Niepozorny impet. Nanoaktywizm w kulturze partycypacji – wobec teorii i praktyki

0
691

Kultura sieciowa obejmuje zróżnicowane obszary – od bezrefleksyjnego konsumpcjonizmu utożsamianego często z praktyką „repostowania”, do radykalnego aktywizmu socjopolitycznego którego przykładem mogą być między innymi: istnienie WikiLeaks, działania Partii Piratów czy ruchu Anonymous. Wydaje się więc, że cyberaktywizmu nie można definiować jednoznacznie. Co więcej, podejmując temat cyberaktywizmu, należy zastanowić się nad zasadnością używania przedrostka „cyber”. Przeglądając aktualne publikacje, coraz częściej napotykamy słowo „cyber” już nie w zestawieniu, jak niegdyś, z pojęciem przestrzeni, ale raczej w kontekście krytycznym, łączone z pojęciem utopizmu. Gdyby przyjąć, że sam przedrostek, „cyber” wywodzi się z przekazu, który promował od lat 90. XX wieku futuryzujący, hurraoptymistyczny i nastawiony konsumpcjonistycznie magazyn „Wired”[1], to z pewnością termin ten nie jest adekwatny. Warto może jednak przyjąć, że cyberaktywizm nie jest splotem zaawansowanych umiejętności i propagowania przedwczesnej mitologizacji jednostek (np. figur hakerów). Dzisiejsza codzienność Internetu już nie jest cybernetyczna. Jest zwyczajna. Tak zwyczajna, jak materiały zgromadzone przez Rabiha Mroué w pokazywanej na wszystkich ostatnio ważniejszych wystawach pracy The Pixelated Revolution (2012). Tak jak słynna fraza, że „rewolucja odbędzie się na Twitterze” (revolution will be twittered)[2], mówiąca o natychmiastowości przekazu z miejsca zdarzenia za pośrednictwem popularnej aplikacji. Formułą najlepiej przystającą do opisu rzeczywistości, w której rewolucje (małe i duże) można śledzić na Twitterze, jest pojęcie bystrego tłumu (ang. smart mob), wprowadzone już w roku 2002 przez Howarda Rheingolda w książce Smart Mobs: The Next Social Revolution. Zaangażowany od lat w badanie różnych form aktywności komunikacyjnej w zmieniającej się sieci, Rheingold wprowadza to pojęcie do opisu autonomicznych, samoorganizujących się struktur, których działanie wspierane jest przez technologię.

Constant Dullaart, The Revolving Internet, therevolvinginternet.com

Nie warto jednak rezygnować całkowicie z przedrostka „cyber”, z uwagi na wciąż będące w obiegu pojęcia, takie jak „cyberkultura”[3]. Jednak jego nieco naukowe znaczenie zmieniło się w ostatniej dekadzie, którą zdominowały przede wszystkim: media społecznościowe, przesunięcie akcentu z umiejętności informatycznych na produkowanie treści oraz udział w sieciowym obiegu trudnych do ilościowego oszacowania mas uczestników. Czy tak rozumiany cyberaktywizm nie jest bliższy niepozornym taktykom życia codziennego, o których trafnie pisał Michel de Certeau?

Gdyby zatem przyjąć, że przedrostek „cyber” odnosi się do zaawansowanych umiejętności, pamiętając, że zaczął być używany do opisu aktywności kulturowej w latach 90. XX wieku, gdzie tak w pewnym sensie było, to celowość tego terminu i jego zdolność do opisywania dzisiejszego stanu rzeczy jest tylko połowiczna. Wydaje się, że dzisiejszy cyberaktywizm funkcjonuje na dwóch poziomach: na pierwszym są bardziej zaawansowani twórcy, na przykład haktywiści, którzy potrafią choćby obejść cenzurę. Na drugim są zwykli użytkownicy, którzy nie posiadają szczególnych umiejętności, ale są przyzwyczajeni do intuicyjnych rozwiązań. Chcą jednak postępować świadomie.

Cyberutopie, czyli krytyka
Sieci 2.0

Jak można rozumieć subwersję po tylu doświadczeniach, prowadzących do niezbyt optymistycznej konkluzji, że oto, gdy opór bywa naturalizowany przez rynek, każdy jest producentem treści i jednocześnie celem (targetem) reklamodawców, a jedynym wyborem jest, jak pisze Peter Lunenfeld: „Kup teraz lub kup później”[4]. Czy cechą prawdziwego cyberaktywizmu nie powinna być dostępność i samowystarczalność (sustainability)? Być może jest nią także otwartość, rozumiana nie tylko w kontekście otwartego dostępu, ale i swoistej transparentności. Należy jednak pamiętać o tym, co o otwartości pisze Evgeny Morozov, oceniając krytycznie, że jest ona obecnie „The New Green”, czyli, że jest chwilową i powierzchowną modą, podobnie jak trwająca od dłuższego czasu moda na ekologię[5]. Morozov, jeden z najbardziej radykalnych krytyków współczesnej kultury sieciowej, za cel swojej krytyki obiera głównie platformy społecznościowe[6]. Uważa, że dwadzieścia lat istnienia Sieci negatywnie zweryfikowało wszelkie utopie i nie można żywić już złudzeń. Nawołuje jednocześnie do debaty o przyszłość Internetu, stawiając pytanie o to, czy ma on stać się centrum handlowym, czy publicznym placem[7].

Cały artykuł dostępny jest w wersji papierowej „Fragile” nr 2 (20) 2013.

Przypisy:

[1] Magazyn ten krytykowany był za tzw. „kaliforniocentryzm”, czyli swoiście rozumiany elitaryzm. W istocie prezentował jedynie wycinek kultury sieciowej, związany z określonym środowiskiem zamożnych konsumentów, propagując nieco fantastyczną wizję przyszłości cyberkultury.

[2] Spotykamy dwa warianty: will be twittered / tweeted. Autorstwo pierwszego przypisywane jest dziennikarzowi, którym jest Andrew Sullivan, autor zatytułowanego w ten sposób tekstu o Iranie (2009). Druga wersja jest tytułem książki poświęconej użyciu narzędzi społecznościowych podczas wydarzeń tzw. Arabskiej Wiosny, por. B. Libert, The Revolution Will Be Tweeted, 2011. Niezależnie od tego, w tej frazie użyty jest neologizm – czasownik utworzony na podstawie nazwy serwisu Twitter.

[3] Za najbardziej trafną w kontekście ścisłej współczesności definicję cyberkultury uważam tę opisaną przez Piotra Zawojskiego w książce Cyberkultura. Syntopia sztuki, nauki i technologii, Poltext, Warszawa 2010.

[4] P. Lunenfeld, The Secret War Between Downloading And Uploading, The MIT Press, Cambridge, MA, 2011, s. 83.

[5] Morozov ironizuje na temat powierzchownej mody na ekologię, zwanej w Polsce kolokwialnie „ekościemą”. Odpowiedni angielski termin greenwashing można tłumaczyć za pomocą zwrotu brainwashing (pranie mózgu) bądź jako „mydlenie oczu”.

[6] Por. E. Morozov, The Net Delusion. How Not to Liberate The World, Public Affairs, New York, 2011 oraz wydanie drugie, poprawione, The Net Delusion: The Dark Side of Internet Freedom, Public Affairs, New York 2012.

[7] E. Morozov, Two decades of the web: a utopia no longer, „Prospect Magazine”, 22.06.2011, http://www.prospectmagazine.co.uk/magazine/morozov-web-no-utopia–twenty-years-short-history-internet/#.UZzOGNioGSo (data dostępu: 08.06.2013). ')}

Dodaj odpowiedź