Wszędzie, czyli nigdzie. O przynależności bez zakorzenienia w powieści Olgi Grjasnowej „Rosjanin to ten, kto kocha brzozy”

0
177

Tożsamość człowieka i proces jej kształtowania bywają postrzegane jako naturalny efekt życiowych doświadczeń. Mogą być jednak traktowane również jako zobowiązanie i zadanie, powstające w momencie utraty poczucia przynależności do wspólnoty[1]. Niezależnie od przyjętej perspektywy formowanie się tożsamości człowieka nie jest nigdy oderwane od czynników zewnętrznych. Jednostka zawsze pozostaje w sieci zależności – zarówno, gdy przyjmuje przekonania i wartości grupy, jak również wtedy, gdy rezygnuje z nich i odkrywa alternatywne możliwości. Żadna z tych opcji nie rozwiązuje także problemów z tożsamością. Zygmunt Bauman nie pozostawia złudzeń: wytworzenie się „podmiotowości refleksyjnej” nie doprowadzi do odkrycia „autentyzmu jestestwa”[2]. Dariusz Niedźwiedź z kolei wskazuje na przekształcania się, a nie zanikanie sposobów oddziaływania grupy na jednostkę:

„Społeczny kontekst tożsamości jest jaskrawo widoczny w dzisiejszych czasach, określanych w literaturze czasem dominacji, triumfu jednostki nad grupą (Naisbritt i Aburdence 1990). To zwycięstwo nie jest jednak bezwarunkowe i oczywiste. Z jednej strony mamy tutaj do czynienia z atrofią tradycyjnych więzi społecznych (np. rodzinnych, sąsiedzkich), ale z drugiej, z pojawienie się instytucji wtórnych, które w znaczący sposób wpływają na indywidualne biografie.”[3]

W świetle tych refleksji zasadne wydaje się pytanie o poczucie przynależności i wspólnotowość. Czy coraz bardziej kosmopolityczny świat pozwala na lokalne lub narodowe utożsamienie? Czy idee otwartości, tolerancji i wielokulturowości wystarczą do stworzenia ponadnarodowej wspólnoty? Odwołując się ponownie do badań socjologów, można zauważyć, że pomiędzy poczuciem przynależności lokalnej, etnicznej, religijnej, narodowej i ponadnarodowej nie musi istnieć sprzeczność, a zróżnicowane formy identyfikacji zależą od czynników sytuacyjnych[4]. Projekt nie uwzględnia jednak innego typu podmiotowości, w której przynależność do jakiejkolwiek grupy nie jest z góry nadana, ale wydaje się raczej procesem. O takim przypadku mówi Stella Grotowska, posługując się pojęciem tożsamości ponowoczesnej:

„Tożsamość ponowoczesna jest chwilowa, obowiązująca „do odwołania”, nie wskazuje kierunku, niczego nie określa, można powiedzieć, że sprowadza się do poszukiwania samoidentyfikacji.”[5]

Przywołany cytat  idealnie oddaje sytuację bohaterki powieść Olgi Grjasnowej; Rosjanin to ten, kto kocha brzozy koncentruje się wokół problemów z tożsamością i przynależnością do wspólnoty – a raczej jej brakiem. Masza Kogan, emigrantka z owładniętego wojną Baku, swoje dorosłe życie buduje od podstaw w innym państwie. Wielokulturowość Niemiec z pozoru nie stawia przed bohaterką dylematów związanych z określeniem swojej przynależności narodowej czy wyznaniowej. Alternatywą wydaje się kosmopolityczne stanie się „obywatelem świata”. Edukacja nastawiona na poznawanie języków, liczne podróże i staże zagraniczne, a w końcu decyzja Maszy o podjęciu pracy w Izraelu, to kolejne próby zacierania granicy między swoim a obcym. Powraca jednak pytanie o to, czy możliwe jest życie w świecie pozbawionym mocnych wspólnot. O pułapkach, jakie wpisane są w kosmopolityczne idee, pisze Gertrude Himmelfarb, wskazując, że mogą być one raczej destrukcyjne, jeśli chodzi o budowanie tożsamości:

„[Kosmopolityzm – przyp. D.P.] Jest utopijny nie tylko ze względu na nierealistyczne założenie o powszechności celów, aspiracji i wartości, lecz także w swoim nieuzasadnionym optymizmie. (…) Poza wszystkim kosmopolityzm przysłania, a nawet kwestionuje podstawowe dane egzystencji: rodziców, przodków, rasę, religię, dziedzictwo, historię, kulturę, tradycję, wspólnotę – i narodowość. To nie są, jak chce Nussbaum, akcydensy urodzenia. To są istotne cechy jednostki.” [6]

Sposób funkcjonowania Maszy w różnych wspólnotach, a jednocześnie brak przynależności do nich, jest literacką egzemplifikacją wspomnianych problemów. Grjasnowa pokazuje zarówno iluzje kosmopolitycznego, otwartego świata, jak również kruchość narodowych wspólnot niszczonych w imię nacjonalizmu.

 

Niemcy – język wykluczenia

„W 1996 roku byliśmy w Niemczech. W dziewięćdziesiątym siódmym pierwszy raz pomyślałam o samobójstwie”[7] – w ten sposób Masza kończy retrospektywne zarysowanie sytuacji w Azerbejdżanie, która doprowadziła do emigracji. Dla rodziców kobiety Niemcy wcale nie jawiły się jako państwo demokracji i dobrobytu, ale miejsce „gdzie popioły są jeszcze ciepłe”. Z racji żydowskiego pochodzenia mają możliwość emigracji do Izraela, jednak sytuacja tam wcale nie wydaje się lepsza niż w Rosji: „Matka codziennie mówiła o antysemityzmie w Rosji, ale w głębi ducha nie umiała wyobrazić sobie ojca w państwie żydowskim. Słowa: tereny okupowane, armia, państwo żydowskie nie pasowały do jej utopijnych wyobrażeń o przyszłości”[8]. Do tych wyobrażeń nie pasują również Niemcy, ale stają się jedyną alternatywą dla rodziny Koganów.

Masza niemal od początku kwestionuje możliwość adaptacji w nowym miejscu i społeczeństwie. Szkoła staje się symbolem biurokratycznej machiny, w zetknięciu z którą dziewczynka od samego początku czuje się przegrana: za niewystarczającą znajomość języka jest krytykowana nie tylko przez nauczycielkę niemieckiego, ale nawet matematyki czy geografii; nieprzystosowanie staje się dla niej ogromnym obciążeniem. Problem języka jako znaku obcości, jest zresztą przez Grjasnową podnoszony niemal nieustannie – akcent okazuje się sposobem na klasyfikowanie ludzi i legitymizowanie ich prawa do przebywania w Niemczech. Mechanizm ten uwidacznia się w najbardziej wyrazisty sposób w kontakcie z instytucjami państwowymi:

„Chodziłam z rodzicami do urzędu do spraw cudzoziemców, gdzie uczyłam się, że język oznacza władzę. Kto nie mówił po niemiecku, nie miał głosu, kto mówił łamaną niemiecczyzną, nie był słyszany. Wnioski rozpatrywano pozytywnie w zależności od wyrazistości akcentu delikwenta.”[9]

Jednak postrzeganie człowieka przez pryzmat umiejętności posługiwania się językiem niemieckim nie jest wyłącznie domeną szkoły czy administracji państwowej. Ocena bywa niekiedy wypowiadana przez przypadkowych rozmówców, jako kurtuazyjny komplement, mimo, iż jak twierdzi Masza: „prawie się nie odzywałam”[10].

Niemcy w powieści Rosjanin to ten, kto kocha brzozy, jawią się jako kraj imigrantów – w toku akcji poznajemy ich więcej niż obywateli tego kraju. Najbliżsi przyjaciele Maszy również mają za sobą doświadczenia zmiany miejsca zamieszkania i jest to czynnik bardzo mocno spajający niewielką grupę. Elias, który jako jedyny z istotnych dla powieści bohaterów, mocno wiąże Maszę z państwem niemieckim, szybko zostaje wykluczony z akcji utworu, a śmierć chłopaka staje się impulsem do wyjazdu do Izraela. Nawet jemu, choć był blisko z kobietą, nie udaje się do końca zrozumieć obciążeń wynikających z przeszłości. Inni takich starań w ogóle nie podejmują – tak, jak  profesor niemieckiego uniwersytetu:

„Praktykował wielokulturowość w salach konferencyjnych, budynkach konferencyjnych i drogich hotelach. Integracja znaczyła dla niego żądanie mniej chust, więcej skóry, poszukiwanie ekskluzywnych win i niezwykłych celów podróży.”[11]

Masza w zachowaniu profesora dostrzega egzemplifikację pozornej otwartości, za którą kryją się takie same stereotypy i uprzedzenia, jakimi kierują się osoby jawnie niechętne wobec imigrantów. Zarówno w jednym, jak i w drugim przypadku nie ma bowiem mowy o poznaniu inności i wyjściu ponad narodowe przyporządkowania.

Nie tylko wspólnota oparta na języku, posługuje się nim jako narzędziem podziału. Z ograniczeń wynikających z posługiwania się nie-swoim językiem zdaje sobie również sprawę bohaterka. Mimo doskonałej znajomości niemieckiego, w sytuacji skrajnej, gdy musi poinformować rodziców chłopaka o wypadku, poczucie używania obcego języka staje się najbardziej dojmujące.

 

Izrael – rysy obcości

„- Co sądzisz o tej sytuacji? Jako Żydówka?
– Daniel, spadaj z tym gównem. Czego w ogóle ode mnie chcesz. Mieszkam w Niemczech. Mam niemiecki paszport. Ja to nie Izrael. Nie ma mnie tam.”[12]

Będąc w Niemczech, Masza wydaje się zupełnie ignorować kwestię swojego żydowskiego pochodzenia. W rozmowie całkowicie wypiera się związków z państwem Izraelskim, co zresztą jest zgodne z prawdą. W większości przypadków jest postrzegana jako imigrantka z ZSRR, z Azerbejdżanu, chociaż to właśnie dzięki żydowskiemu pochodzeniu matki  wyjazd całej rodziny był możliwy. Kolejny paradoks wynika z faktu, iż konieczność opuszczenia Baku nie jest skutkiem azerskiego lub ormiańskiego pochodzenia – ojciec Maszy jest Rosjaninem nie z własnej woli uwikłanym w narodowościowy konflikt: „Wycofali z ministerstwa wszystkich Rosjan i posłali ich jako niezależnych obserwatorów do Karabachu (…) Podobno Rosjanie byli neutralni, ale Azerowie sądzili, że ojciec sympatyzuje z Ormianami, a Ormianie, że z Azerami”[13]. Odmienne pochodzenie rodziców, fakt urodzenia w kraju, z którym nie jest związana etnicznym pochodzeniem, czyni sytuację Maszy jeszcze bardziej skomplikowaną. Wyjazd do Izraela nie jest próbą odnalezienia żydowskiej tożsamości, gdyż wydaje się ona zbyt rozmyta i niejednoznaczna. Krewni przebywający w Tel Awiwie są tylko nierzeczywistymi postaciami na fotografiach przesyłanych w listach do matki Maszy. Dopiero gdy kobieta decyduje się podjąć pracę w Izraelu, po raz pierwszy ma okazję naprawdę ich poznać. Znacząca jest jednak jedna z pierwszych rozmów z Hannah, która odbiera ją z dworca Ben Guriona:

„- Miałam nadzieję, że będziesz do mnie podobna.
– Jesteśmy tylko kuzynkami.
– Ale ty w ogóle tak nie wyglądasz.
– Jak?
– Jak Żydówka.”[14]

Dialog kobiet pokazuje, jak niewiele trzeba, by podważyć familijne powiązania i pochodzenie. Nawet Hannah, której rodzina również ma za sobą doświadczenie emigracji, posługuje się bardzo wątpliwymi kategoriami podobieństwa i cech charakterystycznych dla danej wspólnoty. Masza już na samym początku pobytu w Izraelu zostaje postawiona na obrzeżach obu grup, jako osoba obca, inna, wyróżniająca się, choć w związku z pochodzeniem jej ojca trudno oczekiwać tak wyraźnego podobieństwa do rodziny matki.

Pobyt w Izraelu jest okazją do przemyślenia i próby zdefiniowania pojęcia domu. Telefoniczne rozmowy z rodzicami budzą sprzeczne emocje – tęsknota za bliskimi osobami uruchamia również wspomnienie zmarłego Eliasa. Znamienne jest, że Masza nie powraca myślami do miejsc, a jedynie do kręgu najbliższych sobie ludzi. Dom jest dla niej jednak pojęciem przestrzennym i nadal nie potrafi go zlokalizować. Myśl o miejscu bliskim, dobrze znanym także okazuje się ambiwalentna, bo: „pojęcie ojczyzna zawsze kojarzyło mi się z pogromem[15]”.

 

Rosja, Azerbejdżan – świadomość wykorzenienia

Chociaż ani Rosja ani Azerbejdżan nie stają się miejscem akcji powieści, to na poziomie fabularnym są niezwykle ważne, zarówno dla Maszy, jak i dla jej rodziny. Rozpad ZSRR i wojna w Azerbejdżanie sprawiają, że nie istnieje już możliwość powrotu do dawnego życia i rozdział ten musi zostać definitywnie zamknięty. Mimo to nawiązań do przeszłości odnajdujemy na kartach powieści wiele.

Masza relacjonuje wydarzenia w Baku, nie umiejąc całkowicie zrezygnować z perspektywy dziecka, którym była w momencie wybuchu wojny. Nie potrafi uwolnić się od zapamiętanych obrazów, szczególnie wspomnienia śmierci młodej kobiety, a znakiem traumy, która rzutuje na całe późniejsze życie, jest również posługiwanie się trzecioosobową narracją podczas opisywania tego, czego była świadkiem. Jednocześnie po latach jej spostrzeżenia są bogatsze o informacje o początkach konfliktu o Górski Karabach oraz refleksje o naturze sporów – nacjonalistycznych nastrojach wśród Azerów i Ormian i etnicznych, nie zawsze wyrazistych, podziałach:

„Nienawiść nie była sprawą osobistą, była strukturalna. Ludzie nie mieli twarzy, oczu, nazwisk, zawodów – stali się Azerami, Ormianami, Gruzinami i Rosjanami. Ludzie, którzy znali się przez całe życie, zapominali wszystko, co wiedzieli o sąsiadach. Zostawała tylko domniemana narodowość.”[16]

Ponadnarodowa wspólnota funkcjonująca w ramach ZSRR rozpada się w imię narodowych dążeń. Nie daje już poczucia bezpieczeństwa ani stabilizacji, ale cały świat wartości, które reprezentowała, jest niezbywalnym elementem tożsamości. Patrząc na rodziców Maszy, można odnieść wrażenie, że mimo wyjazdu do Niemiec nigdy w pełni nie zamknęli poprzedniego etapu życia. Zachowania i skojarzenia wydają się nie tylko nawykami, ale wypływają raczej z podświadomości. Ojciec Maszy przed podróżą, zgodnie z rosyjską tradycją, zastyga w bezruchu, a znakiem akceptacji chłopaka córki jest zrusyfikowanie i zdrobnienie jego imienia z Eliasa na Eliszę. Pamięć emigrantów działa w szczególny sposób i dokonuje selekcji wspomnień:

„(…) rodzice siedzieli na kanapie, wspominali, jak morze połyskuje w zatoce Baku, wycieczkowe parowce i gościnne występy Rostropowicza. Zachowali prawie wyłącznie piękne wspomnienia. Świadomie zapomnieli o korupcji, Froncie Narodowym i kilometrowych kolejkach przed pustymi sklepami spożywczymi i zachodnimi ambasadami.”[17]

Powyższą scenę z łatwością można wpisać w rozważania o nostalgii. Marek Zaleski charakteryzując zjawisko, opisuje je nie tylko jako doświadczenie negatywne, ale także jako figurę zadowolenia – „u źródła jakiego leży zapomnienie, pamięć pozbawiona bólu[18]”. Zupełnie przeciwne doświadczenie staje się udziałem Maszy, u której nostalgia staje się raczej tożsama z dotkliwym brakiem i płynącym stąd poczuciem nieprzystosowania. Dwa oblicza tego samego doznania powodują skrajnie różne konsekwencje. Rodzice Maszy we wspólnocie obywateli rosyjskich, chociaż utraconej i w gruncie rzeczy wyimaginowanej, upatrują tak mocnego punktu oparcia, że nawet doświadczenie emigracji nie jest w stanie zdeprecjonować przeszłości. Dla ich córki wspomnienie porzuconego domu nierozerwalnie wiąże się z traumą, która rzutuje na całe dalsze życie.

*

Współczesne badania humanistyczne chętnie wiążą pojęcie tożsamości z miejscem, Rosjanin to ten, kto kocha brzozy jest przykładem, że znalezienie takich związków nie zawsze jest możliwe oraz, że niekoniecznie mają one charakter pozytywny i konstytuujący. Masza to przedstawicielka bardzo specyficznego pokolenia, które nigdy nie doświadczyło zakorzenienia w jakiejkolwiek wspólnocie. Przynależność jednostki do danej grupy nie jest już tak oczywista – przestaje wynikać z faktu urodzenia w danej wspólnocie, ale często staje się przedmiotem dobrowolnego wyboru. Żydówka, Azerbejdżanka, Niemka, Rosjanka? Żadne z tych określeń nie charakteryzuje Maszy w pełni, wszystkie są narzuconymi kategoriami, a nie odpowiedzią bohaterki na pytanie o własną tożsamość.

Niektóre obserwacje dotyczące życia na emigracji pojawiły się już w literaturze (dobrym, bo bardzo bliskim tematycznie przykładem jest Ministerstwo bólu Dubravki Ugrešić), ale Grjasnowa w centrum swojego zainteresowania stawia bohaterkę, której wspomnienia dawnej wspólnotowości są już tylko zapośredniczone i stanowią swego rodzaju kulturowe dziedzictwo. Albo raczej obciążenie – ze względu na swój utopijny charakter.

 

 

Przypisy:

[1] Zob. Z. Bauman, O tarapatach tożsamości w ciasnym świecie, w: Dylematy wielokulturowości, W. Kalaga (red.), Kraków 2007.
[2] Tamże, s. 30.
[3] D. Niedźwiedzki, Migracje i tożsamość. Od teorii do analizy przypadku, Kraków 2010, s. 140-141.
[4] Tamże, s. 142.
[5] S. Grotowska, Tożsamość jednostki w perspektywie wydarzeń i planów życiowych, w: I. Szlachcicowa (red.)  Biografia a tożsamość, Wrocław 2003, s. 84.
[6] G. Himmelfarb, Iluzje kosmopolityzmu, „Znak” 2010, nr 664, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6642010gertrude-himmelfarbiluzje-kosmopolityzmu/ (dostęp: 28.02.2016)
[7] O. Grjasnowa, Rosjanin to ten, kto kocha brzozy, przeł. E. Kalinowska, Wołowiec 2015, s. 45.
[8] Tamże, s. 44.
[9] Tamże, s. s. 33.
[10] Tamże, s. 16.
[11] Tamże, s. 29.
[12] Tamże, s. 55.
[13] Tamże, s. 107.
[14] Tamże, s. 148.
[15] Tamże, s. 177.
[16] Tamże, s. 41.
[17] Tamże, s. 47.
[18] M. Zaleski, Formy pamięci, Gdańsk 2004, s. 12.

 

Bibliografia:

Grjasnowa O., Rosjanin to ten, kto kocha brzozy, przeł. E. Kalinowska, Wołowiec 2015.
Bauman Z., O tarapatach tożsamości w ciasnym świecie, w: Dylematy wielokulturowości, W. Kalaga (red.), Kraków 2007
Grotowska S., Tożsamość jednostki w perspektywie wydarzeń i planów życiowych, w: I. Szlachcicowa, Biografia a tożsamość, Wrocław 2003.
Himmelfarb G., Iluzje kosmopolityzmu, „Znak” 2010, nr 664, http://www.miesiecznik.znak.com.pl/6642010gertrude-himmelfarbiluzje-kosmopolityzmu/ (dostęp: 28.02.2016)
Kubitsky J., Psychologia migracji, Warszawa 2012.
Niedźwiedzki D., Migracje i tożsamość. Od teorii do analizy przypadku, Kraków 2010.
Pawlik D., W drodze znikąd i donikąd. Olga Grjasnowa: Rosjanin to ten, kto kocha brzozy, „Tygiel Kultury” 2015, nr 1-6.

 

O. Grjasnowa, „Rosjanin to ten, kto kocha brzozy”, przeł. E. Kalinowska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2015.

Dodaj odpowiedź