Uwielbiam bezużyteczną wiedzę. Internetowe strategie oporu i ich perfumatywna siła

0
255

W swojej najnowszej książce, Gaga Feminism: Sex, Gender and the End of Normal, Judith „Jack” Halberstam zastanawia się nad nowym kształtem rzeczywistości, gdzie zacierają się płciowe, genderowe i seksualne granice, a symbolem nowego świata staje się Lady Gaga. Według Halberstam, feminizm w rodzaju Gaga faworyzuje postgenderową politykę i stawia na nieustanną zabawę regułami i zasadami heternormatywnego ładu. Z chaosu wyłaniają się nowe sposoby bycia, wiedzy, organizacji rodziny czy struktur społecznych, które przeczą logice, chronologii czy tak zwanemu „zdrowemu rozsądkowi”. Nie oznacza to rzecz jasna, że Halberstam ślepo podąża za estetyką i „filozofią” Lady Gagi, która, jeśli spojrzeć chociażby na wypowiedzi gwiazdy dotyczące tolerancji i prawa do zawierania małżeństw homoseksualnych, okazuje się – mimo że podyktowana jest zapewne tak zwaną „dobrą wiarą” – dość naiwna i normalizująca. Zamiast tego teoretyk w swoich rozważaniach odwołuje się do Gagi jako patrona nowego świata, który nie jest wyznaczany przez reguły kapitalistycznej polityki i przyświecające mu idee, a pośrednio łączy się z tym, co uosabia artystka.

Lady Gaga staje się ostatnią manifestacją całej linii kobiecych i queerowych performerów, którzy wykorzystywali swój czas w świetle reflektorów, żeby produkować funkowe formy anarchii, demonstrować wyzbyte sentymentów fascynacje utratą, brakiem oraz ciemnością i nieokrzesane show oraz odwoływać się do punktów stycznych między punkiem i glamourem po to, żeby odnaleźć hymny na cześć szaleństwa i przewrotów.

Halberstam nie interesuje więc Gaga wprost z list przebojów, której bliżej pewnie do innych pop- -gwiazd w rodzaju Madonny czy Britney Spears, ale bardziej mroczna, chaotyczna i niebezpieczna dla systemu, która zawdzięcza wiele artystom takim jak: Grace Jones, Marina Abramovic czy Poly Styrene z kapeli X-Ray Spex. Odwołując się do znaczenia w języku angielskim czasownika „to gaga”, który można by przetłumaczyć jako „wariować”, „dać się zatracić”, Halberstam zaznacza, że „Gaga feminizm jest niegrzeczny, nagły, bezkompromisowy i odważny”2. I właśnie dlatego może się stać odtrutką nie tylko na skostniałe akademickie formuły, ale i na problemy trawiące współczesny świat, którego krajobraz wyznacza kryzys ekonomiczny, środowiskowy i ekologiczny. W obliczu gwałtownych przemian, w wyniku których cierpią najbiedniejsi i przysłowiowe już „99 procent”, najwyższy czas na to, żeby „go gaga”. W 2011 roku protesty, zamieszki uliczne i ruchy spod znaku „occupy” wyznaczyły nowy rodzaj sprzeciwu, w którym forma liczy się tak samo jak treść: nie dające się już dłużej ugłaskać i zadowolić marszami czy wysuwaniem żądań, te nowe ruchy zamieniają politykę w performans i łączą anarchistyczną z gruntu nieufność wobec struktur z queerowymi nośnikami cielesnych przewrotów antynormatywnych interwencji.

 

I choć w akademickich kręgach część marksistowskich teoretyków odrzuciła queer studies jako „politykę cielesności”, to wspomniane ruchy demonstrują, że polityczny potencjał teorii spod znaku queer nie wyczerpuje się wcale na analizie odmiennych modeli ucieleśnienia i seksualności. Sam Halberstam zresztą w swojej poprzedniej książce, The Queer Art of Failure, pokazuje, że queer łączy się również z antynormatywnymi sposobami bycia i wiedzy, które w tym przypadku dotyczą w pierwszej mierze porażki, zapominania czy głupoty. Nowe ruchy polityczne, które celebrują samą obecność protestujących oraz brak jasnych postulatów, zdają się mieć świadomość tego, że sukces jest domeną i przywilejem nielicznych (zwłaszcza w obrębie kapitalistycznego systemu), dlatego źródła siły poszukują w porażce i przegranej. James C. Scott określa porażkę mianem „broni słabych” i analizuje sposoby, na jakie ludzie pozbawieni władzy organizują własne formy sprzeciwu wyrażającego się poprzez akcję, ale również ostentacyjną bierność, i składają na zestaw subwersywnych względem systemu gestów. I chociaż władza w każdym z przytaczanych przez niego przykładów różni się zasadniczo od tej egzekwowanej finansowo i biurokratycznie, zawsze znajduje się miejsce na opór, kreatywność i przebiegłość w walce z systemem. We wszystkich przypadkach lenistwo, niekompetencja, ospałość – rozumiane są przez system jako cechy mas, które nie są w stanie same się zorganizować i rządzić, wobec tego muszą być zarządzane. Ale równie dobrze, jak pokazuje Scott, można odwrócić tę logikę i potraktować wspomniane wyznaczniki jako odmowę udziału w kolonialnym, kapitalistycznym, feudalnym czy neoliberalnym systemie.

Cały artykuł dostępny jest w wersji papierowej „Fragile” nr 2 (20) 2013.

 

')}

Dodaj odpowiedź