Praca destruująca, czyli o postmajowym tragizmie pewnego urzędnika

0
143

A przecież mamy dosyć swoich twarzy

Co do historii przejdą tak czy owak

Każdy z nas własną wersję ma wydarzeń

I nieraz w myślach już ją ubrał w słowa[1]

 

Coraz więcej mówi się o powiązaniach estetyczno-politycznych, o estetyczności politycznej czy zakorzenieniu estetyki w myśli społecznej. Subiektywne sądy prowadzą do utworzenia moralnych wspólnot kulturowych[2]. Nieoceniona jest moc estetycznego doświadczenia. Niełatwo już o kontemplację, dystans czy uniwersalizm – wartości, które niemalże zaginęły w postmodernistycznym przeżywaniu aisthesis. Chodzi o doświadczenie zaangażowane, które na celu ma odzwierciedlać świat[3], a także formy aktywności artystycznej i zachodzące między nimi relacje między twórcą a odbiorcą. Należy zawsze pamiętać o konotacji tej aktywności z wyrobem rzemieślniczym, o powiązaniach dzieła sztuki z wytworem jako efektem tej pracy[4]. Większy problem tkwi w sposobie wartościowania z punku widzenia odbiorcy. Zwłaszcza wartościowania komparatystycznego w obrębie tej samej dziedziny sztuki. Muzyka. Nie warto brać na warsztat porównawczy niesprzężonych z sobą gatunków, przykładowo jazzu i dubstepu. Warto za to zestawić z sobą figury dwóch bardów drugiej połowy XX wieku. Figury kultowe, często nieświadomie sięgające do wspólnej tradycji. Dwa różne[5] krzyki, opętane manią tych samych wartości.

 

„Ja pracując w dzień i w nocy / mam już burty i poszycie”[6]

            Niezwykle umotywowany do działania jest podmiot liryczny Arki Noego napisanej przez Kaczmarskiego w 1980 roku. I o taką gloryfikację niestrudzonej pracy zdeterminowanego człowieka właśnie chodzi. O lęk przed ruchem wspólnot, gdzie tliła się realna wizja „utraty z pola widzenia jednostki z jej potrzebami i tęsknotami”[7]. Cisza przed burzą, która zapowiada katastrofę. I ta cisza niesie w sobie strach, który pozwala pokonać granicę i popchnąć tym samym do czynu. Reakcja na świadomość zagłady jest próbą zmierzenia się z zaistniałą sytuacją, jest próbą stawienia czoła życiu, jest ludzkim odruchem. Egzystencjalnie jest życiem samym w sobie. Uruchomienie biblijnego kontekstu po raz kolejny pozwala Kaczmarskiemu zachować uniwersalizm przekazu. Paratekstualnie już tytuł wskazuje na konkretną i dobrze znaną przypowieść z Księgi Rodzaju o heroicznej budowie Arki przez Noego, stanowiącej azyl przed niszczycielskim potopem. W Arce Noego nie tyle ważna jest sama łódź czy proces konstrukcji, ile paradoksalność powziętego zamiaru w ogóle. Dwa początkowe wersy wskazują na niesprzyjającą dla wysiłku fizycznego porę roku – „w pełnym słońcu w środku lata / wśród łagodnych fal zieleni” – zarysowany pejzaż kojarzy się z sielankowością. Nie jest jednak dane się nią nacieszyć[8]. Bardzo szybko zostaje wypełniona przestrzeń, w której to „wre zapamiętała praca”. Podmiot sam przyznaje się do dość kuriozalnego działania w zasadniczych dla strofy słowach: „stawiam łódź na suchej ziemi” – przedsięwzięcie, które zaprocentuje w przyszłości, pozwala teraz poczuć – złudne? – odnajdywanie poszukiwanej nadziei. Jeśli spojrzeć na tekst pod kątem masowych przeobrażeń społecznych, to nie sposób nie dojrzeć zalążków prawdziwej rewolucji. Widać jeszcze obojętność – skutek indywidualizmu, ale także zaakceptowania określonych standardów i biernej adaptacji do określonego trybu życia: „nikt nie wierzy w moje słowa / wszyscy mają ważne wieści / ktoś się o majątek kłóci / albo łatwy węszy żer / zanim się ze snu obudzi / będę miał już maszt i ster” – uwydatnia się także chwilowa alienacja tego, który zagładę przewidział. Chwilowa, bo chociaż pewnie bardzo tego chcą, to nie mylą się Kasandry i daremnie krzyczą w szale: „Budujcie Arkę przed potopem” – to powtarzająca się dziesięć razy mantra[9] całego tekstu, którego końcowa partia jest już afirmacją zapowiadanych wydarzeń i realizacją proroczego tonu: „każdy z was jest łodzią w której / może się z potopem mierzyć”. Prawdziwa to namowa do zaktywizowania czynu indywidualnego. Bo przyjdzie ten czas, gdy „w ulewie grzmot za grzmotem” i nie będzie już odwrotu. Pytanie tylko, czy indywidualizm jest w tym wypadku ekwiwalentem spełnienia?

Jacek Kaczmarski

 

„E adesso è tardi, adesso torno al lavoro”[10]

            Do znienawidzonej i otępiającej obywatela pracy. Ostatecznie do niej nie wróci. Zrozumie zbyt wiele spraw i da się ponieść (nie)odpowiednim emocjom, które odmienią jego sposób myślenia i tym samym koleje życiowe. Ścieżka nieporozumień poprowadzi go wprost zza więzienne kraty. Ale ta historia winna zacząć się od samego początku.

Urzędnik biurowy. Lat około trzydziestu. Pogodzony z monotonnym życiem klasy średniej. Schematy nie stanowią dlań przeszkód. Przyjął określoną formę i podąża odtąd po zafałszowanych śladach, które narzucił mu system. Rutyna i prosta egzystencja. Przeładowanie hipokryzją. I nagle coś zaczyna pękać. To coś tkwi w jego psychice. W silnym przeświadczeniu, że można jednak inaczej, że można dokonać zmian. Potrzebny był tylko odpowiedni impuls, który przychodzi wreszcie z kilkuletnim opóźnieniem i przynosi „la stessa rabbia la stessa primavera…”[11]. Skomplikowany proces wewnętrznych transformacji napędzany jest przez jedną z ważniejszych pieśni paryskiego maja roku ’68, która za przesłanie obiera fakt niemożności odcięcia się od tamtych wydarzeń. Ruch o tak silnym natężeniu pociągnął za sobą nieodwracalne skutki, odciskając piętno na wszystkich sferach: począwszy od polityki, przez kulturę, na seksie kończąc. Bierna postawa nie stanowi argumentu, który pozwoliłby wyzwolić się od „roku ‘68”, stąd puenta Canzone del Maggio[12]: „per quanto voi vi crediate assolti / siete per sempre coinvolti”[13]. Takie oto przesłanie wwierca się w głowę urzędnika. Nie zadziwia ta jego podatność na rewolucyjne protest songi, które były – są? – jednym z najbardziej efektywnych nośników, wszak to „muzyka sprawiła że dojrzała świadomość, iż własne poczucie niezadowolenia nie jest wcale przypadkowe, indywidualne ani też uwarunkowane społecznie, ale rodzi się w reakcji na nędzę rzeczywistości”[14]. I właśnie wobec tej zdegenerowanej rzeczywistości – zatrutej przez system – narodził się bunt zniewolonego przez urzędniczą pracę człowieka. Zapalnik zadziałał. W głowie tyka już bomba i czeka na eksplozję. Dogłębna analiza wydarzeń. Widmo maja ’68 intensyfikuje się do takiego stopnia, że ów człowiek nie jest w stanie o niczym innym myśleć. Próbuje wrócić do swoich zajęć, ale próby to nieudolne. Czuje, że następuje przełom, pewnie jakaś transgresja. Wychodzi z biura. Droga powrotna do domu. A co gdyby porzucił swoją pracę? Na samą myśl ogarnia go strach. Wolność jest już desygnatem ryzyka. Przemierzając nerwowo ulice swojego miasta, jest dokładnie tym typem osobowości, o którym wspominał niegdyś Jacek Kaczmarski – niezmiernie podatnym na sztukę, która objawia wizję katastrofy i zachęca jednostkę do buntu:

 

Jest prawdopodobne że powodzenie tego rodzaju utworów, wynika z faktu iż ludzie lubią być straszeni. Podsuwanie wizji zagłady daje im możliwość wyrwania się, choć tylko w wyobrażeniu i przy zachowaniu pełnego bezpieczeństwa fizycznego, z nudy codziennego, uregulowanego życia w zorganizowanym społeczeństwie[15].

 

Chodzi zatem o bunt mentalny, rodzący się w refleksji i tam pozostający. Niestety niekiedy niesatysfakcjonujący. Bomba ostatecznie wybucha i przenosi urzędnika w oniryczny świat balu maskowego, gdzie figury i symbole kultury zachodniej zacierają swoją tożsamość. Biurokrata – jako jeden z gości – przyniósł z sobą trotyl, aby ostatecznie zdekonstruować wszystkie maski – symbole różnych sfer klasy średniej: religijnej[16], kulturowej[17], rodzinnej[18], a także politycznej[19]. Desperacki gest obnaża ich słabości i niszczy ukrywaną hipokryzję. Ostatecznie dochodzi do masakry. Następują kolejne sny, które przynoszą poważne dylematy moralne. Urzędnik staje się aktywnym uczestnikiem procesu sądowego[20]. Dokonuje się rozliczenie z jego zamiarami, a także z dotychczasowym życiem. Ma prawo wyboru. Walcząc z władzą, może ją również posiąść i stać się jej narzędziem. Za wszelką cenę nie chce powielić bezużytecznej i bezsensownej egzystencji swojego ojca. Senne koszmary ustępują. Nie zapewniają jednak katartycznego oczyszczenia. Przeciwnie, przenikają do realnego świata. Zanika metaforyczna wykładnia. Tak rodzi się pragnienie, by w rzeczywisty sposób udokumentować swoje nowe przekonania. Mężczyzna zrywa zatem więzi rodzinno-zawodowe i angażuje się w politycznie skrajną rewoltę. W terroryzm. Nie pamięta – może nawet nie wie, albo nie chce wiedzieć – że „podczas śpiewania robotniczych pieśni pobrzmiewał przeważnie lekki ton ironii, a przy międzynarodowych songach rewolucyjnych ujawniało się wiele zabawnych emocji”[21]. Nie istnieją już symbole. Dosłowny odbiór doprowadził do tego, że urzędnik poddał swoje życie „rewolucyjnej retoryce przemocy”, a jego prywatna walka cechowała się właśnie „okrucieństwem i powagą terrorystów, którzy działali w latach siedemdziesiątych[22]”. Człowiek i kultura są z sobą nierozerwalnie złączeni poprzez wzajemną i nieustanną interakcję, która zachodzi już od lat najmłodszych i ma kolosalny wpływ na formowanie się ludzkiej psychiki. Istnieją również wyjątki wśród jednostek, których konstytucja psychiczna odbiega dalece od preferowanych w danej kulturze wzorców, oraz te, które mimo podejmowanych starań nie są zdolne do wywiązywania się z przewidzianych dla nich ról społecznych oraz osiągnięcia afirmowanych w ich otoczeniu celów, w wyniku swego niedostosowania mogą zyskać miano osób zaburzonych bądź chorych[23].

I tak właśnie narodził się legendarny Il Bombarolo.

 

„…di me non farà mai / un cavaliere del lavoro…”[24]

            Legendarny, bo we Włoszech osiągnął status jaki w Polsce posiadają nieszczęsne Mury Kaczmarskiego. Również opacznie interpretowany[25], stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych utworów Fabrizio de André. Wyalienowany – na własne życzenie – ze społeczeństwa biurokrata, przeładowany wydarzeniami „roku ‘68”, wyrusza na swój osobisty bal maskowy. Tym razem z prawdziwym trotylem. Pod samą siedzibę parlamentu. Rytmiczna gitara autora Via del Campo imituje pewne, szybkie, ale też lekko nerwowe kroki urzędnika-zamachowca. „La caratteristica principale del bombarolo qui descritto è di agire da solo[26]. Skrajny indywidualizm, nienawiść do systemu i jakichkolwiek przejawów konformizmu oraz terrorystyczna wiara w ładunek wybuchowy – takimi emocjami przesiąknięty jest podmiot z utworu włoskiego barda. Cel zostanie osiągnięty częściowo. Zamiast siedziby politycznej władz, destrukcji ulegnie kiosk z gazetami – „un chiocso di giornali”. Incydent wywarł podwójny wpływ na przyszłość urzędnika. Wreszcie doświadczył on całkowitej równości na poziomie społecznym i przebywa w miejscu, w którym każda jednostka traktowana jest bez różnic i podziałów – więzienna antyutopia. Spełniony sen. Poza tym ma okazję zobaczyć na pierwszych stronach dzienników twarz swojej ukochanej, która definitywnie dystansuje się od moralnie nieakceptowalnego zachowania swojego – byłego już – partnera. Upadają zatem wszystkie idee: rewolucji, miłości, a zwłaszcza buntu indywidualnego. Urzędnik uznaje siłę mas i rozumie już, że samotne działania skazane są na porażkę. Ważne jest rozbudzenie większej liczby sumień i walka kolektywna. To dlatego w ostatniej części utworu „Nella mia ora di libertà” de André posługuje się już podmiotem mnogim, tym więziennym „my”. „Per quanto voi vi crediate assolti / siete per sempre coinvolti”[27] – tak oto kończy się Historia pewnego urzędnika[28]. Tekstualnie – jawnym odniesieniem do majowej pieśni rewolucyjnej. Muzycznie – nawiązaniem do – wciąż? – wybuchającej w głowie bomby.

 

Fabrizio de André

„Na szczycie góry w Arce skamieniałej / Stoimy w szoku przesiąknięci wstrętem”[29]

            Jedenaście lat później, a zatem w roku 1991, Jacek Kaczmarski dopisał drugą część do Arki Noego. Ten tekst, w przedstawionym tutaj kontekście społeczno-politycznym, to prawdziwy pejzaż po rewolucji. Warto go (do)czytać w ten właśnie sposób – jako zniszczony i w znacznej mierze jeszcze martwy świat. Zacznie dopiero odżywać i rekonstruować się ponownie. Nie uratuje się tylko jednego – zszarganej zamętem ludzkiej psychiki. Zarówno heroiczna praca u podstaw, jak i drastyczne porzucenie monotonnych obowiązków urzędniczych, doprowadziły do zamknięcia w arkach. A potem? Wymowne jest stwierdzenie Kaczmarskiego:

„W świat wypuszczone drapieżników pary

Już węszą pierwszy łup – istnienie słabe.

Idziemy żyć od nowa w rytmie starym

Żeby zbudować naszą Wieżę Babel”[30].



[1] J. Kaczmarski, Arka Noego II, w: Antologia poezji Jacka Kaczmarskiego, „DEMART”, Warszawa 2012, s. 447.

[2] O wymiarze estetycznym w myśli społeczno-politycznej w: A. Berleant, Wrażliwość i zmysły. Estetyczna przemiana świata człowieka, Universitas, Kraków 2011. Tam zwłaszcza część trzecia „Estetyka społeczna”.

[3] Nie tylko iluzoryczność filozoficzną.

[4] Więcej na ten temat w: A. Berleant, Prze-myśleć estetykę: niepokorne eseje o estetyce i sztuce, Universitas, Kraków 2011.

[5] Jedynie lingwistycznie.

[6] J. Kaczmarski, Arka Noego, dz. cyt., s. 148-149. Nieopisane cytaty w tym fragmencie pochodzą właśnie z tego źródła.

[7] „Zapowiedź z programu emitowanego w RWE – Kwadrans z Jackiem Kaczmarskim”, http://www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/zapowiedzi/arka_noego.php.

[8] Kaczmarski, wykonując utwór, od pierwszych uderzeń w struny wprowadza bardzo podniosły nastrój.

[9] I fundamentalna oś konstrukcyjna refrenu.

[10] „Ale teraz jest późno, teraz wracam do pracy”. Wszystkie tłumaczenia z języka włoskiego, a także ewentualne podkreślenia w cytatach: Paweł Marciniak. Cytaty z utworów Fabrizio de André: F. de André, Storia di un impiegato, Studio Ortophonic di Roma, 1973.

[11] „Ten sam gniew, tę samą wiosnę…”

[12] Tekst Fabrizio de André jest adaptacją francuskiego utworu Chacun de vous est concerné autorstwa Dominique Grange.

[13] „Jak bardzo czujecie się wyzwoleni / jesteście na zawsze obciążeni”

[14] D. Cohn-Bendit, R. Dammann, I can’t get no satisfaction. Niezapowiedziana zmiana świata. Przedmowa, w: D. Cohn-Bendit, R. Dammann (red.),Maj ‘68. Rewolta,, Warszawa 2008, s. 25.

[15] Por. Zapowiedź z programu emitowanego w RWE – Kwadrans z Jackiem Kaczmarskim, dz. cyt.

[16] Chrystus i Maria.

[17] Dante Alighieri.

[18] Ojciec i matka urzędnika.

[19] Admirał Horatio Nelson.

[20] Wskazuje na to dobitna apostrofa „Imputato ascolta” – „Niech oskarżony słucha”, rozpoczynająca „Sogno numero due” – fenomenalna melorecytacja z dramatyczną oprawą muzyczną w tle.

[21] G. Koenen, Tysiącletnia stęchlizna. Powstanie przeciw pokoleniu wojennemu?, w: D. Cohn-Bendit, R. Dommann (red.), dz. cyt., s. 127.

[22] „Storia di un impiegato” to projekt ukończony w roku 1973 i z tej pięcioletniej perspektywy urzędnik przeżywa majowy zryw.

[23] A. Stypuła, Kultura a choroba psychiczna, Nomos, Kraków 2012, s. 92. Swoją drogą, niezmiernie interesująca byłaby analiza literackiego przypadku urzędnika z koncept-albumu de André pod kątem narzędzi psychiatrycznych, adekwatnych dla modelu psychokulturowego.

[24] „…nigdy nie zrobicie ze mnie / bohatera pracy…”.

[25] O ile w przypadku Kaczmarskiego ogromny wpływ miała aktualna sytuacja polityczna w kraju, o tyle u de André problem stanowił odczyt utworu poza kontekstem całego albumu. „Storia di un impiegato” to przecież w głównej mierze zdynamizowanie sytuacji psychologicznej podmiotu. Autonomiczna analiza każdej z części składowych „historii” istotnie może doprowadzić do interpretacji sprzecznej z wydźwiękiem całości.

[26] „Cechą charakterystyczną tego zamachowca jest działanie w samotności”. M. Borsani, L. Maciacchini, Anime salva, s. 88.

[27] „Jak bardzo czujecie się wyzwoleni / jesteście na zawsze obciążeni”

[28] Przekład tytułu całego programu (przyp. Storia di un impiegato).

[29] J. Kaczmarski, Arka Noego II, dz. cyt., s. 447.

[30] Tamże.

Dodaj odpowiedź