sprawą pierwszoosobowej narracji stają się poniekąd bezpośrednimi świadkami. Po argentyńskim wstępie otwiera się drugi, główny plan powieści (a jak się okaże nieostatni). Opowiadanie prowadzone w czasie teraźniejszym pogłębia wrażenie bliskości tamtych wydarzeń, ciągłej ich obecności w umyśle pisarki. Ligocka po raz kolejny powraca do czasów młodości i przeżywa je od nowa.

Tym razem wspomnienia dotyczące powojennego okresu rozpoczynają się, gdy Roma ma 12 lat. Historia dziewczynki przedstawiana jest z perspektywy dziecka, które wielu rzeczy nie rozumie, na inne patrzy z naturalną naiwnością. To przydaje powieści walorów niekiedy komicznych (np. gdy opisana jest śmierć Stalina) i sprawia, że czytelnikowi łatwiej jest pojąć rozumowanie dziecka. Z pewnością wymagało to od pisarki niemałego trudu, by z perspektywy czasu tak trafnie uchwycić sposób myślenia młodziutkiej osoby, uwikłanej w zawirowania historii. Czasem pojawiają się komentarze dorosłej pisarki, które wyjaśniają pewne konteksty lub antycypują dalsze skutki takich a nie innych wyborów. Bardzo ważną postacią, głównym bohaterem powieści zaraz po samej narratorce, jest jej matka, nazywana pieszczotliwie Tosią. Książka przedstawia złożone stosunki matki i córki, skomplikowane przez doświadczenia wojny i trudne lata PRL. Jednakże tło polityczne, choć odgrywa znaczącą rolę w kształtowaniu się tej relacji, nie jest jej jedynym determinantem. Przede wszystkim to nieszczęśliwa miłość — której Roma długo nie potrafi zaakceptować — Tosi i „wujka” Arka oraz nieodparta chęć normalnego, szczęśliwego życia. Z tego powodu tytuł książki ma charakter dwojaki i przewrotny. Po pierwsze dlatego że Roma, jako dorastająca dziewczyna nie była posłusznym i zdyscyplinowanym dzieckiem. Jej krnąbrny charakter miał swoje uzasadnienie w traumatycznych przeżyciach związanych z wojną, krakowskim gettem i ciągłą walką o życie. Książka nie jest zwyczajnym pamiętnikiem z okresu dojrzewania. Zresztą tak samo zranieni są pozostali bohaterowie powieści. O czym świadczą irytujące młodą Romę wyjaśnienia wujka Arka, powtarzającego frazę: „Jak człowiek przeżył te obozy…”. Powrócenie do normalności „po tym wszystkim” nie było łatwe, co bardzo udatnie obrazuje Ligocka, na przykładzie własnych wspomnień. Po drugie określeniem „dobre dziecko” zostaje nazwana matka Ligockiej, Tosia w pierwszym fragmencie Pamiętnika Anny Abrahamerowej. W związku z tym otwiera to pole dywagacji o kim, tak naprawdę, jest książka, i czyja historia miała być w niej przedstawiona. Ów pamiętnik babci Romy, nota bene niezwykle ważny dla autorki, który przeplata opowiadaną historię, poszerza także plan czasowy powieści.

Tym, co łączy matkę i córkę jest bardzo bolesne wyobcowanie. Obie kobiety nie potrafią odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Tosia już po wojnie straciła męża, teraz musi znów walczyć o przetrwanie w komunistycznej Polsce, a na dodatek swoje uczucia lokuje w żonatym mężczyźnie. Roma zaś niezrozumiana ani przez dorosłych, ani przez rówieśników, często upokarzana, zagubiona we własnych pragnieniach ucieka w świat literatury i sztuki, gdzie odnajduje chwile uspokojenia. Dopiero dzięki wyobraźni zaspokaja potrzeby bliskości i ciepła. Stąd wywodzi się jej zamiłowanie do teatru; wyjaśniając dlaczego chciałaby zostać aktorką mówi, że pragnie stać się kimś innym. Chciałaby cieszyć się swoją beztroską młodością, lecz sytuacja wbrew jej woli wymaga od niej niespotykanej dojrzałości i mądrości. Na tę samotność wpływa również żydowskie pochodzenie, co objawia się, gdy Roma wyznaje, iż jej marzeniem jest choinka na święta.

Pomimo wielu krzywd, które doznała od innych ludzi autorka wciąż ma w sobie niewyczerpane pokłady empatii i zrozumienia. Chociaż jest to rzadkie w dzisiejszych czasach, w których wzajemne oskarżenia wysuwane bez uwagi na ówczesne realia i konteksty są na porządku dziennym. Ligocka potrafi wznieść się ponad, w tym wypadku uzasadnione, zwątpienie w ludzi. Może jest to rozpaczliwe poszukiwanie dobra w człowieku. Znamienne jest to, gdy pisze, że tak naprawdę nie ma złych ludzi. Tak jakby za świętym Tomaszem starała się wyjaśnić skąd na świecie powstaje zło.

Powieść ta z pewnością ma charakter psychoanalizy, łącząc w sobie kilka gatunków. Z pewnością nie jest to jednorodna autobiografia. Jak już wcześniej zostało wspomniane równorzędne stają się losy jej matki, a włączony w tok fabularny Pamiętnik Anny Abrahamerówny stanowi zapis minionej epoki i obyczajowości. Możemy się dowiedzieć m.in. co o Liebliengu (przyszłym ojcu Romy) myślała jej babcia oraz, że już wówczas było „[…] w Krakowie nieraz powietrze takie uciążliwe”. Ligocka sama podsuwa nam możliwości interpretacji książki. Fabularyzowanie własnych wspomnień nie jest bezpodstawne i da się logicznie wytłumaczyć. Skoro autorka pisząc: „[…] kiedy dzieje się coś złego, co wydaje mi się ponad siły, próbuje najpierw się oddalić — odejść od tego nieszczęścia, choćby myślami, na bezpieczną odległość” zdaje się tłumaczyć, że wymogi powieści stanowią idealny dystans, z którego można opisać swoje naznaczone dramatem życie.

W tych rozważaniach o gatunku przychodzi z pomocą podtytuł, który brzmi Intymna spowiedź dziewczynki w czerwonym płaszczyku. Oprócz nawiązania do debiutanckiej książki (wykorzystanie elementów grafiki okładki) i kultowego, za sprawą filmu Spielberga, symbolu Holocaustu, mamy do czynienia z eksplikacją motywów powstania książki. Ligocka czyni z czytelników mimowolnych powierników i spowiedników jej wyznania. Książka Dobre dziecko dopełnia osobistą trylogię, do której zaliczają się: Dziewczynka w czerwonym płaszczykuTylko ja sama. Ligocka kolejny raz odwołuje się w niej do własnych przeżyć, przy czym potrafi przedstawić fakty w odmienny, ciekawy i wciągający sposób; tu za sprawą perspektywy narratora jako dojrzewającej nastolatki. Po prostu: książki Ligockiej dobrze się czyta.

Dodaj odpowiedź