Podróżować jest bosko. Motyw podróży w polskich utworach

0
2662

Muzyka towarzyszy człowiekowi od początków jego istnienia. A podróż? Podróż jest mu jeszcze bliższa. Co więc stać się może, jeśli te dwa motywy zaczną nawzajem się przenikać?

Inspiracje podróżą możemy odnaleźć w każdym gatunku muzycznym. W zależności od wykonawcy jej rezultaty mogą być płytkie lub sensowne, emocjonujące lub żenujące. Piosenkowa podróż może być dosłowną podróżą lub głęboką metaforą wędrówki po emocjach czy wspomnieniach. Dlaczego motyw ów jest aż tak eksploatowany przez rodzimych muzyków? Odpowiedź jest bardzo prosta. Jak śpiewa Kora Jackowska w piosence Boskie Buenos: „Podróżować, podróżować jest bosko!”

Motyw podróży jest motywem szczególnym, który w polskiej muzyce pojawia się nader często. Mimo upływu tylu lat pozostaje wciąż aktualny. Pytaniem pozostaje jedynie, czy temat ten dokonał ewolucji, czy współczesne piosenki różnią się od swych starszych sióstr?

Podróż poważna

Wątek podróży w polskiej muzyce poważnej przedstawia najczęściej los wędrowca i jego tułaczkę. W utworach rodzimych kompozytorów opisywana podróż wydaje nam się bliska i realistyczna. Jedną z najbardziej znanych prezentacji udręk tułacza jest dzieło Stanisława Moniuszki – Tułaczka, pochodzące z cyklu Śpiewnik domowy. Temat podróży w tego rodzaju muzyce stanowi harmonię z dialogami i linią melodyczną. To niejako opowiadana historia, kadr filmowy, harmonijnie łączący się z muzyką, przy której pomocy twórca akcentuje ważne etapy podróży. Prezentowane w utworze Ignacego Jana Paderew­skiego Chants du voyageur zapamiętane w podróży piosenki dają wrażenie uczestniczenia we wspólnej wędrówce z głównym bohaterem. Odbiorca przeżywa z nim trudy przemierzanej drogi, które akcento­wane przez odpowiednie zabiegi muzyczne, utrzymywanie napięcia czy łagodzenie go poprzez zmianę tempa muzyki, dają złudzenie towarzyszenia wędrowcowi w tułaczce, nawet gdy słuchacz zasiada tylko w fotelu.

W rytmach PRL-u

Lata Polskiej Republiki Ludowej przyniosły ze sobą wszechobecną cenzurę, która dotknęła również dzie­dzinę muzyki. Przygnębieni i tak już szarą, reglamentowaną rzeczywistością, w której wędrówki obywa­tela były ściśle kontrolowane, a podróże do innych krajów graniczyły niemal z cudem, muzycy tworzyli utwory lekkostrawne, wesołe i… płytkie. Słowa piosenki Haliny Frąckowiak: „Bądź gotowy dziś do drogi, drogi, którą dobrze znam, bądź gotowy, poprowadzę cię tam. Weź podróżny, stary worek i butelki Coli dwie, jutro, lub we wtorek wezmę cię”, doskonale ilustrują ich głębię. Powstawały więc piosenki propa­gandowo gloryfikujące rodzinne niedzielne majówki, w których brak jednych rzeczy rekompensowano innymi: „Nie mamy samochodu, lecz przecież są tramwaje, Więc jedźmy na majówkę w niedzielę razem z majem. Zabiera się wałówkę, herbatę oraz psa, A tutaj się za nami piosenka jeszcze pcha”. Kolejnym po­dróżnym hitem był przebój Karin Stanek Jedziemy autostopem, zachęcający do tego typu podróżowania, bo tylko „W ten sposób możesz bracie przejechać Europę. [Chyba tylko wschodnią – przyp. MR.] Gdzie szosy biała nić, tam śmiało bracie wyjdź”. Kończąc w iście propagandowym stylu piosenkarka kwituje „i nie martw się, co będzie potem”.

Nie mogło zabraknąć również perełek opisujących zawody miłosne. Idealnym przykładem zdaje się tu być piosenka Bohdana Łazuki i Igi Cembrzyńskiej W siną dal. Wszak powszechnie znanym był fakt występowania zależności między czerwonymi podwiązkami pod suknią, a poro­stem kwiatków na wiosnę. A wszystko to przez „kochasia, który odszedł w siną dal”. W owych czasach do szczęścia wystarczył jeden uśmiech, za który można było od­być podróż. Ówczesnym artystom zdarzały się również piosenki ambitniejsze. Bez wątpienia do tego rodzaju zaklasyfikować powinniśmy utwór W drogę Czerwonych Gitar, w którym w ówcześnie panujących rytmach przemycić udało się emocjonal­ną ekspiację bohatera śpiewającego: „W drogę! Żegnajcie, chłopcy! W drogę! Już na mnie czas! Dokąd poniosą oczy… W drogę! Z bagażem zdarzeń, chociaż w kieszeni wiatr. Może wspo­mnicie czasem. Może… Do przejścia mam tak wiele lat Drogami, które ledwie znam. Nim wpiszę je po stronie strat, Swoją prawdę chciałbym znaleźć sam”. Piosenka znacznie ambitniejsza od nieco starszej siostry zatytułowanej Nie ma wody na pustyni w wykonaniu zespołu Bajm. Opisując podróż po pustyni Beata Kozidrak uwiecznia ją tymi słowami: „Nie ma, nie ma wody na pustyni, a wielbłądy nie chcą dalej iść. Czołgać się już dłużej nie mam siły. O, jak bardzo, bardzo chce się pić. Nasza karawana w piach się wciska, tonie w niej jak stutonowa łódź. Nasz kapelmistrz patrzy na nas z bliska, brudne włosy stoją mu jak drut. Nasz kapelmistrz pije stare wino, w oczach jego widzę dziki blask. Spił się już dokładnie tak jak świnia i po tyłkach batem bije nas. La, la, la…”. Nie można mieć jednak do naszych rodziców o lekko(?)strawne pio­senki pretensji. Próby oderwania się od szarości systemu, w jakim przyszło im żyć, są chwalebne. Trochę mniej ich wykonanie.

Pozostałościami po powszechnie panujących muzycznych „nieznośnych lekkościach bytu” w czasach sowieckich stały się utwory hybrydowe – nieco głębsze od czerwonych pierwowzorów, słabsze zaś od swoich następców. Opisywano w nich podróż niezwykłą, pełną emocji i tęsknot. Opowieść w Balladzie wagonowej Maryli Rodowicz o spotkanym w przedziale kochanku, który – choć w guście narratorki – po­zostaje jedynie sennym marzeniem, jest jednym z przykładów takiej twórczości. Agnieszka Osiecka – jako autorka słów, starając się połączyć głębię emocji oraz ówcześnie panujące trendy muzyczne, stworzyła piosenkę o poczuciu niespełnienia i tęsknoty, przeplataną lekkimi rytmami oraz powtórzeniami dając tym samym efekt semi poważnego dzieła.

Lepszym wynikiem współpracy obu pań jest bez wątpienia utwór Ja z podróży przedstawiający nam roz­myślania zagubionej bohaterki, której podróż jest nieustającym poszukiwaniem sensu życia: „Zgubiłam drogę, nie wiem gdzie zrobiłam błąd. Po podróży, po podróży, kto zgadnie przyszłość z pustych rąk?”

 

Muzyka jak elektrokardiogram

Lata 90. polskiego przemysłu fonograficznego z motywem podróży w tle wydają się być odwzorowa­niem zapisu elektrokardiogramu serca polskiej piosenki. Po upadku panującego reżimu, na fali radości i wszechobecnych wolności powstawać zaczęły piosenki opisujące oraz gloryfikujące podróż – nie tylko tę fizyczną. Naznaczona piętnem wielbienia przez nastolatki M.A.F.I.A oraz jej wokalista Andrzej Piasek Piaseczny w duecie z Robertem Chojnackim w piosenkach Prawie do nieba oraz Imię deszczu, próbując przekazać ukryty sens emocjonalnej „ podróży”, śpiewali górnolotnie „Proszę nie mów muszę odejść” oraz „Prawie do nieba wzięłaś mnie a wtedy padał śnieg. Prawie do nieba wzięłaś mnie w zimny ciemny dzień”, by na koniec dodać „pijany zresztą byłem”. Siejące w umysłach spustoszenie disco polo przyniosło takie podróżnicze hity jak utwór zespołu Two Boys zatytułowany W podróży do szczęścia, w którym utalento­wani chłopcy śpiewają: „Przejechałem już pół świata, aby tylko gnać prze siebie (…) Zostawiłem gdzieś daleko, ciepłe łóżku, stół i szafę, wyrzuciłem swój telefon, żeby nikt nie znalazł mnie (…) a ja pędzę byle prędzej, wciąż do celu gnam”. W bijącym rekordy popularności remake’u W siną dal w wykonaniu bandu Love System pojawiają się perełki oddające głębię podróży: „Los Cię w drogę pchnął i ukradkiem drwiąc się śmiał, bo nadzieję dając Ci, fałszywy klejnot dał. A Ty idąc w świat patrzysz w klejnot ten co dnia, cho­ciaż rozpacz już od lat wyziera z jego dna. Na rozstaju dróg, gdzie przydrożny Chrystus stał zapytałeś: do­kąd iść? frasobliwą minę miał. Przystanąłeś więc, z płaczem brzóz sprzymierzyć się i uronić pierwszy raz w czerwone wino łzę…” śpiewa w Szczęśliwej drogi już czas zespół Vox. Niezbyt radosną podróż w utwo­rze Ratujmy co się da Budka Suflera potrafi ująć w sposób tylko im znany, nie zanudzając jednocześnie odbiorcy rzewliwymi łzami wylewanymi po ucieczce ukochanej. Późne lata 90. i początek XXI wieku to dychotomia powstających niemal równolegle piosenek traktujących o motywie podróży. Utwór Nocnym pociągiem aż do końca świata Myslovitz w połączeniu z W drodze Artura Rojka gdzie „W drodze bez wy­tchnienia ciągle bledną przeszłe dni z nadzieją w sobie. W drodze myśli pełne wspomnień do ostatnich chwil… Tam już tylko my…” skontrastowane z utworem Pierwsza Podróż De Mono są tej dychotomii doskonałym zobrazowaniem.

Należy jednak zauważyć, że nie tylko sensowne rockowe brzmienia potrafią do­skonale przedstawiać muzyczny motyw podróży. Moja autobiografia Liroya po­chodząca z płyty Bafangoo cz.2 zabiera nas w podróż po dzieciństwie kieleckiego rapera: „pierwsze ucieczki bez Jacka i reszty to nie byłoby to samo. Pamiętam jak dziś nasze ucieczki Częstochowa, Warszawa, Zakopane, Kraków, Limanowa… Małpa i ja – jeden wielki gigant. Szukają nas starzy, milicja nas ściga…”. Pierwsze podróże, marzenia, problemy dorastania i prze­życia z nimi związane, zawarte w czterech minutach piosenki, to niezwykle emocjonalna podróż po wspomnieniach.

Wraz z powolną reanimacją muzyki z nagłego zachłyśnięcia się wolnością, na rynku pojawiać zaczęły się również piosenki z motywem podróży ukrytej. Mimo wciąż istniejących wędrówek do nieba lub do pie­kła, których wykonawczyni chce pójść „tam, gdzie się da” (Blue Cafe – Do nieba, do piekła) czy też otwarcie deklarowanych przed nim ucieczek: „Do nieba nie chodzę bo jest mi nie po drodze” (Szymon Wydra), wschodzącą nadzieją okazały się rockowo-hip-hopowe brzmienia.

W utworach Daleka droga do domu oraz Pasażer zespołu Coma otrzymujemy obraz – idealnie przedsta­wiający przesłanie zespołu – emocjonalnej podróży po ludzkiej psychice, przeplatającej się z wędrówką ziemską, której finałem jawią się słowa: „A jeśli w imię Boga zechcesz iść, zostaw po drodze niepotrzebny krzyż. Miłości, nadziei naładuj w kieszenie i chleb – potem idź gdzie chcesz. Aż najmniejsza z dróg do­tknie twoich stóp (…) a kiedy rozdasz najcieplejszy szept, gdy przewędrujesz każdy mały sens. Pomyślisz że tak, że wypełnił się czas. To ostatnia z dróg, szuka twoich stóp – teraz stań na najwyższej z gór i połknij wiatr byś wykrzyczeć mógł…”. Utwór Droga na południe w słowach „mam pełno słońca jasną głowę i na­dzieję że chcesz też wymyślić taką drogę na końcu której odnajdziemy sens” dopełnia przedstawienia nadziei na sens naszej wędrówki zarówno tej ziemskiej, jak i metafizycznej, tak odległej od Two Boyso­wego przesłania.

Nadzieją na sensowne przedstawianie oraz poszukiwanie w muzyce ukrytej podróży, nadzieją płynącą niczym fala EKG z przeciwnego do rockowej Comy bieguna głośników zdaje się być hip–hopowy ze­spół WWO z cyklem swoich psychologiczno-retrospekcyjnych piosenek. Utwory takie jak Każdy ponad każdym czy W wyjątkowych okolicznościach – pozornie opisujące pewne fizyczne podróże – stają się jednocześnie przewodnikiem po moralnych wahaniach, uczuciach i losowych zmaganiach opisywanych jednostek.

Współczesna muzyka dotykająca tematu podróży jawi się nam niczym wynik elektrokardiogramu. Głę­bokie lub płytkie teksty, rockowe metafory czy psychologiczna hip-hopowa retrospekcja nasuwają nam dość nurtujące pytanie: Czy dobrze świadczy to o polskiej muzyce? Czy piosenki WWO są równie po­trzebne co utwory Comy? Czy takie kontrasty powinny istnieć? Cóż, skoro wykres EKG wskazuje miast ciągłej linii – wahania, oznacza to, że motyw podróży w polskiej muzyce jest wciąż żywy.

Artykuł ukazał się w piśmie kulturalnym „Fragile” nr 3 (5) 2009. ')}

Dodaj odpowiedź