Retrospekcja, nowoczesność i propaganda: wokół wystawy „Zaraz po wojnie”

0
312

Pierwsza sala wystawy Zaraz po wojnie: Proletariatczycy Felicjana Szczęsnego Kowarskiego i Głowa robotnika Xawerego Dunikowskiego – monumentalne i tępe pomniki mariażu sztuki i władzy – giną przytłoczone wielogłosem haseł i sloganów, wyzierających z propagandowych plakatów. To pierwszy, sugestywny znak, że w ramach ekspozycji, zorganizowanej w warszawskiej Zachęcie, nie zabraknie świadectw politycznego zaangażowania artystów w budowanie powojennej rzeczywistości. Do najciekawszych należą fotomontaże Mieczysława Bermana wymierzone w szabrowników i ustrój kapitalistyczny. W błędzie byłby jednak ten, który sądziłby, że wystawa dotyczy wyłącznie twórczości zaangażowanej politycznie. W rzeczywistości mamy do czynienia z wszechstronną, panoramiczną prezentacją sztuki polskiej lat 40. Wystawa Zaraz po wojnie to interesująca opowieść o dokonaniach polskich artystów, poszukujących swojego miejsca w nowych realiach politycznych i społecznych. W poszczególnych salach zobaczymy bogaty przegląd prac, pogrupowanych w kilka wątków tematycznych.

Narracja wystawy rozpoczyna się od przypomnienia zagadnień związanych z wojennymi zniszczeniami i powojenną odbudową kraju. Zaprezentowano stosunkowo skromny, ale sugestywny wybór fotografii i obrazów, ukazujących ruiny. Centralny akcent symboliczny tworzy wyświetlana na ścianie, ogromna reprodukcja barwnej fotografii Henryego N. Cobba z 1947 roku, ukazującej panoramę ruin getta. Muranowskie morze gruzów to symbol Zagłady. To dosyć oczywista, choć wstrząsająca i przemawiająca do wyobraźni metafora. Gruz jest jednym z leitmotivów tej części wystawy. Przypomniano także o praktycznej roli, jaką odgrywał w pierwszych latach powojennych, prezentując zdjęcia i projekty dwóch warszawskich osiedli – na Kole oraz na Muranowie – do których budowy użyto gruzobetonu. W ramach ekspozycji wyróżniają się także niektóre mało znane prace Bronisława Linkego, szczególnie dwie wyjątkowe akwarele: Różowy tor i Niebieska droga. Dzieła sztuki zgromadzone w pierwszej sali przypominają, że tuż po wojnie lęk i niepewność mieszały się z wytężoną, ciężką pracą i euforycznym zwrotem „ku nowej przyszłości”. W oparach „wielkiej trwogi” unosi się melancholia i dźwięczy pieśń pełna wiary w nowe, lepsze jutro.

 

Henry N. Cobb, Panorama ruin getta, 1947, fotografia barwna, fot. dzięki uprzejmości autora i Fundacji Warszawa1939.pl

 

Gigantyczna reprodukcja fotografii Cobba zapowiada prezentację różnorodnych form upamiętnienia ofiar Holocaustu, którą zobaczymy w kolejnej sali. Stan zawieszenia między starym i nowym, który można dostrzec w wielu pracach z pierwszej sali, w drugiej został zastąpiony bolesną retrospekcją. Żałoba, bolesne wspomnienie, krzyk i oskarżenie: to tylko niektóre oblicza pamięci o ofiarach, której zróżnicowane przykłady możemy obejrzeć na wystawie. Niezaprzeczalnym atutem ekspozycji jest przypomnienie wielu interesujących dzieł sztuki poświęconych Zagładzie, do niedawna zupełnie pomijanych w opracowaniach powojennej sztuki polskiej. Obok zdjęć z obozu Auschwitz-Birkenau zobaczymy szeroki przegląd prac artystów pochodzenia żydowskiego, takich jak: Arie Ben Menachem, Jonasz Stern czy Marek Włodarski. Nie poprzestając na wyeksponowaniu prób upamiętnienia Holocaustu, kuratorki wystawy przypomniały również o zjawisku powojennego antysemityzmu. Godny podkreślenia jest fakt prezentacji wstrząsających zdjęć Julii Pirotte, dokumentujących pogrom kielecki z 1946 roku. W ramach „gęstej”, wielowątkowej narracji, dotyczącej powojennych prób rozrachunku z doświadczeniem Holocaustu, zestawiono również abstrakcje „kosmiczne” Andrzeja Wróblewskiego i Powidoki Władysława Strzemińskiego. To dzięki nim do krainy ciemności wpada promień światła. Czyste i świetliste zestawienia barw Powidoków kontrastują z zamierzoną „szorstkością” formy i drastycznością treści prac poświeconych zbrodniom wojennym.

 

Mieczysław Berman, Wojna, 1944, fotomontaż, Muzeum Narodowe we Wrocławiu

 

Po opowieści o wojennych retrospekcjach wkroczymy w krainę, w której niepodzielnie panuje sztuka nowoczesna. W kolejnych salach możemy zobaczyć kilkadziesiąt interesujących przykładów fotografii oraz malarstwa figuratywnego i abstrakcyjnego lat 40. Obejrzymy przede wszystkim prace artystów działających w Warszawie i Krakowie. Kuratorska narracja tej części wystawy koncentruje się wokół zróżnicowanych formuł powojennego realizmu. Subiektywnie wybrane dzieła sztuki, rozpięte między biegunami neoklasycyzmu i abstrakcjonizmu, przypominają o burzliwej debacie dotyczącej realizmu, która przetoczyła się w latach 40. w polskiej prasie. Mistrzowskie, „mikroskopowe” fotografie Zbigniewa Dłubaka, równie abstrakcyjne, co realistyczne, podważają zasadność stosowania tradycyjnej opozycji realizm – abstrakcja. Analizując powojenne propozycje realizmu, formułowane przez artystów i literatów na łamach „Przeglądu Artystycznego” i „Kuźnicy”, można się przekonać, że termin „realizm” był jedynie „wytrychem”, który służył obronie i promocji wielu odmiennych stylistyk, preferowanych przez zantagonizowane środowiska artystyczne. W związku z tym omawianą część wystawy możemy oglądać nawet bez przywoływania kategorii realizmu, delektując się formalnym wielogłosem sztuki polskiej tamtych lat. Spora część spośród prezentowanych obrazów to nie pięknoduchowski „miękki fotel”, rozumiany jako forma ucieczki artysty przed rzeczywistością. Eksponowane prace dobitnie świadczą o tym, że twórcy malarstwa abstrakcyjnego nie zamykali się wyłącznie w kręgu poszukiwań formalnych, zajmując głos w aktualnych kwestiach politycznych i społecznych. Obok wyjątkowych kompozycji Mariana Bogusza wyeksponowano równie interesujące obrazy Marka Włodarskiego i Jerzego Nowosielskiego. Akcent humorystyczny wprowadzają: anielsko-patetyczna Gloryfikacja trasy W-Z Marka Włodarskiego i surrealistyczno-kosmiczny Mr Brown pozdrawia walczącą Palestynę Mariana Bogusza. Przypominają, że groteska stanowiła wówczas jedną z najważniejszych technik obrazowania. Można żałować, że zabrakło obrazów Tadeusza Brzozowskiego, takich jak Powrót czy Wagon. Dla Mieczysława Porębskiego stanowiły przecież zapowiedź realizmu spotęgowanego i świadectwo sytuacji, w jakiej znaleźli się ocaleni. W kolejnej sali królują zróżnicowane przykłady nawiązań do klasycyzmu, tak ważnego dla wielu artystów, tworzących w latach 40. W interesujący sposób zestawiono prace Andrzeja Wróblewskiego i Felicjana Szczęsnego Kowarskiego. Wróblewski, obok Xawerego Dunikowskiego, należy do najważniejszych „gwiazd” tej wystawy. Zaskakuje zupełne pominięcie prac kolorystów, dzierżących w latach 40. stery czasopism i uczelni artystycznych. Ich obrazy, kupowane do zbiorów państwowych i reprodukowane w branżowej prasie, stanowiły przecież lwią część oficjalnych pokazów polskiej sztuki powojennej, organizowanych w latach 40.

 

Mieczysław Berman, Apoteoza, 1947, fotomontaż, dzięki uprzejmości Muzeum Narodowego we Wrocławiu

 

Miłośników designu zainteresuje sala poświęcona polskiemu wzornictwu. Zupełnie nieoczekiwanie wkroczymy w krainę codziennego luksusu, dostępnego raczej tylko dla zamożniejszych obywateli młodej Polski Ludowej. Prosta, nowoczesna i sugestywna aranżacja podkreśla piękno, wysmakowanie i funkcjonalność polskiego rzemiosła artystycznego lat 40. Prezentowane wyroby zaskakują wysoką jakością, zwłaszcza w kontekście niewyobrażalnej biedy pierwszych powojennych lat. Zachwycają wystudiowane fotografie szkieł Ireny Goerne i projekty mebli. W tej sali najsilniej odczuwa się ducha dwudziestolecia międzywojennego. Nietrudno dostrzec, że poszczególni artyści kontynuowali i rozwijali przedwojenne poszukiwania, żywiąc nadzieje na spełnienie międzywojennego marzenia o skutecznej opiece państwa nad sztuką.

Pod koniec wystawy czeka nas pouczająca podróż w świat państwowej propagandy. Bogaty przegląd publikacji i plakatów, poświęconych „Ziemiom Odzyskanym”, pozwala na zaznajomienie się z technikami powojennej legitymizacji polskiej obecności na Śląsku, Pomorzu oraz Warmii i Mazurach. W eksponatach prezentowanych w dwóch ostatnich salach silnie zaznaczają się nawiązania do okresu piastowskiego. Polskie orły „budzą się ze snu” nad Odrą i Nysą. Jeśli wciągnie nas wir politycznej retoryki, bez trudu usłyszymy, jak Bolesław Chrobry mówi „3 x TAK!”, wbijając słupy graniczne na Odrze. Zaraz po wojnie kończy się monumentalnie: w ostatniej sali dominują wielkie gipsowe modele rzeźbiarskie autorstwa Dunikowskiego. Motywem przewodnim tej części wystawy jest Pomnik Czynu Powstańczego na Górze Świętej Anny. Prace Dunikowskiego, artysty popieranego przez przedstawicieli władzy ludowej, niczym klamra spinają początek i koniec zachętowskiej opowieści o latach 40.

 

Andrzej Wróblewski, Ziemia, 1948, olej, płótno, kolekcja prywatna

 

Wystawa Zaraz po wojnie to jedna z najważniejszych prezentacji sztuki polskiej lat 40. w całej historii polskiego muzealnictwa. Prezentuje zarówno świadectwa dramatu wojny, jak i zróżnicowane formuły nowoczesnej, poszukującej sztuki. Stwarza także okazję do prześledzenia form uwikłania sztuki w państwową propagandę. Twórcy wystawy zrezygnowali z tworzenia jednej, zamkniętej narracji, tworząc osobne opowieści dotyczące: powojennych retrospekcji, sztuki nowoczesnej, polityki historycznej i propagandy. Zaraz po wojnie można polecić nie tylko miłośnikom sztuki współczesnej, ale także wszystkim, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę o historii Polski.

 

Zaraz po wojnie
Zachęta – Narodowa Galeria Sztuki
pl. Małachowskiego 3, 00-916 Warszawa
wystawa otwarta od 03.10.2015 do 10.01.2016
kuratorki: Joanna Kordjak, Agnieszka Szewczyk

 

Dodaj odpowiedź