Krew to życie. Krótki przegląd historii wampira w Polsce i nie-Polsce

1
1689

Jules Michelet napisał, że wampiryzm to „wstrętna myśl słowiańska”[1]. Rzeczywiście, w naszym kręgu kulturowym nie brakuje podań o wąpierzach – strasznych kreaturach, które nocą dosłownie wysysają życie, wbijając zęby w smakowite tętnice. Erberto Petoia przytacza podanie o „wypionie”, który w okolicy Janowa łomotał w żelazną bramę cmentarza, na szczęście nikogo nie zabijał. Aby upiór nie niepokoił stróża kościelnego, wystarczyło włożyć mu w usta monetę trzygroszową i przewrócić na brzuch[2]. Początkowo bowiem wampir niewiele różnił się od ducha. Pomijając cielesność, był zjawą wracającą zza grobu, aby nękać żywych, jednak zazwyczaj pozostawiał ich przy życiu. Łaknienie krwi pojawiło się w późniejszych legendach. Wtedy też znaleziono sposób na eliminację zagrożenia – spalenie przeklętego ciała, dekapitacja (przy czym koniecznie należało umieścić głowę zmarłego między nogami) bądź też, bardzo popularne dziś, przebijanie kołkiem. W Polsce wampiry pozbawiano głowy w okolicach Bieszczadów[3]. Również w Krakowie dochodziło do „wampirycznych” pochówków – podczas prac archeologicznych pod płytą rynku głównego odkryto kilka takich grobów[4]. Znane są podania o wampirach grasujących we Wrocławiu. Z kolei między innymi w Rybnej i Sandomierzu można natknąć się na wampiryczne cmentarze, gdzie odnaleziono grobowce wskazujące na wiarę tamtejszej ludności w powrót zmarłych zza grobu.

Przykłady „polskiego wampiryzmu” można mnożyć. Bardziej interesującą rzeczą jest to, czym wielość legend i podań o powracających zza grobu upiorach zaowocowała w kulturze. Nieważne, czy za kolebkę wampiryzmu uznać Bałkany, Transylwanię czy podania słowiańskie, u zarania większość legend była zgodna. Podawały one, że wampir to nieumarła istota, powracająca do życia, aby nękać żywych, zazwyczaj członków swojej rodziny. Wtedy przypominał bardziej zombie niż wampira, brakowało mu bowiem łaknienia krwi. Wielokrotnie w ludowych opowieściach wspomina się o stworach podobnych do wampirów – zmarłych powstałych z grobu, takich jak skandynawski kołaczący (który łomotaniem w drzwi wywabiał swoje ofiary z bezpiecznego domu) czy też koszmar, który dusił swoje ofiary we śnie, niejednokrotnie pił też ich krew. Jednak dopiero powieściom zawdzięcza się utożsamianie wampira z wypijaniem ludzkiej krwi – oczywiście najbardziej znanym wampirem jest Stokerowski Drakula. Irlandczyk zebrał jedynie przekazy i motywy pojawiające się w literaturze od lat. I tak pierwszy literacki wampir pojawił się w poemacie The Vampyren (1810) Johna Stagga. Sportretowana przez niego postać bardziej przypomina oprawcę z dawnych podań niż mordercę – arystokratę. Wampir Stagga to cuchnący, rozkładający się trup, któremu daleko do efemerycznej Narzeczonej z Koryntu (to właśnie utwór Goethego z 1797 roku mylnie uważa się za pierwsze „fikcyjne” przedstawienie wampira). W żadnym innym utworze podejmującym tę tematykę nie przedstawiono wampira zgodnie z jego folklorystycznymi korzeniami, tak jak zrobił to Stagg. Kolejni pisarze niejednokrotnie dodawali coś od siebie (to Sheridanowi le Fanu wampiry zawdzięczają ostre kły, natomiast Polidori uczynił zeń eleganckiego arystokratę), Stoker pozbierał wszystkie wątki i dodał szczyptę (głównie czosnku i święconej wody – te sposoby walki z wampirami pojawiły się po raz pierwszy u niego) oryginalności, ustanawiając tym samym wzór postępowania dla innych autorów. Zerwała z nim dopiero Anne Rice, której Wywiad z wampirem, wydany w 1976 roku, nowatorsko wspominał o moralnych rozterkach wampira, związanych z prowadzonym przez niego trybem życia. To u Rice po raz pierwszy wampiry głośno mówiły o tym, kim są, chociaż w latach 80. nikt im jeszcze nie wierzył.

Kinowa podróż krwiopijcy odbywała się niemal paralelnie do tej literackiej. I tak w latach 20. Friedrich Wilhelm Murnau rozpoczął krwawe panowanie wampira w kinie (chociaż Nosferatu – symfonia grozy nie jest pierwszym filmem wampirycznym, to uważa się go za inicjatora gatunku), które trwa do dziś. Poprzez lata 30. i filmy Universalu, z kultową kreacją Beli Lugosiego, i 50., kiedy panowała wytwórnia Hammer, wampiry były postaciami z sennego koszmaru. Śmiertelnie niebezpieczne, zakradające się do sypialni w nocy, zdawały się niemal niepokonane i jedynie nieliczni wiedzieli, jak z nimi walczyć. Dopiero po 1980 roku nastąpił przełom gatunku, kiedy krwiopijcy zaczęli żyć obok ludzi w filmach takich jak Straceni chłopcy (reż. Joel Schumacher, 1987) czy Postrach nocy (reż. Tom Holland, 1985), a sposoby na ich zwalczanie znali nie tylko holenderscy profesorowie, ale przeciętny nastolatek, który widział filmy z Lugosim i miał dostęp do biblioteki. Wampiry zaczęły więc także i w przenośni wychodzić z grobowców, ale wciąż były śmiertelnie niebezpieczne, nawet bardziej niż przedtem, ponieważ od tamtej pory wyglądają jak zwykli śmiertelnicy. Jeszcze dekadę później chętnie trzymano się sprawdzonych wzorców – co prawda w Drakuli (1992) Francisa Forda Coppoli książę ciemności nie obraca się w proch po zetknięciu z promieniami słonecznymi, ale taka ewentualność pojawiała się również w pierwowzorze literackim. Natomiast Wywiad z wampirem (reż. Neil Jordan, 1994) na podstawie powieści Rice hołduje przekonaniu, że słońce jest śmiertelnie niebezpieczne dla wampirów i muszą one spać w trumnach. Co najważniejsze – pod sam koniec XX wieku wampiry wciąż posiadały kły i gryzły. Dopiero po wydaniu powieści Stephanie Mayer nastąpiła znaczna zmiana wizerunkowa – wampir nie tylko został pozbawiony zębów, ale też godności, gdy promienie słoneczne przestały go ranić i sprawiają, że błyszczy. Dziś już mało kto zajmuje się kinem wampirycznym na poważnie – jedynie 30 dni mroku (reż. David Slade, 2007) i Daybreakers – Świt (reż. Michale i Peter Spierig, 2009) były ostatnimi próbami przywrócenia wampirom ich należytego miejsca wśród najbardziej niebezpiecznych istot na świecie i postaci z horrorów, a nie komedii czy pastiszy.

Jak widać, wampiry pojawiają się wszędzie tam, gdzie ludzie krwawią[5]. Dziwi więc fakt, że Polacy, którzy wykrwawiali się za miliony, nie mieli z nimi do czynienia. O ile na polu literackim nie jest jeszcze tak źle (tematykę wampiryczną podejmowali nawet Juliusz Słowacki i Władysław Reymont, a pierwszy wampir wegetarianin to Regis z cyklu o Wiedźminie Andrzeja Sapkowskiego), to, niestety, zwolennicy X muzy nie są rozpieszczani. Po mit o wampirze chętnie sięgali twórcy przebywający na emigracji. W 1967 roku Roman Polański wybrał się do Transylwanii, co zaowocowało filmem Nieustraszeni pogromcy wampirów, w którym okrutnie zakpił sobie z nieumarłych krwiopijców. Wizerunek wampira wykreowany przez reżysera współgrał z panującą wówczas modą. U Polańskiego wampiry nie mają lustrzanego odbicia, za to mogą pochwalić się parą groźnie wyglądających kłów, które chętnie zatapiają w apetycznych szyjach, sypiają w trumnach, a sposobem na ich uśmiercenie jest osinowy kołek. Zupełnie inny rodzaj wampira przedstawił w Opowieściach niemoralnych (1974) Walerian Borowczyk. Jedną z bohaterek nowelowego filmu jest hrabina Elżbieta Batory, siostrzenica króla Polski Stefana Batorego, uznana za „prawdziwą” wampirzycę. Skandalizujące dzieło Borowczyka przedstawia krótki epizod z życia okrutnej arystokratki – jedną z licznych masakr młodych dziewcząt i kąpiel w ich krwi oraz aresztowanie hrabiny. Reżyser, co charakterystyczne dla jego późniejszej twórczości, był zainteresowany głównie kobiecą seksualnością, a aspekt wampiryczny w jego filmie oparł się wyłącznie na wyborze Elżbiety Batory jako bohaterki oraz jej krwistych ablucjach.

Roman Polański, "Nieustraszeni pogromcy wampirów", kadr z filmu

Niestety żaden z wymienionych powyżej filmów nie rozgrywa się w Polsce, jego bohaterowie nie mają polskiego pochodzenia, a jedynym ich łącznikiem z krajem jest narodowość reżyserów. Do filmów Borowczyka i Polańskiego można dodać zaledwie dwa tytuły powstałe już w kraju nad Wisłą.

Lubię nietoperze to dziwaczny twór z 1985 roku, który wyszedł spod ręki Grzegorza Warchoła. Opowieść o wampirzycy Izie, która na własną prośbę zapisuje się do szpitala, aby wyleczono ją z wampiryzmu, jest dziś zupełnie zapomniana. Może to i lepiej, ponieważ film nie ma nic do zaoferowania poza nagimi piersiami Katarzyny Walter. Kolejny rodzimy film wampiryczny to młodszy o 25 lat obraz Juliusza Machulskiego Kołysanka (2010). Dzieje trzypokoleniowej, wampirycznej rodziny Makarewiczów – od dziadka zaczynając, na rocznym berbeciu kończąc – to, podobnie jak film Polańskiego, pastisz filmów wampirycznych. Makarewiczowie są całkiem udaną fuzją wampira staromodnego z nowoczesnym. Fizjonomią przypominają nieco dobrze znanego Nosferatu (widać to szczególnie, gdy podczas odgrywania tytułowej kołysanki odkrywają swe prawdziwe oblicza – ich spiczaste uszy i blada cera sprawiają, że można ich uznać za dalekich kuzynów hrabiego Orloka). Liczebność i upodobanie do trzymania się razem przywodzą na myśl klany wampiryczne z sagi Anne Rice o wampirze Lestacie. Natomiast fakt tradycyjnego zachodzenia w ciążę i rozmnażania się niebezpiecznie zbliżają historię Makarewiczów do półproduktów, jakimi są Zmierzch (2005) Stephanie Mayer i jego trzy następne części. Ponadto wampiry zdają się asymilować z mieszkańcami wsi Odlotowo, wtapiać w tłum, a na koniec filmu przenoszą się do dużego miasta, co sprawia, że bliżej im do współczesnych wariacji na temat wampirów niż ich klasycznych przodków.

Ograniczona do czterech liczba filmów, które na bohatera wybrały wampira, sprawiła, że naszą kinematografię ominęła prawdziwa rewolucja, jaką przeszła ta legendarna postać. W Polsce wampir nigdy nie był bohaterem horroru. Z dzisiejszej perspektywy trudno uwierzyć, że Lubię nietoperze miało jakiekolwiek predyspozycje do przestraszenia widza, natomiast Machulski przy tworzeniu Kołysanki nigdy nie miał takich ambicji. Rodzime kino zapewniło wampirowi ewolucyjnego kopniaka, przenosząc go z dawnych podań, gdzie był przedmiotem koszmarów, wprost do komedii. W licznych przekazach i legendach żyje zmarnowany potencjał. Z jednej strony, mógłby stać się pożywką dla rodzimego horroru filmowego, jednak z drugiej strony, przynajmniej oszczędzono nam widoku nagich torsów błyszczących na bieszczadzkiej łące.

Artykuł ukazał się w piśmie kulturalnym „Fragile” nr 2 (16) 2012.



[1] Cyt. za: M. Janion, Wampir. Biografia symboliczna, Gdańsk

2008, s. 7.

[2] Por.: E. Petoia, Wampiry i wilkołaki. Źródła, historia, legendy

od antyku do współczesności, Kraków 2004, s. 192.

[3] Por.: http://blogiceo.nq.pl/chorzelow/mity-o-polskich-wampirach/,

(data dostępu: 12.06.2012).

[4] Por.: http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/krakow/krakow-wampiryczne-

odkrycie-pod-plyta-rynku,1,3699281,wiadomosc.html, (data

dostępu: 12.06.2012).

[5] Por.: M. Janion, dz. cyt., s. 7.

1 comment

  1. MALGOZATA 27 marca, 2021 at 21:53 Odpowiedz

    Polecam SO PRETTY I SO DARK. Krotkie filmiki bardzo dobre o wampirach we wspolczesnym swiecie. Taki anty twilight. Na youtube mozna znalezc.

Dodaj odpowiedź