Królewskie drogi Inków

0
348

Inkowie stworzyli największe państwo Ameryki prekolumbijskiej. Mimo, że trwało krótko, bo zaledwie nie­spełna 100 lat, to jednak pozostawiło po sobie imponujące konstrukcje. Jednym z najbardziej godnych podziwu dzieł powstałych w okresie prekolumbijskim są królewskie drogi Inków. Z jednej strony wręcz zdumiewająca jest rozległość tego systemu komunikacyjnego, a z drugiej ogromna staranność i biegłość techniczna w konstruowaniu traktów w tak niezwykle zróżnicowanym środowisku przyrodniczym.

Państwo Inków było rozciągnięte wzdłuż Andów na długości prawie 6000 kilometrów. Stworzenie i utrzy­manie rozległej sieci dróg miało więc kluczowe znaczenie dla utrzymania kontroli nad rozległym terytorium i sprawnego zarządzania nawet najdalszymi krańcami państwa. Istnienie takiej sieci dróg ułatwiało nie tylko przemieszczanie się w obrębie państwa, ale także umożliwiało szybkie przesyłanie wiadomości i towarów na znaczne odległości.

Drogi główne, zbudowane i utrzymywane przez Inków, czyli tzw. Qhapaq Ñan (Trakt Królewski) były używane tylko do celów państwowych. Poruszali się nimi głównie dostojnicy oraz wojsko. Tędy też transportowano towary na potrzeby państwa. Cały ruch na drogach był ściśle nadzorowany dzięki systemowi punktów kon­trolnych. Z drogami związana była złożona infrastruktura w postaci tambo (rodzaj zajazdów), magazynów, posterunków i stacji chasqui (gońców). Na trasie dróg wznoszono też państwowe centra administracyjne.

Prekolumbijska droga, brukowana i obmurowana (dorzecze Chicama, północne Peru), fot. A. Krzanowski

Ze stołecznego Cusco wycho­dziły cztery główne drogi pro­wadzące do czterech części, na które dzieliło się państwo. Jednakże, gdy patrzymy na in­kaską sieć drogową to widać, że jej osią, a zarazem kręgosłupem państwa była główna droga indyjska – tzw. Qhapaq Ñan – biegnąca górami przez całe im­perium na długości około 5300 km. Towarzyszyła jej równoległa droga nadbrzeżna biegnąca przez pustynie Peru i Chile (około 4500 km). Z nimi po­wiązana była cała siatka dróg, o znaczeniu drugorzędnym lub lokalnym, łączących poszczególne miejscowości.

Te trakty andyjskie były jednak bardzo specyficzne i często ich konstrukcja odbie­gała od naszych wyobrażeń drogi. Inkowie bowiem nie znali transportu kołowego i swoje drogi budowali jako przystosowane do poruszania się nimi przez pieszych i juczne lamy. Konsekwencją tego było m.in. budowanie schodów w wielu stromych miejscach oraz bardzo zmienna szerokość dróg.

Inkowie stosowali szeroką gamę technik budowy dróg. Właściwie nie istniało coś takiego jak standard konstrukcji drogi. Wynikało to z faktu, że drogi wytyczano przez bardzo zróżnicowane środowiska i krajo­brazy. Jedne biegły przez równiny nadbrzeżne i płaskowyże, inne stromymi stokami i graniami górskimi; jedne przecinały pustynie, inne wysokogórskie hale czy porośnięte lasem tropikalnym góry. Andyjscy budowniczowie dróg dostosowywali ich konstrukcję do lokalnych warunków. Droga mogła być szeroka nawet na 10-15 m, ale mogła mierzyć też zaledwie 1 m. Na pustynnym wybrzeżu czy na Altiplano drogę często sygnalizowano jedynie rzędami kamieni, ale w innych miejscach drogę brukowano i osłaniano murami. Na terenach podmokłych wznoszono groble, a na terenach skalistych drogę wykuwano bądź prowadzono na sztucznym tarasie.

Na osobną wzmiankę zasługują mosty wiszące. Budowano je w wielu miejscach, gdzie nie można było zrobić mostu z kamieni lub drewna, ze względu na głębokość kanionu i stromość zboczy. Mosty te ple­ciono ze sznurów, zawieszając je nawet kilkaset metrów nad korytem rzeki. Były to konstrukcje nad po­dziw trwałe i wytrzymałe. Ostatni taki most zbudowany przez Inków nad rzeką Apurimac runął dopiero w 1890 roku (katastrofa ta stała się kanwą słynnej powieści Thorntona Wildera „Most San Luis Rey”).

W trakcie moich długoletnich badań archeologicznych w Peru miałem okazję kilkakrotnie natknąć się na pozostałości dróg inkaskich, a nawet nimi się poruszać. W Andach tych dawnych szlaków jest wiele, często biegną przez pustkowia i grzbiety górskie, a dziś już nie są przez nikogo używane. Badacz dróg Inków John Hyslop podaje, że zidentyfikowane przez niego odcinki mierzą ponad 23 tys. kilometrów, ale zarazem szacuje, że cała sieć drogowa w państwie Inków mogła mierzyć dwa razy tyle.

W trakcie badań nad osadnictwem przedhiszpańskim w górnym dorzeczu rzeki Chicama w północnym Peru stwierdziłem istnienie rozbudowanej sieci dróg lokalnych biegnących na wysokościach 2850-3700 m n.p.m. Na znacznych odcinkach są one brukowane i obramowane kamieniami, a na stromych stokach wykonano stopnie oraz wsparto trakt murem oporowym.

Drogi te są wyraźnie powiązane z osadami miejscowej kultury Yuraccama, która rozwijała się w ostatnich wiekach przed konkwistą, a w schyłkowej fazie znalazła się pod wpływem Inków. Jest więc bardzo praw­dopodobne, że choć były one używane w czasach Inków, to zbudowano je wcześniej dla celów lokalnej komunikacji.

Autor na drodze inkaskiej przecinającej stromy stok (dorzecze Chicama, północne Peru), fot. A. Krzanowski

W innym regionie, w dorzeczu górnej Huaura w środkowym Peru, w pobliżu miasteczka Oyón, natrafiłem na bardzo interesujący, a nieznany wcześniej odcinek drogi królewskiej. Przekracza ona tutaj główną grań andyjską na przełęczy w Cordillera Rumi Cruz (4800 m n.p.m.). Szerokość drogi jest zmienna, wynosi od 1 do 6 m, w zależności od warunków terenowych. Na całym prześledzonym przeze mnie odcinku (ok. 10 km) droga jest brukowana, a na stokach wykuwano bądź układano schody. Wyjątkowy jest punkt, w którym droga przekracza potok Pucayacu (4410 m n.p.m.). Wiele wskazuje na to, że przeprawa przez Pucayacu była ważnym punktem na tej drodze inkaskiej. Zbudowano tu przejście mostowe, z którego zachowały się częściowo kamienne przyczółki. Od mostu prowadzą szerokie schody na wzniesienie, skąd roztacza się rozległy widok na drogę w obu kierunkach. Znajdują się tu pozostałości kilku niewielkich budynków, prawdopodobnie obiektów związanych z administracją drogową (punkty kontrolne lub ob­serwacyjne, schronienie dla gońców chasqui).

Drogi Inków, od stuleci nieużywane i zapomniane, uległy znacznym zniszczeniom, spowodowanym za­równo czynnikami naturalnymi, jak i działalnością człowieka – zwłaszcza w pobliżu miast oraz na tere­nach rolniczych. Ochroną konserwatorską objęto tylko nieliczne odcinki, głównie te mogące być atrakcją turystyczną (np. trakt Cusco-Machu Picchu). Dopiero od niedawna zaczęto dostrzegać potrzebę ochrony całości systemu komunikacyjnego Inków. Nie będzie to łatwe zważywszy na ogromne odległości oraz na fakt, że dziś drogi te znajdują się na terytorium aż 6 państw (Argentyna, Boliwia, Chile, Ekwador, Kolumbia i Peru).

Inkaskie schody prowadzące z mostu na wzniesienie z zabudowaniami (okolice Oyón, środkowe Peru), fot. A. Krzanowski

Kraje te czynią starania by Qhapaq Ñan – Królewska Droga Inków została zaliczona przez UNESCO w po­czet Światowego Dziedzictwa Kulturowego. Wniosek złożono w 2003 roku, ale by mógł być rozpatrzo­ny, musi zostać poparty szczegółową inwentaryzacją, która jeszcze się nie zakończyła. Objęcie ochroną wszystkich głównych dróg prekolumbijskich w Andach to zadanie trudne, wymagające współpracy międzynarodowej i znacznych nakładów finansowych. Należy jednak mieć nadzieję, że zapobiegnie to dalszej ich dewastacji i umożliwi zainteresowanym ich poznanie, np. w postaci wycieczek trekkingowych. Warto też zauważyć, że jeśli drogi Inków zostaną uznane za Światowe Dziedzictwo Kulturowe, to będzie to najdłuższy zabytek na liście UNESCO, jako że Wielki Mur Chiński mierzy „tylko” niecałe 6300 km.

 

Artykuł ukazał się w piśmie kulturalnym „Fragile” nr 3 (5) 2009.

 

Dodaj odpowiedź