„Dobrzy ludzie” na „dobrej drodze” do okrucieństwa w filmach Larsa von Triera

0
576

 

Okrutników zwykło się przyrównywać do bestii, przypisując im „nieludzkie” cechy; okrucieństwo zaś postrzegać w kategoriach zezwierzęcenia ludzkich zachowań, odejścia od człowieczeństwa. Tymczasem okrucieństwo jest cechą typowo ludzką, jest formą agresji służącą jedynie zadawaniu bólu; bezproduktywną, niemającą na celu ani ochrony życia, ani zdobycia pożywienia, a zatem, w świecie zwierząt, zbędną. „Człowiek-niszczyciel może być nazwany złym, destrukcyjność bowiem jest zła, ale przecież nie przestaje on być ludzki. Nieprawdą jest, że »cofa się do poziomu zwierzęcia«, nie powodują nim zwierzęce instynkty; nie może przecież zmienić struktury swojego mózgu (…) dla człowieka zahamowanie rozwoju i wybór zła jest równie naturalną możliwością jak pełna rozwoju produktywność”[1].

Problem dobra i zła, będący kluczowym zagadnieniem w opisie ludzkiego okrucieństwa, jest ważnym elementem twórczości Larsa von Triera. Duński reżyser sam przyznaje, że w wielu jego filmach chodzi o walkę dobra ze złem: „ale również w znacznym stopniu o to chodzi w moim życiu. Zostałem tak wychowany, aby nie wierzyć w Dobro i Zło. Zostałem tak wychowany, aby wierzyć, że wszystko ma swoje wytłumaczenie. Absolutne skrajności, takie jak dobro i zło nie istnieją, istnieje natomiast coś takiego jak pomyłka czy nieporozumienie”[2].

Wielu bohaterów filmów von Triera staje się zbrodniarzami przez „nieporozumienie”. Jak Selma z Tańcząc w ciem­nościach, skazana na karę śmierci za bezlitosne zabicie własnego przyjaciela. Ale przecież czyn ten nie był moty­wowany okrucieństwem, był tylko nieudaną próbą naprawienia niesprawiedliwości, jakiej doznała Selma, próbą uczynienia dobra. O przypadkowych zbrodniarzach opowiada też tzw. europejska trylogia (Element zbrodni, Epi­demia, Europa). Wszystkie trzy filmy przedstawiają „w zasadzie tę samą historię (…) młodego idealisty, który pełen najlepszych intencji ląduje w chaotycznym i trudnym do opanowania środowisku i staje się tym, który rozpętuje katastrofę”[3].

Zło może być próbą naprawienia zła, a więc drogą do dobra. Zbrodnia może być niefortunnym zbiegiem okolicz­ności. Okrucieństwo jednak trudno nazwać przypadkiem, jest aktem świadomym, świadomie złym, ale nie zawsze jest aktem okrutnika. Filmy Trierowskiej amerykańskiej trylogii (dotychczas zrealizowane dwa) Dogville Manderlay oraz film Thomasa Vinterberga Moja droga Wendy, do którego Lars von Trier napisał scenariusz, przedstawiają hi­storie dobrych ludzi, którzy, w swoim mniemaniu, postępując cały czas dobrze, popełniają okrutne czyny. Świado­mi własnych okrucieństw wierzą, że są sprawiedliwi.

 

Moja droga Wendy – rzeź nieudaczników

W południowoamerykańskim, górniczym miasteczku, w którym rozgrywa się akcja filmu, funkcjonuje model „prawdziwego mężczyzny” – twardziela z bronią, utrzymującego rodzinę ze swojej ciężkiej pracy w kopalni. Dick jest młodzieńcem, który do tego modelu zupełnie nie pasuje: pacyfista, nienadający się na górnika sklepikarz, trochę zdziecinniały i rozpieszczany przez swoją gosposię, Clarabelle. Typowy miejscowy nieudacznik.

Jego życie zmienia się gdy, przypadkiem, zostaje posiadaczem broni. Odkrywa wówczas, że mając ją przy sobie staje się silniejszy, pewny siebie, zdolny stawienia czoła społeczności twardzieli z Południa. Nieoczekiwanie broń, w przekonaniu Dicka, czyni jego życie lepszym. Próbując rozwiązać ten moralny dylemat, nazywa sam siebie „uzbrojonym pacyfistą” i tworzy ideologię, która ma usprawiedliwiać jego postawę.

 

Droga Dicka do okrucieństwa wiedzie przez trzy krucjaty. Pierwszą jest ulepszenie życia innych nieudaczników, poprzez uczynienie z nich uzbrojonych pacyfistów. Krucjata odnosi sukces, razem z innymi sprzedawcami: Ste­viem i Susan, kalekim Huey’em i jego wiecznie obrywającym w szkole bratem Freddiem, Dick tworzy grupę miłośników broni, nazywając sa­mych siebie dandysami. Ich uzbrojony pacyfizm stopniowo podlega instytucjonalizacji, na którą składają się: charakterystyczne dandysow­skie stroje, ustalenie stałego miejsca spotkań (budynek starej kopalni) i sakralizacja go poprzez nazwanie świątynią; wybór przywódcy (Dick) i ustanowienie zasad, dotyczących posługiwania się własnymi rewolwe­rami: „Nosić [je] ale nie wymachiwać. To tylko wsparcie moralne. Strze­lać można tylko w ciemnościach kopalni. Nie wynosić ich na światło dzienne, nie pokazywać, nie budzić. Raz obudzone zaczęłyby zabijać, zgodnie z naturą”[4].

 

Tworząc wspólnotę, przestają być nieudacznikami, a życie każdego z nich rzeczywiście zmienia się na lepsze. Wtedy Dick podejmuje decy­zję o przeprowadzeniu drugiej krucjaty, uczynieniu z mordercy (Seba­stiana) dandysa. Przekonanie przestępcy do uzbrojonego pacyfizmu, ofiarowanie mu broni po to, by nie strzelał, wydaje się być co najmniej dziwnym projektem resocjalizacyjnym. I nie odnosi pełnego sukcesu, ale mimo to dandysi decydują się rozpocząć trzecią krucjatę, przekonać Clarabelle do swojej idei.

Clarabelle, paraliżowana bezpodstawnym strachem przed gangami, panicznie boi się wyjść z domu. Według zało­żeń Dicka przestanie się bać, jeśli będzie miała przy sobie broń. Sprawdzianem tej teorii ma być wysłanie uzbrojonej staruszki z wizytą do krewnej mieszkającej po drugiej stronie placu Electric Park. Ta krucjata ponosi zupełną klęskę – przerażona Clarabelle bierze, usiłującego pomóc jej, policjanta za bandytę i w obronie własnej zabija go. Dandysi stają się współodpowiedzialni za zabójstwo stróża prawa. Mimo to, nie kapitulują, postanawiają dowieść swojej słuszności, stawiając czoła policji. Jest to zaprzeczeniem ich pierwotnych deklaracji o strzelaniu wyłącznie w kopal­ni, ale powoduje nimi przekonanie, że muszą odprowadzić Clarabelle na umówione spotkanie. Ich decyzja, która, w ich odczuciu, może uchodzić za szlachetną pomoc staruszce, jest tak naprawdę skazaniem siebie i jej na śmierć.

Nieugięta postawa dandysów zostaje skonfrontowana z nieugiętą postawą policji, co doprowadza do strzelaniny w centrum miasta. Dandysi walczą dzielnie i ofiarnie, w imię czego? Przekonań, które okazały się nie słuszne? Ich uzbrojony pacyfizm w konsekwencji sprowadził ich do roli gangu walczącego z policją, którego ofiarą stała się Cla­rabelle, zgodnie z jej największymi obawami. Wszyscy dandysi giną, wierząc w zbawienną ideologię, która okazała się jedynie drogą na skróty do śmierci.

 

Dogville – sadyzm łaskawców

O głównym bohaterze Elementu zbrodni Lars von Trier mówi: „Fisher jest przedstawicielem humanistów, którzy czę­sto byli głównymi postaciami w moich filmach. I gówno im wychodzi! On zakłada, że dobro i zło nie istnieją. Ale te pojęcia tam istnieją – i to w jak najwyższym stopniu. Czy to ludzie odpowiadają za nie czy natura, nie potrafię na to pytanie odpowiedzieć. Kwestia dobra i zła ma z pewnością fundamentalny charakter”[5].

Tego typu humanistą jest w Dogville Tom Edison Jr. – pisarz chlubiący się tym, że „przebił się przez ludzką duszę aż do jej lśniącego jądra”[6], który w trudnych czasach wielkiego kryzysu wskazuje swojej społeczności moralnie-właś­ciwe wyjście z każdej sytuacji, organizując specjalne spotkania w celu „moralnej remilitaryzacji”. Jego edukacyjna działalność nabiera szczególnego znaczenia, gdy w Dogville pojawia się Grace, ofiara gangsterskich porachunków szukająca schronienia w mieście.

Początkowym problemem jest kwestia obcości uciekinierki. Jako osoba z zewnątrz, nieposiadająca żadnych funkcji w społeczności miasta, jest w Dogville niepotrzebna. Sytuacja się zmienia, gdy, za radą Toma, Grace oferuje swoją pomoc w wykonywaniu prac, które nie są niezbędne, ale pożyteczne. W ten sposób awansuje w lokalnej hierarchii i będąc ciągle obcym, staje się jednocześnie „przydatnym elementem społeczności”. Zyskując funkcje zdobywa sobie akceptację i życzliwość mieszkańców, wobec czego przezwyciężenie obcości wydaje się być tylko kwestią czasu.

Jednakże proces asymilacji zostaje zakłócony, w momencie gdy w mieście pojawia się policjant z listem goń­czym, przedstawiającym Grace jako winną groźnych napadów na banki. Mieszkańcy Dogville wiedzą, że to oskar­żenie jest bezpodstawne, ale jednocześnie zdają sobie sprawę, że ukrywając Grace sami popełniają przestępstwo. Ich zgoda na jej pozostanie w mieście nie jest już tylko aktem miłosierdzia, jest, w pewnym sensie, współudziałem w zbrodni. Nie chcąc myśleć o sobie jako o zbrodniarzach, uważają, że należy im się jakaś rekompensata za te niesłuszne oskar­żenia. W ten sposób pozycja Grace w społeczności Dogville ponownie się zmienia, staje się dłużnikiem zobowiązanym do spłacenia należności swoim wybawicielom. Jej dług rośnie z każdą kolejną wizytą policji w mieście do tego stopnia, że w końcu zostaje jej odebrane wszystko, oprócz obowiązków. Traci wszystkie prawa, w tym prawo do decydowania o sobie, które pozwalałoby jej zwyczajnie opuścić miasto. Wykorzystywana, gwałcona, poniżana, postanawia w końcu uciec. Jednak jej próba ucieczki zostaje udaremniona, a ona sama od tego czasu zostaje więźniem.

 

W ten sposób powstaje sytuacja, przypominająca nieporozumienie, bowiem od samego początku tej historii problemem była obecność Grace w Dogville, a zatem jej ucieczka z miasta powinna być, dobrym dla obu stron, rozwiązaniem tego problemu. Jednak dla mieszkańców Dogville jest ona tylko aktem niewdzięczności, pogardą wobec łask, jakimi obdarzyli Grace w potrzebie. Jest zrównaniem ich z gangsterami, poprzez potraktowanie ich jako ludzi, przed którymi się ucieka. Rozumieją, że nie są już dla Grace wybawicielami, a oprawcami i nie godzą się na taka ocenę, kolejny raz żądają zadośćuczynienia w imię naprawienia niesprawiedliwości. Inną sprawą jest to, że Grace, pozbawiona możliwości decydowania o sobie, nie miała prawa opuścić miasta. To mieszkańcy Dogville przyznali jej prawo azylu i tylko oni mogą je jej odebrać. Posiadając pełną kontrolę nad jej losem, stają się sady­stami. Są doskonałą ilustracją teorii Ericha Fromma, mówiącą o tym, że „rdzeniem sadyzmu (…) jest pragnienie posiadania absolutnej i nieograniczonej kontroli nad istotami żywymi”, zajęcie względem nich pozycji boga[7]. Przy czym Fromm zaznacza, że sadyzm dotyczy szczególnie takich właśnie mieszkańców Dogville, nieposiadających wiele i niewiele mogących, ubogich w życiowe osiągnięcia i możliwości. „Doświadczenie absolutnej kontroli nad drugą istotą ludzką, wszechmocy wobec niej w istocie tworzy iluzję przekraczania ograniczeń ludzkiej egzystencji, w szczególności dla tych, których życie wyprane jest z produktywności i radości. Sadyzm (…) jest transformacją niemożności w doświadczenie wszechmocy, jest religią ludzkich kalek”[8].

Projekt „moralnej remilitaryzacji” Dogville ponosi klęskę, mimo, że cały czas przebiegał zgodnie z planem Toma, realizując zawsze jego moralnie-właściwe rozwiązania każdego problemu. To, w gruncie rzeczy, jego przewodni­ctwo doprowadziło sytuację do punktu wyjścia, choć z zamianą ról: wybawiciele stali się oprawcami, a gangsterzy dobroczyńcami, którzy wyzwalają Grace z niewoli „dobrych ludzi”. Kolejny raz von Trier stawia znak równości mię­dzy nieudacznikami a gangiem.

 

Manderlay – zbrodnie uciskanych

Manderlay, stanowiącym kontynuację Dogville, rolę humanisty, którego teorie ponoszą klęskę, odgrywa Grace. Powodowana wzniosłymi hasłami o wolności, postanawia wyzwolić mieszkańców Manderlay, zapomnianego przez świat majątku, w którym ciągle panuje niewolnictwo. Taki stan rzeczy jest psychologicznym osiągnięciem właścicielki majątku, która zarządzała swoimi niewolnikami na podstawie stworzonej przez siebie księgi, dzieląc ich według osobowości na siedem kategorii i określając jednocześnie jak należy z każdym postępować. Grace Księgę Pani, jak i całą wytworzoną na jej podstawie hierarchię społeczną, uważa za okrucieństwo, dlatego z po­mocą gangsterów niszczy ją i tworzy „wyzwoloną inicjatywę” – rolniczą wspólnotę produkcyjną. By nauczyć wy­zwoleńców funkcjonowania w wolnym świecie, Grace organizuje dla nich umoralniające lekcje (zupełnie jak Tom w Dogville).

Początkowo nie jest łatwo, gdyż niewolnicy pozbawieni dotychczasowych obowiązków nie wiedzą, co mają robić, nie orzą pól i nie sieją bawełny, ponieważ nikt im tego nie każe robić. Grace nie wie, że już trzeba rozpocząć upra­wę; niewolnicy wiedzą, ale boją się wyjść z inicjatywą, boją się samodzielnych decyzji. Ich postawa ugruntowuje nieznającą się na rolnictwie, Grace w roli decydentki, a to przynosi wspólnocie kolejne katastrofy. By mieszkańcy Manderlay mogli wyremontować swoje zniszczone domy, pozwala im wyciąć drzewa z Ogrodu Starej Pani, nie wiedząc o tym, że ogród ten służył także ochronie pól bawełny przed burzami piaskowymi. Taka burza nadchodzi w momencie, gdy bawełna zaczyna dojrzewać, skutkiem czego „wyzwolona inicjatywa” Manderlay bankrutuje. Następnie przychodzi głód, choroby, okradanie się nawzajem z jedzenia i wyroki śmierci za tę zbrodnię.

 

Ciężkie czasy jednak mijają. Zapowiadają się rekordowe zbiory, które mają zapewnić wspólnocie dobrobyt i uwień­czyć sukcesem misję Grace. Wtedy następuje kolejna katastrofa – pożar niszczy chaty niewolników i niesprzedaną jeszcze bawełnę. Co więcej, giną pieniądze wspólnoty, które jak się okazuje zostały wydane przez ich strażnika na grę z szulerem. „Wyzwolona inicjatywa” ostatecznie zwraca się prze­ciwko Grace i jej zasadom. Wszyscy pragną przywrócić stare prawa, ale brakuje im pani, a nie chcą, by została nią Grace, gdyż ona chciała zmusić ich do wolności siłą. Nie postrze­gała ich jako osoby, ale jako materiał na nowe społeczeństwo, którego funkcjonowanie poddane było ścisłym regułom – zupełnie tak samo jak za czasów pani. Jedyna różnica polegała na tym, że reguły ustalała Grace – osoba, która zamiast kompetencji miała wzniosłe hasła.

Okazuje się, że Księga Pani została spisana przez samych niewolników, którzy doskonale wiedzieli, że zostali po­dzieleni na kategorie i znali swoją przynależność do nich. Nie postrzegali tego jako okrucieństwa, uważali, że jest to pożyteczne, ponieważ definiuje miejsce każdej jednostki w społeczeństwie. Sklasyfikowani jako „dumni” zacho­wywali się dumnie, określeni mianem „miłych” byli mili dla pozostałych. Wszyscy doskonale wiedzieli, czego się od nich oczekuje i jak sprostać tym oczekiwaniom, dlatego życie w niewoli było dla nich łatwiejsze, nie było okrutne. Dopiero po wprowadzeniu „wyzwolonej inicjatywy” poznali cierpienie, klęski urodzaju, głód, śmierć, zbrodnie i nie­sprawiedliwość. Grace jako wyzwolicielka okazała się być inspiratorką najgorszych ludzkich zachowań.

*

Droga do okrucieństwa, jaką przedstawił Lars von Trier w tych trzech historiach składa się z takich samych elemen­tów. Punktem wyjścia są „dobrzy ludzie”, czy to miejscowi nieudacznicy, ubodzy mieszkańcy równie ubogiego miasteczka, niewolnicy, czy też szlachetna Grace. Wszyscy oni zostają okrutnikami i to nie w wyniku jakichś nie­oczekiwanych, niefortunnych zdarzeń, które nie pozostawiają im wyboru i zmuszają do postąpienia wbrew sobie. Wszyscy oni zgodnie i konsekwentnie kierują się własną filozofią życiową, która każe im postępować słusznie, sprawiedliwie i dobrze. I to właśnie w tej filozofii von Trier dostrzega mechanizmy nakręcające tragedię.

 

Całe okrucieństwo świata wpisane jest w dobre intencje. Można zaryzykować stwierdzenie, że nie ma człowieka, którego życiową motywacją byłoby czynienie zła. Wszelkie okrutne czyny motywowane są zawsze dobrem, choć­by nawet pojmowanym w wypaczony sposób. Okrutnik zawsze dysponuje przesłankami świadczącymi o tym, że jego zbrodnie coś ulepszają (choćby nawet tylko jego samopoczucie). Tak samo, nie ma ideologii, która nie chciałaby naprawić świata. Wszelkie, nawet zbrodnicze, ustroje zawsze dążą do zaprowadzenia sprawiedliwszej i lepszej rzeczywistości. Pomiędzy „uzbrojonym pacyfizmem”, faszyzmem, „moralną remilitaryzacją”, nazizmem, „wyzwoloną inicjatywą” i komunizmem można postawić znaki równości.

Dicka, Thomasa i Grace można nazwać wyzwolicielami, albowiem każde z nich posiada plan uczynienia czyjegoś życia lepszym. Dick wybawia nieudaczników, Thomas poprzez ocalenie Grace chce wyzwolić całe Dogville od moralnego znieczulenia, Grace ofiarowuje wolność niewolnikom. I jak typowi wyzwoliciele, ratują światy, a nie człowieka. Bowiem wyzwala się zawsze społeczeństwa, nigdy jednostki. Grace ratuje całe Manderlay, nie znając nawet dobrze imion wszystkich jego mieszkańców; Thomas, pomagając Grace, kieruje się przede wszystkim do­brem miasta; Dick, ignorując przerażenie Clarabelle udowadnia słuszność własnej teorii. Tymczasem dobro i zło istnieją jako cechy ludzkie, ale nade wszystko indywidualne. Nie istnieje zinstytucjonalizowane dobro, a wszelkie próby czynienia go według zasad są prostą drogą do okrucieństwa. Rygorystyczne przestrzeganie założeń przyję­tej teorii pozbawia człowieka możliwości, wpychając go na jedyną słuszną drogę. Kiedy nie ma wyboru, postępuje zawsze według schematu, zgodnie z ideologią, i tylko od okoliczności będzie zależało to, czy jego postępowanie będzie służyć dobru czy złu.

Lars von Trier w swoich filmach przedstawia okrutników jako prostych, dobrych ludzi. Nie są to zezwierzęcone bestie, społeczni degeneraci, jednostki pozbawione moralności. Trierowscy okrutnicy to, w gruncie rzeczy, ludzie słabi, skrzywdzeni przez życie, co znowu jest ilustracją teorii Fromma, twierdzącego, że okrucieństwo jest możli­wością każdego człowieka, która uzewnętrznia się w przypadku „braku warunków sprzyjających wzrostowi”[9].

Artykuł ukazał się w piśmie kulturalnym „Fragile” nr 1 (7) 2010.


[1] E. Fromm, Anatomia ludzkiej destrukcyjności, Poznań 1999, s. 293-294.

[2] L. von Trier, Spowiedź DOGMA-tyka, Kraków 2001, s. 108.

[3] Tamże, s. 163-164.

[4] Moja droga Wendy, reż. T. Vinterberg, Dania, Francja, Niemcy, Wielka Brytania 2005.

[5] L. von Trier, dz. cyt., s. 108-109.

[6] Dogville, reż. L. von Trier, Dania, Finlandia, Francja, Holandia, Ja­ponia, Niemcy, Norwegia, Szwecja, USA, Wielka Brytania, Wło­chy 2003.

[7] E. Fromm, dz. cyt., s. 323.

[8] Tamże, s. 325.

[9] Tamże, s. 294.

Dodaj odpowiedź