Świat stworzony. O tomie Anny Mazeli Głęboko, nisko

Książka poetycka Anny Mazeli Głęboko, nisko wyrasta z czterech żywiołów: ziemi, ognia, powietrza i wody. Wszystkie one są w tomie splątane i tworzą dziwną mieszaninę. Nierównowaga pomiędzy tymi żywiołami prowadzi albo do melancholii, albo do psychozy. Nierównowaga ta również jest potrzebna, a nawet konieczna, aby mogła wybrzmieć poezja. Szczególnym bowiem instrumentem poetyckim tej oryginalnej i ciekawej poetki jest całość psychosomatyczna, niebędąca świadomością sensu stricto. To raczej pojedyncze bodźce ze świata zewnętrznego oraz wewnętrznego (czyli z pamięci), które równocześnie konstruują światy poetyckie i dekonstruują pewien paradygmat pisarski, opierający się na przyległości myśli do rzeczy. W świecie poetyckim Anny Mazeli rzecz nazwana oderwana jest od swego desygnatu, co wcale nie znaczy, że ten dysonans wpływa negatywnie na jakość wiersza. Jest on bowiem dysonansem poznawczym, ale w t y m jednostkowym, niepodrabialnym świecie poetyckim tworzy wyjątkową, oryginalną całość znaczeniową (jest to znaczenie, dodam, nowe, świeże), która stanowi o wyjątkowej spoistości oraz jędrności utworu poetyckiego. To, co byłoby uznane za dysonans pisarski, błąd warsztatowy czy rzemieślniczy, jeszcze raz powtórzę, w t y m pojedynczym i nieco dziwnym świecie poetyckim dysonansem nie jest, ale tworzy jakość całkiem nową i zupełnie odrębną. Impulsem bowiem tych wierszy jest klin między światem zewnętrznym a wewnętrznym, szczególne zwarcie. Dysharmonia ta jednak jest oswajana świetnym językiem poetyckim, ergo nie ma jej, a jest wiersz, bardzo dobry utwór poetycki. Piszę o tym, ponieważ jestem dopiero na tropie tego, co znajduje się w tomie Głęboko, nisko. Jak powiadam, wyjątkowa jego wartość kryje się w zaprzeczeniu, widocznym już w tytule. To, co głębokie, winno być raczej wysokie, wzniosłe, a jest niskie. Ów tytuł nie jest bowiem jedynie przewrotną deklaracją światopoglądową, ale opiera się na (mam silne przeczucie, że tak jest) istotnym imperatywie poetyckim, który głębokości szuka właśnie w tym, co niskie i płytkie. Nie jest to bowiem prosta przekora, ale, jak sądzę, istotny poetycki impuls, który próbuje nazwać świat, jawiący się w dwóch rejestrach percepcji: tym zewnętrznym, jako świat widzialny, oraz tym wewnętrznym, jako świat, który próbuje nazwać zewnętrzność.

Te sprawy, o których mówię, pozornie jedynie jawią się jako skomplikowane. W rzeczywistości chodziłoby w tomie Głęboko, nisko chyba o próbę przezwyciężenia dychotomii powierzchni i głębi oraz umiejscowienie tych dwóch jakości nie na zasadzie biegunowej, ale wzajemnego przenikania się oraz zawierania się jednego w drugim. Nie jest dla mnie w tym momencie najistotniejsza tematyka tego tomu, ale szczególna motywacja językowa, która go czyni. Tom ten bowiem moim zdaniem n i e dotyczy tematów miłości, śmierci, przemijania, smutku etc. Albo inaczej: jeżeli czytelnik tyle z niego wyczyta, niech będzie, zastrzegam jednak, że będzie to odczytanie naiwne. Bliższe byłoby już odczytanie quasi-autobiograficzne, że dotyczy on choroby psychicznej podmiotu lirycznego. To jednak w dalszym ciągu jedynie część prawdy. Albowiem, tak jak tom ten czytam, dotyczy on moim zdaniem szczególnego rodzaju nieprzystawalności pomiędzy światem a językiem, który do tego świata jedynie pozornie się odnosi, w istocie unieważniając go, biorąc go w nawias. Ale nie nawias ironiczny, nie cudzysłów filozoficzny (epistemologiczny), jest to bowiem innego rodzaju cięcie. Bliższe byłoby tu pojęcie poezji świadomości, jest to jednak tematyka nazbyt rozległa oraz pojemna, która w dalszym ciągu niewiele wyjaśni. Kolejne pojęcie, również moim zdaniem chybione, cięcia psychotycznego czy paranoicznego, nic również tutaj nie wskóra. Być może należałoby powiedzieć o szczególnym cięciu, które swoje źródło ma w motywacji poetyckiej, stojącej za wierszem. Nie tyle bowiem natchnienie odgrywałoby tutaj rolę zasadniczą, ile szczególna, niezwykła moim zdaniem siła wewnętrzna, odśrodkowa, która w ruch wprawia te wiersze, zbuntowane przeciw klasycznym definicjom prawdy, klasycznemu, linearnemu rzemiosłu pisarskiemu, aby rzecz robić po „Bożemu”, spokojnie, bezpiecznie i jak „Pan Bóg przykazał”. Wewnętrzność bowiem tych wierszy, kładę nacisk szczególny na słowo wewnętrzność, jest moim zdaniem właśnie owym ich szczególnym umotywowaniem, które czyni z nich całostki „bezsensu”, osiągające całościowy sens w tomie na o wiele wyższym znaczeniowo poziomie – to znaczy na poziomie znaczenia poetyckiego.
Napisałem już chyba o tym, co tam jest. Jest pozorny „bezsens”, będący w prozie zwyczajnym uchybieniem warsztatowym. W prozie, ale nie w poezji, która nadaje, dzięki, powtarzam, niezwykłej sile wewnętrznej, płynącej z tych wierszy, sile odśrodkowej, wprawiającej je w ruch, czyniąc szczególną, oryginalną dynamikę tych wierszy, nawet rodzaj poetyckiego czynu, całostki sensu-„bezsensu”, tworzących odrębną całkiem jakość poetycką. Ewolucja tej poezji nie będzie łatwa. Zdaje się, że w tomie Głęboko, nisko mieliśmy do czynienia z niezwykłą, wulkaniczną erupcją, pewnym, tak, chyba tak, „szczytem” możliwości poetyckich autorki, która podała nam rzecz świetną, genialnie skondensowaną. Mówię „szczyt”, ponieważ lat w poezji nie mierzy się jak lat w prozie. Poezja nie dojrzewa jak wino, raczej jest kapryśna i zmienna jak chimera, nieprzewidywalna, ergo niezależna od wieku autora.

Dlatego, jak powiadam, nie wiem, co będzie dalej z Anną Mazelą. W poezji zaprezentowała jednocześnie ogromnie wiele i bardzo niedużo. Ogromnie wiele, ponieważ ukazała pewną możliwość poezji, możliwość, która nie do końca, jak mniemam, została rozpoznana.
Bardzo niedużo, ponieważ poezja jest sztuką, a sztuka to przede wszystkim techne, mozolne ćwiczenie warsztatu, spędzanie godzin nad wierszem, rzeźbienie. Oczywiście natchnienie również, ale natchnienie bez warsztatu nie przyniesie dobrych rezultatów. Anna Mazela  jest chyba poetką, która będzie kroczyć własną drogą. Kto wie, czy starczy jej sił, aby udźwignąć ciężar misji, wielkiego posłannictwa? O tym tomie można mówić dobrze, bardzo dobrze, nawet zachwycać się, co poniekąd uczyniłem. Za wcześnie natomiast, aby przyjmować tę bardzo utalentowaną dziewczynę do cechu. Zobaczymy, co będzie dalej.

 

Anna Mazela, Głęboko, nisko, Seria Biblioteka Młodych, SPP Oddział w Krakowie, Kraków 2016.

Dodaj odpowiedź