Lux Lux: po rosyjsku

0
542

 

Tam, gdzie kiedyś umierali Lenin i Stalin, a w zaciszu dacz zapadały historyczne decyzje, dziś wyrosła metropolia luksusu. Wzdłuż szosy Rublowsko-Uspienskiej rozciąga się getto „nowych ruskich”. Jest jakaś przewrotna symbolika w prostej analogii ciągłości władzy.

Te zachodnie przedmieścia Moskwy, aglomeracja rosyjskich milionerów, prominentnych polityków i bo­gatych artystów to Rublowka. Szybko mknące wzdłuż krętej szosy Maserati, Ferrari, Lamborghini to stały element krajobrazu. Autorzy banerów reklamowych umieszczonych wzdłuż trasy nie muszą się głowić nad chwytliwymi sloganami, korzystać z przewrotnych gier językowych. Na oligarchów, dorobkiewiczów, pro-Kremlowskich polityków najskuteczniej działa słowo-wytrych: luksus. Dom Romana Abramowicza – najbogatszego Rosjanina – sąsiaduje tu z nieco opustoszałym majątkiem wyrosłego na pierwszego dy­sydenta Federacji Rosyjskiej Michaiła Chodorowskiego. To tu swoją rodzinną willę ma Fiodor Bondarczuk, reżyser słynnej 9 kompanii, i wreszcie sam Władimir Putin. To dla mieszkańców Rublowki organizuje się w Moskwie Targi Milionerów, podczas których producenci gło­wią się i koncypują jak na coraz mniejszych telefonach komór­kowych umieścić coraz więcej brylantów. Zwyczajowy dodatek do własnych czterech ścian to sauna, basen, a nawet mini pole golfowe gdzieś na kolejnych kondygnacjach willi za 10 mln do­larów każda. Im większy przepych, tym bardziej wartościowo. Teatr społeczny trwa. Kicz miesza się z wystudiowaną potrzebą dobrego smaku, chęcią angażowania się w przynoszące szybki efekt towarzyski akcje charytatywne. Od czasu do czasu warto zainwestować w jakąś z góry skazaną na komercyjne niepowo­dzenie, niezależną filmową produkcję. Wyciąg z konta i akt włas­ności niebotycznie drogiej ziemi na Rublowce, są swego rodzaju paszportem do świata rosyjskich elit.

Oksana Robski, wierna kronikarka szarej codzienności milionerów, za sprawą swoich kolejnych powieści wpuściła na salony miliony rosyjskich kobiet i pozwoliła im podglądać wielki świat. Przemawia do nich głosem niemal z zaświatów. To nie beznadziejna służba zdrowia, alkoholizm waszych mężów i synów są tu dramatem. Prawdziwe kłopoty się zaczynają, gdy jedziesz do kostnicy zidentyfikować ciało swojego męża, który zginął od pięciu ran postrzałowych wskutek nie do końca jasnych inte­resów, i doprawdy nie wiesz, czy założyć różowe jedwabne spodnie, czy sukienkę od Prady. Ta „zwykła” mieszkanka Roblowki, żona swoich kolejnych mężów, w Rosji jest podobnie jak swoje sąsiadki nazywana „sodierżankom”. W Polsce takie określe­nie ma pejoratywne znaczenie „utrzymanki”, podczas gdy w Rosji brzmi dumnie. Robski – której debiut Casual. Zwyczajna historia okazał się bestsellerem – zdaje się przeczyć temu modelowi, wraz z mężami zmieniając profesje i biznesy. Pytana przez dziennikarzy, ile ma lat, odpowiada w perłowym botoksowym uśmiechu, że liczy, owszem, ale głównie pieniądze. Autorka kilku powieści opisujących realia życia w najbogatszej dzielnicy Rosji ma na swoim koncie również książkę kucharską Kuchnia na Róblowce i wielce przydatną pozycję Jak wyjść za mąż za milionera. Jak mawia sama Robski poradnik o takie tematyce mógłby wypełnić realną lukę na rynku księgarskim w Rosji, uzupełniając wiedzę młodych dzierlatek, przesiadujących w strategicz­nych miejscach Rublowki, w nadziei na szybkie oczarowanie nuworysza. Spekulacjom co do faktyczne­go autorstwa powieści Robski nie było końca. Kiedy pewne się stało, że Casual. Zwyczajna historia jest finansowym wydarzeniem literackim roku i towarzyskim „crème de la crème”, krytycy zaczęli ścigać się w domysłach na temat rzekomego wynajęcia literackiego „dublera”. Wydawnictwo, w którym Robski złożyła swoją pierwszą powieść, szybko ucięło insynuacje, wyznając ze szczerością, że liczba błędów or­tograficznych, gramatycznych i stylistycznych wyklucza autorstwo fachowca.

Bardziej podejrzliwy czytelnik od lektury pierwszego rozdziału zaczyna się zastanawiać, czy aby nie padł ofiarą nachalnego, li­terackiego product placement. W Rosji mawia się, że jeśli marka danego produktu nie występuje w książkach Robski, oznacza, że wypadła z rynku towarów luksusowych. „Świat z brylantów i łez” – to trafny slogan reklamujący dorobek Robski. Oparty na banal­nej stylistyce kiczu, precyzyjnie oddaje rewiry tematyczne, w ja­kie zapuszcza się autorka.

Naigrywanie się z prozy Oksany Robski nie przynosi żadnej satys­fakcji. Bo czy uzależniona od zakupów amatorka trufli, wartością przekraczających średnią krajową, sama w sobie nie jest przery­sowana? Spór trwa: czy Robski jest ironiczna, czy bezrefleksyj­na? Czy może te dwa określenia idą ze sobą w parze? Krytycy literaccy mają z pisarką nie lada kłopot. Niełatwo jest wyroko­wać na temat walorów literackich jej kolejnych powieści, wciąż opartych na tych samych schematach i pomysłach. Trudno jej odmówić błyskotliwości i umiejętności trafnej obserwacji śro­dowiska, z którego wyrosła. Ciężko zdecydować, czy bezreflek­syjność bohaterek powieści Robski jest zabiegiem fabularnym, czy schedą po samej pisarce. Ale najtrudniej zapomnieć o mi­lionowych nakładach i polemizować z faktograficzną wartością tych powieści.

Debiutancka powieść Casual. Zwyczajna historia i kolejna, zatytułowana Szczęście nadejdzie jutro, są zbu­dowane według schematu powieści kryminalnych. Ale niech nikogo to nie zwiedzie – to zupełnie nie­istotne. Sama intryga jest zawiła na tyle, aby nie przesłaniać stanów emocjonalnych i pragnień finanso­wych bohaterek. Nierzadko jedne wynikają z drugich. Robski nie jest jeszcze na tyle wprawną pisarką, aby pozwolić sobie na impresje jedynie na temat pieniędzy, luksusu i zdarzających się pomiędzy nimi chwil samotności, skrupulatnie tuszowanych przez zakup nowej spódnicy.

Debiutancka powieść Casual. Zwyczajna historia i kolejna, zatytułowana Szczęście nadejdzie jutro, są zbu­dowane według schematu powieści kryminalnych. Ale niech nikogo to nie zwiedzie – to zupełnie nie­istotne. Sama intryga jest zawiła na tyle, aby nie przesłaniać stanów emocjonalnych i pragnień finanso­wych bohaterek. Nierzadko jedne wynikają z drugich. Robski nie jest jeszcze na tyle wprawną pisarką, aby pozwolić sobie na impresje jedynie na temat pieniędzy, luksusu i zdarzających się pomiędzy nimi chwil samotności, skrupulatnie tuszowanych przez zakup nowej spódnicy.

Główna bohaterka książki Szczęście nadejdzie jutro niemal codziennie oddaje cześć kultowemu Pulp Fic­tion, zażywając kokainowych uciech za pomocą to zwiniętej studolarówki, to karty kredytowej. Spotkania z przyjaciółkami, zakupy i szczegółowe studiowanie katalogów mody zagranicznych projektantów, to dla niej rytm kolejnych dni. Domem zastępczym jest dom towarowy, rzeczywiście istniejący Barvicha Luxury Village – moskiewskie państwo w państwie, gmina Luksusu. W porównaniu z nią rodzime galerie handlowe przypominają sklepy Społem. Sklepy Dolce & Gabbana i Tiffany’ego istnieją tylko po to, aby od czasu do czasu (co najmniej dwa razy w tygodniu) poprawić humor głównym bohaterkom.

Z drugiej strony Robski mimochodem prezentuje kolekcję prawd życiowych, uj­muje swoją bezpretensjonalnością i prostotą. Kiedy bohaterka Casual. Zwyczajna historia dowiaduje się, ze jej mąż ginie z zemsty, a może dla rozrywki, postanawia wynająć płatnego mordercę, który rozprawi się z za­bójcą małżonka. Niestety, bohaterka źle wytypowała winowajcę. Z rąk płatnego zabójcy ginie przypadkowa osoba. W imię miłości, z żądzy zemsty ginie niewinny człowiek. Temat skrojony wprost na miarę rosyjskiej li­teratury. Nic bardziej mylnego. Ani autorka, ani nawet czytelnik, przekonany, że istnieje świat, gdzie trawa jest bardziej zielona, niczego nie traktuje w kategoriach mo­ralnych czy etycznych. Główną bohaterkę prozaiczna pomyłka uczy jedynie, jak swobodniej się poruszać w la­biryncie zależności skorumpowanej Moskwy.

Do tej pory nie ustalono, jak traktować literaturę two­rzoną przez Robski. Czy jako zjawisko socjologiczne, czy miękką literaturę? Książka Casual. Zwyczajna historia ukazała się pod szyldem dokumentalnej relacji z życia moskiewskich oligarchów. Robski uchyliła wysadzane brylantami drzwi niejednej willi na Rublowce. W przy­padku kolejnej powieści, identycznej w stylu, wymowie i treści, akcenty rozłożono inaczej. Blichtr, luksus i hedonizm był już niczym innym, jak powłoką, pod którą kryje się niewyobrażalna pustka. Sama Robski w setkach wywiadów, jakich udzieliła mediom na całym świecie, jak mantrę powtarzała, że pisze, żeby uczłowieczyć „nowych ruskich”. My też mamy kłopoty, kochamy, zdradzamy, załamujemy się. Mimo że Oksana Robski sprawia wrażenie bezbłędnie skonstruowanego produktu literackiego, nikt z fachowców od PR-u nie doradził jej, aby tego typu deklaracje o chęci zbliżenia się do zwykłego człowieka schowała co najmniej w podziemnych kortach tenisowych jednej z wilii na Rublowce. Mogą one jedynie zaszko­dzić pisarce spoglądającej na Rosjanki z perspektywy góry lodowej. Z drugiej strony trzeba przyznać, że powieści Robski mają pewną świeżość i szczerość. Świat, który czytelniczkom wydaje się kuriozalny, wręcz fantastyczny, dla Robski jest naturalnym środowiskiem.

Oksana Robski to z pewnością sprawna autorka literatury popularnej, świetnie spełniająca jej podsta­wowe współcześnie kryterium – bliskiego odtwarzania rzeczywistości. Dyskutują o niej teoretycy litera­tury i cytują ją twórcy popkulturowego portalu „Lux Lux” (portal notujący milionowe odsłony, traktujący o luksusie właśnie). Przewrotny tytuł debiutanckiej powieści brzmi Ca$ual (pierwotnie książka została wydana pod tytułem właśnie w takim zapisie). „$” czyni różnicę, a przesłanie książek Robski zamyka się w banalnym morale: i biedni, i bogaci szukają szczęścia i miłości, z tym że ci drudzy nocami popłakują w poduszki za kilka tysięcy dolarów.

 

Artykuł ukazał się w piśmie kulturalnym „Fragile” nr 2 (4) 2009.

Dodaj odpowiedź