Wielka podróż. Pierwsze odkrycie Ameryki w epoce lodowcowej

0
285

 

„Lód pojawił się naprzeciwko nich i sięgał nieba. Ludzie nie mogli go przekroczyć. Kruk wzniósł się ku górze, uderzył w lód i spowodował pęknięcie. Kojot powiedział, „Ci mali ludzie nie mogą przejść przez lód”. Inny kruk ponownie wzniósł się ku górze i znów spowodował pęknięcie. Kojot powiedział, „Spróbuj znów, spróbuj znów”. Kruk wzniósł się po raz kolejny i rozbił lód. Ludzie przebiegli na drugą stronę[1].”

Tradycja ustnych przekazów w kulturze północnoamerykańskich Pajutów zawiera w sobie właśnie tę, wspomnianą wyżej opowieść. Bardzo intrygującym faktem jest to, że w zagadkowy sposób przytoczony przekaz przypomina w jakimś stopniu naukowe odkrycia dotyczące pierwszego zasiedlenia Nowego Świata przez ludzi. Według obecnie najbardziej prawdopodobnej hipotezy dużą rolę w pierwszym za­siedleniu Ameryki odgrywał korytarz, który powstał pomiędzy lodowcami pokrywającymi większą część Kanady. Przez „szczelinę” mogli przejść pierwsi ludzie, którzy następnie skolonizowali obydwa amerykań­skie kontynenty. Wydarzenia te miały miejsce w epoce zwanej plejstocenem, a jej potoczna nazwa to po prostu epoka lodowcowa. Jednak aby móc zmierzyć się z wyzwaniem przebycia drogi pomiędzy kanadyjskimi lodowcami, ludzie musieli odbyć wcześniej równie ekscytującą podróż.

Świat w epoce lodowcowej (1,8 mln – 10 tys. lat temu) wyglądał zupełnie inaczej niż ten, który przyzwy­czailiśmy się oglądać współcześnie. Wygląd Ameryki Północnej i północno-wschodniej części Azji także różnił się bardzo pod względem geograficznym od dzisiejszego. Szczególnym elementem krajobrazu tych obszarów był pomost lądowy, zwany Beringią, który połączył kontynenty azjatycki i amerykański. Dzięki temu dało się przejść suchą stopą po miejscu, gdzie dziś znajduje się Cieśnina Beringa. Pojawienie się pomostu stało się możliwe dzięki obniżeniu poziomu morza, spowo­dowanego uwięzieniem znacznych ilości wody w lodowcach. Według najnowszych badań, obszar Beringii mógł mieć szerokość nawet 1000 ki­lometrów i pokryty był roślinnością stepotundrową. W tym ciekawym krajobrazie żyły wielkie ssaki epoki lodowcowej np. mamuty. Beringia nie istniała przez cały plejstocen, a je­dynie podczas szczególnie zimnych epizodów klimatycznych. Gdy jednak wynurzała się, za każdym razem istnia­ła przez kilka tysięcy lat.

 

Pierwsza grupa ludzi, która po raz pierwszy w historii ludzkości dotarła do Nowego Świata, przeszła być może po takim właśnie terenie. Czy jednak ci odkrywcy mieli świadomość, że dotarli do bezludnego, olbrzymiego obszaru? Raczej nie. Jeśli jed­nak ta grupa dotarła do Ameryki w czasie, gdy wody zalewały Beringię i odległość dzielącą kontynenty trzeba było pokonać za pomocą łodzi, to bardzo możliwe, że ludzie ci domyślali się, że znaleźli się w zupełnie nowym, niezamieszkanym przez innych obszarze. Taka sytuacja zdarzała się w historii ludzkości bardzo rzadko i nie­wątpliwie te kilka kroków zapewne małej grupy ludzi było epokowym wydarzeniem w dziejach naszego świata.

Pierwsi odkrywcy i być może ich potomkowie stanęli jednak przed kolejnym wyzwaniem już na terenie Alaski. Ich drogę na południe, w kierunku terenu dzisiejszych Stanów Zjednoczonych, blokowały lodowce, których grubość przekraczała jeden kilometr. Większa część dzisiejszej Kanady przygnieciona była właśnie tymi monstrualnymi warstwami lodu. Ta zapora skutecznie uniemożliwiała ludziom opuszczenie Alaski i dotarcie do innych rejonów kontynentu. Jednak z pomocą znów przyszły zmiany kli­matyczne i oto podczas ocieplenia pojawił się korytarz, który rozdzielił na dwie części masywny lodowiec. W tym miejscu oczywi­ście dotarliśmy do wspomnianej już na po­czątku sytuacji, gdzie fakty naukowe zdają się potwierdzać wydarzenia przekazane przez tradycję ustną. Lub inaczej mówiąc, gdzie wydarzenia realne mogły na tysiące lat zostać zapamiętane i przekazane w for­mie mitologicznych, przekazywanych z ust do ust opowieści[2].

Przez dłuższy czas korytarz, który podzielił na dwoje wielki lodowiec, najprawdopodobniej całkowicie nie nadawał się do życia i wypeł­niała go jałowa, pozbawiona roślinności i zwierząt przestrzeń. Z czasem jednak zaczął zapełniać się pierwszymi roślinami i stawał się powoli dostępny również dla zawsze cie­kawego i bezustannie rozprzestrzeniającego się gatunku, czyli dla Homo sapiens sapiens.

Ludzie, którzy tysiące lat temu stali przed wejściem do zagadkowego korytarza, nie wiedzieli ani co znajduje się po jego drugiej stronie, ani też jak długo trzeba będzie iść, aby na drugą stro­nę się przedostać. Tak naprawdę to pewnie nie wiedzieli też, czy w ogóle jakaś druga strona istnieje. Co zatem sprawiło, że zdecydowali się wyruszyć w tę niebezpieczną i niepewną podróż? Co doprowadziło, do tego, że grupa mężczyzn, kobiet i dzieci postanowiła rozpocząć wędrówkę w nieznane?

 

Otóż dawni mieszkańcy Alaski byli niewątpliwie wnikliwymi obserwatorami otaczającego ich świata. Tyl­ko w ten sposób mogli zresztą przeżyć w surowych realiach ówczesnej rzeczywistości. Na pewno też ob­serwowali sezonowo migrujące stada ptaków. Wieloletni badacz amerykańskiej prehistorii Stuart Fiedel uważa, że właśnie takie obserwacje ptaków, które raz w roku wlatywały do korytarza między lodowcami, a za kilka miesięcy powracały, mogły przyczynić się do podjęcia przez ludzi decyzji o próbie przedostania się na drugą stronę tej międzylodowcowej szczeliny. Ci, którzy zdecydowali się na tę ryzykowną podróż, prawdopodobnie mieli również inne powody, aby opuścić rejon Alaski. Do decyzji tej mogło przyczynić się pogorszenie warunków klimatycznych i zwiększona rywalizacja z innymi grupami o dostęp do surow­ców i rejonów łowieckich. Tak więc podobnie jak migrujące stada ptaków na czas zimy opuszczały Alaskę, tak i grupa ludzi postanowiła udać się na południe w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia.

Nie była to łatwa droga. Badacze przypuszczają, że korytarz nie był przyjaznym do życia miejscem w czasie, gdy szli przez niego ludzie. Prawdopodobnie nie było tam jeszcze dużych zwierząt takich jak bizony, karibu czy mamuty, na które można było polować. Był jednak możliwy do przejścia i występowały w nim ptaki, które stały się prawdo­podobnie celem polowań. Stuart Fiedel zakłada, że podróż przez ten niegościn­ny krajobraz, korytarzem, który mógł mieć dwa tysiące kilometrów długości, za­jęła ludziom być może tylko około trzech miesięcy. Uważa on, że warunki życia w przestrzeni między lodowcami były tak nieprzyjazne, że nie pozwalały nawet na tymczasowe zamieszkanie tego terenu. Członkowie grupy pokonującej międzylodowcową szczelinę nie mogli się zatrzymywać na dłuższe okresy. Aby przebyć tę długą drogę, musieli być silnie zdeterminowani. Fiedel porównuje wręcz ludzi, którzy przeszli przez korytarz, do Izraelitów prowadzonych przez Mojżesza po dnie Morza Czerwonego.

Ta trudna i niebezpieczna podróż zakończyła się jednak sukcesem. Ludzie, którzy wyszli z niegościnnego korytarza po drugiej stronie wielkich lodowców, zobaczyli bezludną ziemię, będącą lepszym miejscem do życia niż tereny, które opuścili. Zobaczyli rozległe obszary stepotundry zamieszkanej przez stada wiel­kich ssaków, które nie znały jeszcze najmocniejszego drapieżnika na ziemi i nie wiedziały, jak się przed nim bronić. Wtedy to naprawdę rozpoczęła się amerykańska przygoda „twardych” ludzi epoki lodowco­wej.

Opisane powyżej wydarzenia nie są precyzyjnie datowane. Naukowcy zajmujący się zagadnieniem pierwszego zasiedlenia Nowego Świata dzielą się na zwolenników dwóch głównych teorii. Pierwsza z nich zakłada, że Ameryka została zasiedlona między 40 a 20 tysięcy lat temu. Według drugiej teorii pierwsze zasiedlenie nastąpiło dopiero około 12 tysięcy lat temu.

Teoria o drodze między lodowcami jest najbardziej poważaną hipotezą mówiącą o dotarciu pierwszych ludzi do Nowego Świata[3]. Istnieją jednak inne hipotezy, które zakładają, że pierwsi Amerykanie mogli wy­brać drogę morską, wiodącą wzdłuż wybrzeży zachodniej Kanady. W ten sposób ominęliby niegościnne wnętrze kanadyjskiego korytarza międzylodowcowego. Brak jest jednak na razie solidnych dowodów na poparcie tej alternatywnej hipotezy.

Artykuł ukazał się w piśmie kulturalnym „Fragile” nr 3 (5) 2009.



[1] S. J. Fiedel, Quacks in the Ice. Waterfowl, Paleoindians, and the Discovery of America, 2007, tłum. aut.

[2] Badanie tradycji ustnej współczesnych Indian północnoamerykańskich stanowi dzisiaj ważną dziedzinę nauki wspierajacą często wyniki badań archeologicznych i antropologicznych (przyp. red.).

[3] J. K. Kozłowski, Wielka historia świata. Świat przed ,,rewolucją” neolityczną Tom 1, Kraków: Fogra Oficyna Wydawnicza, 2004, s. 306.

Dodaj odpowiedź