Na audiencji generalnej

0
890

Fragment wystawy, fot. Krzysztof Siatka

Zauważyłem na wystawie Andy’ego Warhola w krakowskim MCK małe, niepozorne zdjęcie artysty wykonane w latach 80. XX wieku w Rzymie na placu św. Piotra. Artysta stoi za barierkami w pierwszym rzędzie zgromadzonego tłumu i jest trzymany za rękę przez papieża Jana Pawła II. Psychofizjonomia Warhola jak zwykle – introwertyk, pełen sprzeczności socjopata z widoczną satysfakcją możliwości przebywania przy kimś sławnym, nawet sławniejszym od niego samego, kto jeszcze nie należy do jego prywatnego dworu osób popularnych. Psychofizjonomia papieża jak zwykle w tym okresie – pełen miłości do wszystkich, zamyślony, ale otwarty humanista. Zrobiłem telefonem zdjęcie tej fotografii, pokazuję znajomym w niezobowiązujących, radosnych okolicznościach. Fotografia jest mało znana i pochodzi z czasów, kiedy Warhol, już znany, ceniony i bogaty klasyk współczesności, podróżował po całym świecie i zwiedzał. Szkoda, że galeria nie wykorzystała tego zdjęcia do promocji wystawy, byłoby ciekawiej, zabawniej i lojalniej. Warhol nazywany jest niezbyt fortunnie papieżem popartu. Może jest to jedyny w swoim rodzaju dokument potwierdzający spotkanie dwóch legalnie panujących papieży? Przywołuję ten epizod wystawy, bo geniusz Warhola nie polegał na, skądinąd ładnych, serigrafiach – tych na wystawie jest pod dostatkiem, lecz na umiejętności wykorzystania współczesnych mu mechanizmów sterujących informacją i dezinformacją.

Mit: cień, 1981, serigrafia © 2012 The Andy Warhol Foundation for the Visual Arts, Inc. / Artists Rights Society (ARS), New York

Niewiele wiemy o prywatnym Andym Warholu, bo taki nie bardzo istniał. Zbyt wiele z zapożyczanych tożsamości wystawił na widok publiczny. Jaki był za zamkniętymi drzwiami, wiedział pewnie tylko on sam. Podobno miał obsesje religijne, może zatem spotkanie z hierarchą Kościoła było dla niego czymś więcej niż zobaczeniem się z kolejną wielką gwiazdą na trasie zagranicznych wycieczek? Może jest to zdjęcie prawdziwego Warhola! Ale to domysły bez cienia nadziei na odkrycie prawdy, podobnie jak przewidywania wielkości majątku spadkobierców Michaela Jacksona.

Warhol pisał, że najpiękniejsze rzeczy w kolejnych odwiedzanych miastach to restauracje McDonald’s. Miejsca, gdzie ich jeszcze wtedy nie było, klasyfikował jako gorsze. Kolejne dekady zmieniły obraz współczesnej popkultury. Namaszczeni, którzy mu pozowali, dawno nie żyją albo w kapciach piją zieloną herbatę. W McDonaldach jadamy niechętnie, a burmistrz Nowego Jorku, miliarder Bloomberg, przeciwdziałając otyłości wśród Amerykanów, zakazał sprzedaży dużych butelek coca-coli. Czyżby świat Andy’ego Warhola runął, przestał istnieć, przemienił się w coś innego? Współczesne gwiazdy popkultury swoją sławą nie dorównują tym dawnym, ale zarabiają więcej. Tamta popkultura jest już przeszłością, a Warhola można rozpatrywać jako klasyka z innej epoki, po którym pozostało przede wszystkim to, co Grzegorz Dziamski scharakteryzował jako przemianę sztuki w sztukę biznesu, aktualną i reprezentatywną dla współczesności. W jego kreacjach można i potrzeba poszukiwać nowych kontekstów i nieznanych wcześniej interpretacji. I w tym momencie pojawia się problem: jak i jakich? Wystawa w MCK, w mojej opinii, nie odpowiada na to pytanie precyzyjnie i przekonująco. Wbrew tytułowi Konteksty niewiele mówi o kontekstach twórczości amerykańskiego artysty. Jest przyjemną, ładnie zaaranżowaną (ale to standard w MCK), reprezentatywną (ukazuje najważniejsze wątki i obszary działań artysty) wystawą niezłej lokalnej kolekcji (Zoya Museum w Modrze na Słowacji).

Widok wystawy, fot. Paweł Wodnicki

 

Trudno coś mądrego napisać o dziełach znanych każdemu amatorowi współczesnej kultury, co jeszcze nawet w kręgach rodzimej historii sztuki nie zostało napisane (teksty w katalogu publikują znawcy tematu profesorowie: Maria Hussakowska i Grzegorz Dziamski).

Nie mogę poważnie traktować zdania ze wstępu do katalogu autorstwa Jacka Purchli, który pisał: „Ikoniczność sztuki Warhola to także odczytanie na nowo tożsamości i kultury Rusinów karpackich, swoiste odkrycie i zasymilowanie jej przez amerykańską pop-kulturę”. Wszyscy bardzo pragniemy, aby początek tego, co dobre, był w Europie Środkowej, ale z dużą dozą prawdopodobieństwa najświatlejsi przedstawiciele amerykańskiej kultury mają blade pojęcie, co to Rusini karpaccy. Oczywiście możemy zakładać, że jest to asymilacja nieświadoma.

Widok wystawy, fot. Paweł Wodnicki

Z zachwytem powitałem obecność w katalogu wystawy tekstu prof. Małgorzaty Smorąg-Różyckiej, specjalistki w zakresie sztuki bizantyńskiej. Rzadko w środowisku polskich historyków sztuki obserwować możemy podejmowanie przez mediewistów czy nowożytników tematyki kultury XX wieku czy współczesnej. Zazwyczaj odnoszą się do niej z pogardą i epatują sarkazmem. Na biletach do galerii oszczędzają. W MCK jest inaczej! To świetny sposób rozpatrywać ikoniczność popkultury z perspektywy nauki o ikonach. Autorka pisze, że „takie skojarzenia mogą być mnożone. Jest to jednak ułuda ikonowości. Czy więc Andy Warhol tworzył ikony?”. W tym momencie wyczuwam słabość i niemoc interpretacji. Na koniec Smorąg-Różycka dodaje: „tak to przecież obrazy”.

Widok wystawy, fot. Paweł Wodnicki

Wizyta na wystawie ma coś z audiencji. Jeśli ktoś wierzy w gospodarza, będzie ją przeżywał i pamiętał. O Warholu wiemy dużo, a wiedza zazwyczaj wyklucza wiarę. Na audiencji zobaczymy to, co w wyszukiwarce Google, tylko trochę lepiej i w lepszej skali. Wystawa jest ok.

//

Andy Warhol. Konteksty, 11 grudnia 2012 – 10 lutego 2013, Międzynarodowe Centrum Kultury, Rynek Główny 25, 31-008 Kraków, kuratorki wystawy: Helena Postawka-Lech i Natalia Żak

 

Dodaj odpowiedź