O czytelniczych maniach, pisarskim nieszczęściu i innych formach odurzenia, czyli czym grozi romans z literaturą popularną

0
64

Miliony mogły szydzić, ale tylko dlatego, że nie zdawały sobie sprawy, jak wielki może być wpływ sztuki, nawet tak zdegenerowanej jak popularna beletrystyka. Gospodynie domowe układają sobie plan dnia według popołudniowych oper mydlanych. Jeżeli wracają do pracy, pierwszą rzeczą, jaką robią, jest zakup magnetowidu, żeby mogły oglądać popołudniowe filmy wieczorami. Kiedy Arthur Conan Doyle uśmiercił Sherlocka Holmesa nad wodospadem Reichenbach, cała wiktoriańska Anglia sprzeciwiła się temu i zażądała powrotu bohatera. Ton ich protestów przypominał zachowanie Annie – nie smutek i żal, ale wściekłość1.

Stephen King, „Misery”

Nie sposób uciec przed literaturą popularną, filmami z Jamesem Bondem i bohaterami najpopularniejszych seriali. Zawsze w jakiś sposób do nas dotrą. Z kontaktów z nimi możemy czerpać wielką przyjemność bądź uczucia zgoła odwrotne. Nullus est liber tam malus, ut non aliqua parte prosit2 miało brzmieć ulubione powiedzenie Pliniusza Starszego. Stephen King w swoim pamiętniku gromadzącym wspomnienia na temat warsztatu pisarskiego stwierdził3, że szkoły kreatywnego pisania powinny przynajmniej semestr poświęcać książkom napisanym w indolentny sposób. Czy jednak my, krążący po Bibliotece Babel, zagubieni pomiędzy piętrami sześciobocznych galerii, właśnie takich książek szukamy? Nasze wybory bywają nieskomplikowane i niezobowiązujące. King twierdzi, że „ludzie kupujący książki zazwyczaj nie interesują się literacką wartością powieści. Pragną ciekawej historii do zabrania na pokład samolotu, czegoś, co najpierw ich zafascynuje, a potem wciągnie i każe odwracać kolejne kartki”4. Książki wybierane w ten sposób mogą okazać się niebezpieczne, mogą mieć coś wspólnego z owymi historycznymi księgami zbójeckimi, które zatruwają umysł i ciało. Mamy wiele świadectw na ten temat, nie tylko literackich

Na przykład „Telefrenia” Edwarda Redlińskiego5, książka nienowa, na nieszczęście aktualna. Świat „Telefrenii” to plejada telewizyjnych i gazetowych maniaków, ludzi uzależnionych od wyobrażeń. Wyobrażenia te pomagają bohaterom funkcjonować w niesatysfakcjonującej ich rzeczywistości. Uzależniony jest główny bohater zakochany na zabój w Catherine Deneuve, rozpaczliwie poszukujący jej dostępnego wcielenia, jego była żona (z Billewiczów) przekonana, że jej przyszłość została zapisana na kartach „Potopu”, względnie w scenariuszu „Dynastii”, ich syn sprawiający wrażenie najbardziej rozgarniętego, a jednak spędzający całe dnie przed trzema monitorami. Zgodnie z logiką „Telefrenii” uświadomienie sobie własnego uzależnienia nie zawsze pomaga, a uzależnić się można od wódki, pisania, sportów ekstremalnych… Uzależnienie od książek jest równie niebezpieczne. Bibliofilia, biblioholizm, bibliomania. Na przestrzeni wieków nie było epoki ani grupy osób, które byłyby na tę ostatnią jakoś specjalnie odporne6. Przypadłość ta dotyka również pisarzy, uzależnionych od swoich bestsellerów i nienawidzących ich jednocześnie:

Prawda przedstawiała się następująco: w oczach krytyków był „pisarzem popularnym” (co jego zdaniem oznaczało, że niewiele – bardzo niewiele – dzieliło go od chałturnika) i bardzo ubolewał nad tym faktem. To kolidowało z jego opinią o sobie jako poważnym pisarzu, który klecił te swoje głupawe romansidła tylko po to, aby subwencjować (fanfary!) prawdziwe dzieło! Czy nienawidził Misery? Czy jej nienawidził? Jeżeli tak, to czemu tak łatwo zdołał powrócić do jej świata? Nie łatwo, tylko bardzo łatwo. Błogo, jakby wślizgiwał się do wanny z dobrą książką w jednej ręce i szklanką zimnego piwa w drugiej. Nienawidził jedynie faktu, że jej twarz na okładce przyćmiła jego autorskie zdjęcie, a krytycy nie potrafili dostrzec w nim młodego Mailera czy Cheevera – nie potrafili zrozumieć, że mają do czynienia z kimś z wyższej ligi. Czyż zatem jego „poważna beletrystyka” nie stała się swego rodzaju manifestem, okrzykiem? (Misery, s. 342).

Małgorzata Mozer definiuje bestseller jako „książkę, która zdobyła rynek i jednocześnie uznanie czytelników, pisarza lub twórcę, których prace dobrze się sprzedają, każdą rzecz, której sukces na rynku da się odmierzyć liczbą sprzedanych egzemplarzy, bądź zyskami, jakie przynosi rozpowszechnianie”7. Co wpływa na to, że z przyjemnością przepadamy w meandrach ich prostoty i schematyczności? Choć Anne Fadiman nie miała na myśli jedynie bestsellerów, pisząc: „są niczym opary opium, wciągające książkowego nałogowca do pieczary, z której on czy ona wyłonią się zapewne parę tygodni później, słaniając się z odurzenia”8, jej diagnoza ma wymiar uniwersalny.

 

1. Etap zapoznawczy (Annie W. kupuje najnowszą książkę Paula S.)

Czytanie jest wyrazem wolności, w jego akcie przejawia się nasza niezależność, „pozwala na to struktura tekstu, nigdy nie skończona i otwarta, ale także to, że każdy z nas wnosi do lektury cząstkę swoich biografii, przeżyć, przeczytanych uprzednio książek i zasłyszanych komentarzy”9, jest wyrazem wolności również dlatego, że to „czytający odczytuje sens, to on przyznaje przedmiotowi, miejscu czy zdarzeniu właściwość jakiejś czytelności, to on musi przypisać systemowi znaków znaczenie, a następnie je odszyfrować”. Dobrze wiemy, że czytanie ma charakter kumulatywny, a każda lektura, każde doświadczenie nakłada się na rozumienie czytanego. Akt czytania jest indywidualny, samotniczy i w tym sensie czytelnik upodabnia się do pisarza, jest jego rewersem, współtworzy z nim opowieść na równych prawach. Pisze Manguel: „Coś w relacji zachodzącej między czytelnikiem a książką uważa się za mądre i owocne, ale także ekskluzywne i wykluczające. Być może dlatego, że widok osobnika zaszytego w kącie z książką w ręku, najwyraźniej obojętnego na zgiełk tego świata, kojarzy się z nieprzeniknioną prywatnością, samolubnym okiem i tajemniczą czynnością uprawianą w pojedynkę”10. Zanim dokonamy aktu interpretacji, jeszcze gdzieś na poziomie przedrozumienia „jesteśmy przepełnieni mową, jak małe dzieci, którym nigdy niczego jeszcze się nie odmawia, wymawia, czy nawet gorzej na coś „pozwala”. Według Barthesa każde następne słowo jest świętem12. Za takim świętem tęskni Paul Sheldon, autor serii podrzędnych powieści dla kobiet, bohater bestsellerowej Misery Kinga:

Paul zagłębił się w przeglądaniu dwudziestotomowego wydawnictwa, obejmującego oeuvre Maughama, zafascynowany ciekawym podejściem faceta do wartości przedstawianych w powieściach. Przez lata w duszy Paula narastała rezygnacja – przekonanie, że już nie potrafił czytać książek tak jak wtedy, gdy był dzieckiem. Odkąd sam zaczął pisać, nie mógł sobie wybaczyć, że do wszystkiego podchodził z iście drobiazgową dokładnością. Stał się pedantyczny. A jednak Maugham podbił jego serce, sprawił, że znów stał się dzieckiem; i to było cudowne [podkr. H.S.], (Misery, s. 197).

 

Pierwszy kontakt z lekturą bywa niewinny i obiecujący. Odnajdujemy książkę, jak Annie odnajduje Paula, poturbowanego, z bogatą historią. Książka – autor czeka na pomoc i wyciągnięcie z niebytu. Co się stanie dalej (wyobrażenia, oczekiwania)? Kończąc lekturę, jesteśmy bogatsi o nowy wzorzec kulturowy, który w jakiś sposób możemy realizować. I tak bohaterka „Telefrenii” postanowiła kreować swoje życie zgodnie z losami Oleńki z „Potopu”, wyszła za mąż za mężczyznę imieniem Andrzej Kmicic, a naoglądawszy się adaptacji filmowych, próbowała zadbać o jego krzepę i zdolności jeździeckie, czyniąc z niego Daniela Olbrychskiego. Teoretycy i praktycy zajmujący się leczeniem uzależnień wyróżniają kilka etapów, które prowadzą do nałogu. Drugim z nich jest etap odczuwania przyjemności.

 

2. Etap przyjemności (Annie W. czyta Dziecko Misery Paula S.)

Kusi nas swoją objętością i treścią, swoim tytułem i okładką. Na wystawie księgarni, na bibliotecznej półce, w etażerce sąsiadki. „Skoro przyjemnie czyta mi się to zdanie, opowieść czy słowo, znaczy to, że zostały one napisane z przyjemnością (przyjemność ta nie przeczy cierpieniom pisarza)”13 pisze Barthes.

Andrzej, bohater „Telefrenii”, przeglądając książkę syna o uzależnieniach, zaczyna analizować własny stan. Zauważa, że przyjemność płynąca z lektury, zachęca go, by ją powtórzyć. Za każdym razem jeszcze bardziej zwiększa się potrzeba powrócenia do książki; utrwala się nawyk jej czytania.

W kulturze popularnej przyjemność jest ściśle związana z seryjnością, z tym co jest odbiorcy dobrze znane. Wybierając książkę z etykietą „romans” lub „kryminał”, kupuję określony produkt, wyrażam zgodę na reguły gry, które w obrębie gatunku nie powinny być łamane.

Kirby Ferguson, twórca serii filmów „Everything is a remix”14, wylicza, że na sto najbardziej kasowych filmów dekady15 siedemdziesiąt cztery było sequelami, remakami lub adaptacjami komiksów, gier komputerowych, książek. W ciągu tego czasu powstało 11 Star Treków, 12 Piątków trzynastego i 23 Jamesów Bondów. Podaje też zawiłe przykłady adaptacji, jak film „Julia&Julia” oparty na książce i blogu, który był inspirowany drugą książką, do której odwołuje się film, albo cykl filmów nawiązujący do kreskówek, które powstały w oparciu o serię zabawek dla dzieci. Kluczowe dla tego zagadnienia staje się pojęcie gatunku i wzorca. Nic nowego pod słońcem. Kradnę przypis z książki Anne Fadiman: „Przychodzimy za późno, by powiedzieć coś, czego by już wcześniej nie powiedziano”. La Bruy?re prawdopodobnie ukradł tę linijkę z „Anatomii melancholii” Roberta Burtona (1621):”Nie potrafimy powiedzieć nic ponad to, co powiedziano”. Burton zapewne skradł to z Eunuchów Terencjusza (161 r.p.Ch.): „Nie mówi się nic, czego nie powiedziano wcześniej”. Ja ukradłam pomysł zestawienia tych czterech linijek z przypisu w Bartlett’s Familiar Quotations”16. Gdyby nie te bezczelne akty przepisywania i cytowania, przyjemność uczestniczenia w kulturze nie mogłaby zaistnieć. Czy możliwe jest wyobrażenie sobie takiej hipotetycznej sytuacji?

Familiarność bazuje na trwałości wspomnień odbiorcy. Karol z powieści Redlińskiego wciąż przypomina o istnieniu pewnych kolein, w które wpadamy:

Ja: Karol, chłopcze, świra dostałeś na punkcie tych kolein, czy co?

On: Najważniejszy czynnik naszego życia – od osobistego po polityczne – a nie dostrzegamy go, podobnie jak nie widzimy talentu, choć od niego zależy nasze życie. Wyjedź za miasto – w pola. Czy będziesz szedł na przełaj? Przez uprawy? Nie! Dróżkami, miedzami, różnymi ścieżkami, które wydeptano przed tobą. Podobnie w życiu. Dlaczego się pobraliście? Bo wpadliście w koleiny Sienkiewicza! Na drodze Oleńki Billewiczówny pojawił się Andrzej Kmicic! „To nie przypadek! To przeznaczenie!”. I siup – w koleiny (…) aż wasze koleiny przecięły się z koleinami Dynastii i matka ci odjechała. (…)

Ja: Rezonans! Rezonans poprzez czas poprzez trzy wieki. Jest takie prawo – prawo Sheldrake’a, to biolog, fizyk, metafizyk: Wszystko, co już raz się zdarzyło, tym bardziej może się powtórzyć (Telefrenia, s.104).

Definicja nałogu zakłada pewien szkodliwy gest powtórzenia, bez którego chory nie potrafi się obyć, a w którym odnajduje przyjemność. W myśl tej definicji wszyscy, jako uczestnicy popkultury, jesteśmy uzależnieni, mamy telefrenię. Nie wiadomo, czy ktokolwiek panuje nad tym rozrostem, tworzący kolejną książkę z serii pisarz czy pochłaniający ją fani. Treść książki zaczyna się rozsiewać, eskaluje na kulturę, mnożą się filmy, gry komputerowe, powstają książki-glosy, artykuły… magnesy na lodówkę.

 

3. Etap, w którym odurzenie jest najważniejszym celem (Annie W. czyta o śmierci Misery i zmusza Paula S. do napisania nowej wersji książki)

Kultura popularna musiała stworzyć pewne mechanizmy, dzięki którym utrzymuje zainteresowanie odbiorcy. Znajdujemy się więc w momencie chronicznego oczekiwania na następną część, na finał, na rozwiązanie, dopowiedzenie, wyjaśnienie, promocję, wyprzedaż. Cięcie i tmeza. Jak zauważa psychoanaliza, przerwa jest erotyczna17. Paul Sheldon zdaje sobie sprawę, że dzięki temu, że jego książka nie ma jeszcze zakończenia, że potrzebuje jeszcze czasu, by ją skończyć, udaje mu się przeżyć (jak udaje się przeżyć wielu innym tekstom w kulturze):

To chętka trzymała ich oboje przy życiu – był o tym przekonany, wiedział, że gdyby nie ona, z całą pewnością już dawno zabiłaby najpierw jego, a potem siebie. Jednocześnie zdawał sobie sprawę, że ta sama chętka przyczyniła się do utraty przez niego kciuka. To straszne, ale również i śmieszne (Misery, s.294).

W innym miejscu:

Tak to się zaczęło, ale wtedy pojawiła się chętka. Paul znał wszystkie jej objawy. Kiedy powiedziała, że umiera z ciekawości, żeby się dowiedzieć, co będzie dalej, wiedział, że nie żartowała. Przecież ty też żyjesz tylko po to, żeby się dowiedzieć, jak to wszystko się skończy, pomyślał. Czyż nie tak? Przecież sam to powiedziałeś (Misery, s.290).

Pisanie jest dla bohatera ratunkiem, ale z drugiej strony zbliżający się koniec historii zwiastuje niebezpieczeństwo utraty życia. „Każdy pisarz powie więc: od szału wolny, zdrowia niegodny, neurotykiem zostałem”18. Sheldon jest dotknięty neurozą podobnie jak Annie Wilkes, która jako jego najwierniejsza fanka wie, jak powinna skończyć się jego książka, i kiedy pisarz blefuje, zna każdy szczegół, każdą zależność.

Pisarz choruje, niedomaga. Po groźnym wypadku (i napisaniu serii romansideł) trafia w ręce niezrównoważonej pielęgniarki (ostatnia część serii). Zanim zacznie tworzyć „Powrót Misery”, uzależni się od środków przeciwbólowych, a przystępując do pisania, nie może sobie już bez nich poradzić. „Czy pisanie z przyjemnością upewnia mnie – mnie pisarza o przyjemności mojego czytelnika? W żaden sposób. Muszę szukać czytelnika („poderwać” go) nie wiedząc, gdzie jest. Tak tworzy się przestrzeń rozkoszy”19.

4. Etap, w którym odurzenie jest normą (Paul S. kończy swoją nową powieść. Bez stopy i bez kciuka.)

Teraz nie był pewny już niczego. Z jednym wyjątkiem. Całe jego życie obracało się wokół Misery i było od niej uzależnione. Był uzależniony od Misery (Misery, s. 287). Paulowi Sheldonowi udało się przeżyć dzięki swoim powieścidłom, do których jego wybawicielka i oprawczyni miała wielką słabość. Jego pobyt u Annie poskutkował nie tylko odurzeniem tabletkami przeciwbólowymi, ale również własną twórczością, od której chciał się odciąć. Od kultury popularnej nie ma ucieczki. Można do niej tylko wracać na wiele sposobów. Odurzony czytelnik to taki, który zaczyna zatracać granice między literaturą a rzeczywistością, ale tylko pod warunkiem, że takie granice istnieją, że nie uwierzyliśmy jeszcze w znaczenie symulacji w rozumieniu Jeana Baudrillarda. W przeciwnym wypadku nasze książkowe romanse są usprawiedliwione, możemy bez zastanawiania się nad konsekwencjami wprowadzać fabuły w nasze życiorysy, dobierać bohaterów do naszych historii i dopisywać im zakończenia według własnego uznania. W takim świetle Annie W. nie była szalona, wierzyła po prostu w umowność tego, co nam się przytrafia:

Annie Wilkes była wspaniałą słuchaczką, kobietą, która uwielbiała powieści, ale nie interesowały jej mechanizmy ich tworzenia. Była ucieleśnieniem wiktoriańskiego archetypu wiernego słuchacza. Nie chciała słuchać o jego skorowidzu, zgodnościach i indeksach, bo dla niej Misery i osoby, które ją otaczały, były rzeczywistością (Misery, s. 83).

Zakończenie („Czytać – to znaczy zbliżać się do czegoś, co właśnie powstaje”20)

„Po co w ogóle przejmować się zakończeniem? Czemu miałbym wszystko kontrolować? Wcześniej czy później każda opowieść dokądś nas doprowadzi”21. Każde uzależnienie, nawet najszlachetniejsze (od książek, czytania, pisania, kolekcjonowania woluminów) może stać się przyczyną degradacji, zapanować nad naszym życiem. Jednak ze względu na ich charakter są to skłonności, które niełatwo nam deprecjonować. Z jakiego powodu mielibyśmy sobie odmawiać intelektualnych rozrywek?

Mimo wszystko Paul Sheldon nie myli się, wierząc, że naśladowanie Szeherezady uratuje mu życie. Powieść „Misery” nie jest bowiem jedynie krytyką literatury popularnej, to jej jednoczesna pochwała. To historia o książkach, które pomagają przetrwać, o ukojeniu jakie daje pisanie i lektura, o wielości światów, które nie przerażają, ale scalają, utwierdzają w tożsamości piszę, więc jestem.

Książki oferują nam swoją dwoistą naturę – zbójecką i terapeutyczną. Na ścianach aleksandryjskiej biblioteki miały widnieć słowa, potwierdzające te drugie książkowe oblicze, „lekarstwo na umysł”. Być może odurzenie, któremu ulegamy to tylko objawy kuracji.

 

 

 

 

1 Wszystkie cytaty z książki zgodnie z wydaniem S. King, Misery, przeł. R. Lipski, Warszawa 1991.

2 Żadna książka nie jest tak zła, aby pod jakimś względem nie przynosiła pożytku.

3 S. King, Jak pisać. Pamiętnik rzemieślnika, Warszawa 2001.

4 Tamże, s.126.

5 Wszystkie cytaty z książki zgodnie z wydaniem E. Redliński, Telefrenia, Warszawa 2006.

6 Por. H. Jackosn, The Anatomy of Bibliomania, New York 2001, s. 520-522.

M. Mozer, Bestsellery: wstęp do problematyki badawczej i próba definicji, Acta Universitatis Lodziensis. Folia Historica 1998, nr 8, s. 113.

8 A. Fadiman, Exlibris. Wyznania czytelnika, przeł. H. Pustuła, P. Piasecki, Kraków 2010, s. 175.

M. Czubaj, Człowiek księgi, [w:] A. Manguel, Moja historia czytania, przeł. H. Jankowska, Warszawa 2003, s. 9.

10  A. Manguel, dz. cyt., s. 43-44.

11 R. Barthes, Przyjemność tekstu, przeł. A. Lewańska, Warszawa 1997, s. 14-15.

12 Tamże.

13 Tamże, s. 9.

14  K. Ferguson, Everything is a remix. Part II: Remix za: http://www.everythingisaremix.info/.

15 Lista stworzona na podstawie dziesięciu najbardziej kasowych filmów powstających co roku przez ostatnie dziesięć lat.

16A. Fadiman, dz. cyt., s. 119.

17 Tamże, s.16.

18 Tamże, s. 11.

19 Tamże, s. 9.

20 I. Calvino, Jeśli zimową nocą podróżny, cyt. za: A. Manguel, dz. cyt., s. 49.

21 S. King, dz. cyt., s.130.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj odpowiedź